Polska - Niemcy 2:2. Cud na PGE Arenie był tak blisko

Robert Lewandowski podczas meczu Polska - Niemcy

Robert Lewandowski podczas meczu Polska - Niemcy (Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

Kiedy wydawało się, że mecz na gdańskiej PGE Arenie przejdzie do historii i Polacy po raz pierwszy pokonają Niemców, w ostatniej sekundzie spotkania Cacau strzelił wyrównującą bramkę dla gości.
Tłumy biało-czerwonych fanów szły w kierunku PGE Areny już na blisko cztery godziny przed rozpoczęciem meczu. Każdy, dosłownie każdy kibic zapytany o wynik, nie miał wątpliwości: "Wygra Polska!". Zmieniały się tylko typy na wynik - najczęściej pojawiał się rezultat 2:1 lub 3:1, a wśród strzelców bramek wymieniano głównie Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego i... Jacka Krzynówka, który skończył niedawno karierę. Kibice z Wrocławia, Legnicy czy Wąbrzeźna zgodni byli w jeszcze jeden kwestii - wszyscy zachwycali się PGE Areną. - Jestem z Wrocławia, też mam stadion na Euro, ale ten wasz... Cudo! Mam nadzieję, że na tym cudownym stadionie dojdzie do cudu i w końcu wygramy z Niemcami. Musimy! - mówił Michał.

Jeszcze kilkanaście minut przed meczem na trybunach widać było place pustych miejsc, ale wynikało to z tego, że ludzie długo szukali swoich miejsc. Choć do organizacji spotkania trudno się przyczepić, to niesmak budziła niewiedza stewardów, którzy zamiast rzetelnej informacji na temat miejsca z biletu, wprowadzali niepotrzebne zamieszanie.

Polscy piłkarze pojawili się przed PGE Areną o godz. 19.15, przed wejściem czekał na nich tłum kibiców. Autokar z Niemcami podjechał 20 minut później. Stojący przed wejściem polscy kibice nie reagowali i dopiero kiedy z autokaru wyszli pochodzący z Polski Lukas Podolski i Miroslav Klose rozległy się brawa. Na samym stadionie nie było już tak przyjemnie. Podolski zebrał co prawda największe oklaski, ale kiedy spiker wyczytywał pozostałe nazwiska składu reprezentacji Niemiec, PGE Areną wstrząsały przeciągłe gwizdy. A najbardziej oberwało się... Klose.

Na szczęście kibice pokazali klasę podczas niemieckiego hymnu. Co prawda nie zabrakło osób, które gwizdały, ale szybko zostali oni zagłuszeni przez salwę braw. A kiedy hymn gości dobiegł końca, cała PGE Arena już tylko klaskała. Po chwili był hymn Polski i wtedy już każdego z blisko 40 tys. kibiców, którzy dumnie śpiewali Mazurka Dąbrowskiego, musiały przejść ciarki.

Ogromnych emocji dostarczył też sam mecz, który był horrorem. Dużo więcej sytuacji mieli Niemcy, którzy gdyby nie fenomenalny Wojciech Szczęsny mogli strzelić nawet z sześć lub nawet siedem bramek. Z drugiej strony sam Sławomir Peszko miał do przerwy trzy sytuacje sam na sam z Timem Wiese. W końcu doczekaliśmy się jednak bramki dla biało-czerwonych. Jakub Błaszczykowski podał do Dariusza Dudki, ten do Roberta Lewandowskiego i PGE Arena eksplodowała. Od tego momentu niesieni dopingiem Polacy zaczęli grać dużo lepiej, aż do momentu, w którym Arkadiusz Głowacki sfaulował Thomasa Muellera, a Toni Kroos pewnie wykorzystał rzut karny. Potem Głowacki dostał jeszcze czerwoną kartkę i wydawało się, że szczytem marzeń jest utrzymanie remisu. Ale w 90. minucie stała się rzecz niebywała. Po kontrze Polaków Tim Wiese sfaulował Pawła Brożka, a Błaszczykowski strzelił z karnego na 2:1. PGE Arena odleciała, kibice padali sobie w ramiona, ale w ostatniej sekundzie meczu gapiostwo polskiej obrony wykorzystał Cacau. Po jego strzale sędzia zakończył mecz...

Trójmiasto - Wyniki/Terminarz wydarzeń

Trójmiasto - Wyniki/Terminarz wydarzeń »