Sport.pl

"Nie gwiżdżmy na Niemców, powitajmy ich brawami"

- Piłkarzy Franciszka Smudy czeka dziś ważny sprawdzian, ale jeden z wielu przed Euro. Znacznie ważniejszy egzamin stoi przed nami, tysiącami biało-czerwonych kibiców na trybunach PGE Areny Gdańsk - apeluje dziennikarz trójmiejskiej Gazety Wyborczej Maciej Drzewicki.
Niech nikt nie ma złudzeń - to nie będzie mecz towarzyski. Ładunek emocjonalny, jaki niesie ze sobą spotkanie Polska - Niemcy, w Europie można porównać chyba tylko do tego ze starć Szkotów lub Irlandczyków z Anglikami. Oni też mają swoją pokręconą, wielowiekową historię, która sprawia, że ich rywalizacja wykracza daleko poza wymiar sportowy.

Osobie postronnej trudno wytłumaczyć, jakie uczucia towarzyszą polskim kibicom, którzy zasiądą dziś na PGE Arenie. Duma z jednego z najpiękniejszych stadionów w Europie. Żądza rewanżu (niebezpieczne słowa, ale w kontekście sportowym wybaczalne) za te wszystkie porażki z Bundesteamem, ze słynnym meczem na wodzie w 1974 r. na czele. Wreszcie - jakkolwiek byśmy się przed tym nie bronili - cała gama uczuć związanych z trudną historią obu narodów, potęgowanych jeszcze przez miejsce rozgrywania meczu.

Tak czy owak, 40 tys. kibiców na PGE Arenie będzie pragnęło zwycięstwa bardziej niż kiedykolwiek. I nie ma tu znaczenia, że szanse są iluzoryczne. Nadzieja zawsze umiera ostatnia. Zwłaszcza w sercu kibica.

Nie tylko jedenastu

Dla piłkarzy to też nie jest mecz, jak inne. Nasi reprezentanci, wiadomo - nie codziennie mają okazję zmierzyć się z wicemistrzem Europy i trzecią drużyną świata. Dodatkowy dreszczyk emocji czują pewnie Kuba Błaszczykowski, Robert Lewandowski i Sławomir Peszko, którzy zagrają przeciwko kolegom z Bundesligi. A dla Adama Matuszczyka, wychowanego w Niemczech i odzyskanego przez Smudę dla kadry, to już mecz zupełnie wyjątkowy.

No dobrze, ale co w takim razie mają powiedzieć gwiazdy reprezentacji Niemiec - Mirosław Klose i Łukasz Podolski? Grali już na największych stadionach świata, o najwyższe stawki. A jednak jestem przekonany, że na murawę PGE Areny wyjdą na miękkich nogach. To nic, że przeciwko Polsce już grali. Przeciwko - tak, ale nie "w".

Urodzeni w Polsce, wychowani w Niemczech, obaj podkreślają związki ze "starym" krajem. Zwłaszcza Podolski, który swoich korzeni nigdy nie ukrywał, wręcz przeciwnie - jest z nich szczerze dumny. Zdarzyło mu się już strzelić gola Polakom, ale i wtedy zasłużył na szacunek biało-czerwonych fanów, gdy ostentacyjnie nie okazywał radości. Dlatego było mi przykro, gdy słyszałem, jak polscy kibice lżyli Podolskiego.

I Podolski, i Klose nie wiedzą, jakie przyjęcie zgotują im kibice w Gdańsku. Mam nadzieję, że ten wieczór będą wspominali miło, że będą mieli się czym pochwalić kolegom z reprezentacji.

Jak ich zaskoczyć

Dziś wieczorem zaprezentujemy Europie nie tylko nowy stadion. Wszyscy, którzy wybierają się do nas za rok na mistrzostwa Europy są też ciekawi atmosfery, jaka na nim panuje. Przyglądają się nam szczególnie uważnie, bo polski kibic opinie o sobie pozostawia bardzo różne. Klubowi kibole urządzający sobie zagraniczne eskapady za swoimi drużynami to dziś nasz powód do wstydu. A dla kibiców w Europie - niepokoju przed przyjazdem na Euro.

Ale mamy na szczęście i drugą twarz. Tę, jaką pokazują kibice na meczach reprezentacji. To na naszych stadionach już od kilku lat przyjął się - niespotykany, póki co, bodaj nigdzie indziej - sposób witania rywali. Podczas obcego hymnu cały biało-czerwony stadion... trzęsie się od braw. Warto wówczas patrzeć na miny piłkarzy, którzy po raz pierwszy spotykają się z takim przyjęciem. Nie zapomnę też choćby reakcji węgierskiego ambasadora, który po meczu jego drużyny z polską reprezentacją w Warszawie szczerze wzruszony mówił, że czegoś takiego nie spodziewał się w najśmielszych snach.

No tak, ale wtedy było łatwo. Czy jest jakaś nacja na świecie, którą lubimy bardziej niż Węgrów?

A jak będzie na PGE Arenie? Ok. godz. 20.40 sędzia wyprowadzi piłkarzy na boisko. Kapitanowie odczytają krótkie oświadczenia o grze fair play. Po chwili zabrzmi pierwszy hymn - gości.

To będzie dla nas, 40 tys. biało-czerwonych kibiców na PGE Arenie, moment próby. Marzy mi się, by reprezentantów Niemiec spotkało to, co kiedyś Węgrów, albo choćby - nie szukając tak dawno - w piątek reprezentację Meksyku na warszawskiej Pepsi Arenie.

Tak - po prostu marzy mi się, byśmy wobec naszych rywali pokazali dziś klasę. Ale - jeśli komuś to nie wystarcza - niekoniecznie musi chodzić tylko o to. Niemcy na gwizdy są przygotowani, słyszeli je nieraz. Jeśli chcemy zgotować im przywitanie jakiego długo nie zapomną, po którym rozpoczną mecz na miękkich nogach, powitajmy ich... burzą braw. Najpierw zaskoczmy ich my, a może to natchnie naszych reprezentantów. A wówczas wtorkowy mecz naprawdę przejdzie do historii.



Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: