Sport.pl

Abp Głódź o Euro 2012: Futbol to liturgia. Świecka, ale piękna

Arcybiskup gdański Sławoj Leszek Głódź: - Jeśli nasi zagrają skutecznie, będą strzelać bramki i wygrywać, to staną się bohaterami całej Polski, a ona ich usynowi.
Roman Daszczyński: Zamieszał ksiądz arcybiskup tym listem do wiernych w sprawie Euro 2012, odczytywanym podczas mszy w ostatnią niedzielę. Przejrzałem komentarze w internecie, na forach, gdzie raczej nie ma sympatii prawicowych. Prócz wrogich wypowiedzi, dominuje nieufność, na zasadzie: "Co ten Głódź kombinuje".

Arcybiskup gdański Sławoj Leszek Głódź: Mają prawo myśleć, co chcą.

Ale są też takie głosy: "Ładne słowa i sympatyczna idea nabożeństw w różnych językach. Takiego tonu arcybiskupa Głódzia jeszcze nie słyszałam. Czyżby zbawienny wpływ piłki nożnej? Duch Święty wieje, gdzie chce i jak chce, może dmuchnął i na metropolitę?". To wypowiedź pewnej internautki.

- Widać, że ta pani czyta Pismo Święte, bo je cytuje, że Duch Święty wieje kędy chce, i jak chce... Oczywiście, że tak jest. Ale to nie oznacza, że akurat w tym momencie Duch Święty oświecił mnie, żeby taką odezwę skierować do wiernych. Napisałem te słowa bez podpowiedzi z czyjejkolwiek strony. Przysłuchując się temu bełkotowi często, polityków, dziennikarzy, kto "za", a kto "przeciw" i tak dalej, stwierdziłem, że to bez sensu. Przed laty przeżyłem, będąc w Rzymie, mistrzostwa i nawet za Włochami kibicowałem, bo nasi wtedy nie grali. To jest liturgia swoista, świecka, ale piękna. I chciałbym, żebyśmy takie chwile przeżyli w Polsce, żeby ich było coraz więcej. Może to zadatek dobrego początku. Takie mistrzostwa są na całym świecie liturgią i świętem pokoju. Nie wiem, czy obecnie nie bardziej nawet niż olimpiada. Proszę zobaczyć: w lipcu jest Londyn [igrzyska olimpijskie - red.], a tymczasem Euro całkowicie go przysłoniło.

Ktoś, kto kojarzył arcybiskupa Głódzia z wizerunkiem czołowej w Polsce postaci Kościoła wojującego, ma prawo być zaskoczony. Ton tego listu do wiernych jest zupełnie wyjątkowy. Nawoływanie do ogólnoludzkiej jedności, do tego, by nie było miejsca, tu cytat, "na agresję, pogardę, wytykanie potknięć".

- Cóż, każdy ma prawo do swoich zdziwień. Nie widzę w tym, co napisałem, nic niezwykłego. Tak wielkiej imprezy sportowej w Polsce jeszcze nie mieliśmy, to wyjątkowa sytuacja. A Kościół jest z wiernymi. Prosta sprawa.

Rozmawiamy w gabinecie księdza arcybiskupa, a ja coraz częściej zerkam na ścianę. Co to za zegar z herbem księdza arcybiskupa i logo Euro 2012? Jakaś specjalna robota?

- Tak, zamówiłem dwanaście takich zegarów u pana Leona Czerwińskiego. Jeden, jak widać, wisi tutaj. Drugi jest w kaplicy na naszym pięknym gdańskim stadionie. Pozostałych dziesięć rozdałem. Poszły w lud. Wszystkie są identyczne, z marmuru, w kształcie piłki.

Kto je dostał?

- Wręczyłem je podczas śniadania w Wielki Czwartek. Taki zegar otrzymał prezydent Lech Wałęsa. Także prezydenci miast: Gdyni - Wojciech Szczurek, Sopotu - Jacek Karnowski, marszałek województwa Mieczysław Struk i wojewoda Ryszard Stachurski.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz?

- Oczywiście, że tak.

Z tego, co wiem, wszyscy są kibicami. Wśród świeckich to nie rzadkość. Ksiądz arcybiskup lata całe spędził we Włoszech. Wielu księży kibicuje tam piłkarzom?

- Naturalnie. Powiem więcej: sam watykański sekretarz stanu Tarcisio Bertone, którego będziemy gościć w Gdańsku w dniach od 11 do 13 czerwca, jest zagorzałym kibicem. Komentuje wydarzenia sportowe w telewizji włoskiej.

We włoskiej telewizji?

- Tak, tak, w telewizji. Sugerowałem nawet księdzu kardynałowi Bertone, aby przyjechał do Gdańska dzień wcześniej, to, by u nas obejrzał mecz Włochy-Hiszpania. Niestety, pragnie realizować ustalony program pobytu w Polsce.

Kardynał Bertone ma bilet na jakiś inny mecz w Gdańsku?

- Nie, tak się składa, że u nas żadnego meczu po prostu nie ma w tym czasie.

W Polsce księża kibicują podobnie jak Włosi?

- Oczywiście, wielu lubi piłkę nożną. Sam kardynał Dziwisz jest zapalonym kibicem, a także ksiądz prymas Glemp. Również biskup kielecki Marian Florczyk, krajowy duszpasterz sportowców. Ksiądz biskup Florczyk powiedział, że diecezja gdańska duszpastersko jest przygotowana najlepiej. Bardzo mnie to cieszy. O, pokażę panu plakat z dokładnym programem kościołów w Gdańsku, Gdyni i Sopocie. Co, gdzie, w jakich językach. Jaki ksiądz za co odpowiada. Bardzo dokładny jest ten plakat. Wszystkie parafie go otrzymały. Kibice, którzy przyjadą do nas z zagranicy, będą wiedzieli, gdzie mają się udać. Nasza archidiecezja trafiła zresztą na wyjątkowych gości. W Gdańsku grają przecież Włosi, Hiszpanie, Chorwaci i Irlandczycy, a więc piłkarze, kibice to katolicy. Niemiecki "Der Spiegel" opublikował nasz plakat. Bardzo im się spodobało zdjęcie, na którym nasi klerycy stoją z piłką na murawie stadionu, na tle trybun.

Skąd gdańska archidiecezja wzięła księdza, który może odprawiać mszę świętą po chorwacku?

- Jeśli chodzi o języki, to problemów nie mamy, bowiem wielu księży odbywało studia bądź pracowało w tamtych krajach. Jest i ksiądz, który jakiś czas spędził w Chorwacji. Radzi sobie na tyle dobrze, że pewnie jakąś krótką homilię wygłosi. Myślę, że Chorwaci zrozumieją.

Ksiądz arcybiskup też jest zagorzałym kibicem?

- Od dziecka. Na co dzień czuję się związany z Jagiellonią Białystok. Wcześniej kibicowałem Sokołowi Sokółka - w czasach licealnych. A podczas służby wojskowej byłem kibicem Pogoni Szczecin. Była to wtedy silna drużyna. Dziś żałuję, że nikogo z Jagiellonii nie ma w składzie naszej reprezentacji.

Frankowski jest trenerem napastników.

- On jest tą lokomotywką, która Jagiellonię podciąga. W każdym zespole ekstraklasy musi być taki jeden czy dwóch zawodników. Niestety nie stać nas jak Włochów, żeby mieć drużyny złożone z samych lokomotywek. Tam jeden zawodnik często kosztuje więcej niż u nas cały zespół. Frankowski ma swoje lata. Szkoda.

W Gdańsku chodzi ksiądz arcybiskup na Lechię?

- Mam stały bilet. Mecze kolidują z czasem posług biskupich.

Jak podoba się gdański stadion?

- Uważam, że jest najpiękniejszy ze wszystkich. Stadion w Warszawie jest większy, ale jakiś skostniały. Gdańsk może być dumny ze swojego stadionu, jest w nim coś wyjątkowego, lekkość, kolor miły dla oka, i ładnie położony, blisko morza. Byłem na meczu naszej reprezentacji z Niemcami we wrześniu zeszłego roku. Robi duże wrażenie, wyzwala emocje.

Jakie są przeczucia księdza arcybiskupa, jeśli chodzi o postawę naszej reprezentacji na mistrzostwach?

- Każdy z nas nosi w sobie jakieś. Ja również. Uważam, że drużyna jest dobra. Gorzej z trenerem. Oceniam go z rezerwą. Widzę w nim bardziej działacza sportowego. Trener musi mieć charyzmę. Tak jak kiedyś szkoleniowiec włoskiej drużyny Enzo Bearzot, czy nasz Górski - oni mieli coś w sobie, mieli tę charyzmę. Nie chcę krzywdzić pana Smudy, nie znam go osobiście, ale on chyba tego nie ma. Chciałbym się mylić. Charyzma daje fantazję, polot, pomysł, jest czymś, co może być decydujące w kluczowych chwilach turnieju. Każdy trener drużyny narodowej jest profesjonalistą, ale najlepszy może być tylko taki, który ma charyzmę. Świetnym przykładem jest ten, który przez ostatnie lata prowadził Barcelonę, Josep Guardiola. Wierzę, że z grupy wyjdziemy przy wsparciu kibiców i szczęścia.

Dostał ksiądz arcybiskup bilety na mecze Euro?

- Jeszcze nie, ale mam obiecany na ten pierwszy mecz w Gdańsku, Hiszpania-Włochy, w niedzielę 10 czerwca.

Inne mecze?

Której drużynie kibicujesz podczas Euro 2012? oceń na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »


- Pewnie w domu, przed telewizorem, i oczywiście w jakimś szerszym gronie, bo kibicowanie w samotności to nie to samo. Atmosferę tworzy wspólnota.

Ksiądz arcybiskup grywał w piłkę nożną?

- Grywałem, ale to dawno było. Bardziej jednak w siatkówkę, zdarzało się zagrać z oficerami WP, kiedy byłem biskupem polowym.

Zdaje się, że piłka nożna bywa w Kościele narzędziem wychowania. Klerycy sporo grają w seminariach.

- Oczywiście, to jeden z ważnych środków wychowawczych.

Co takiego jest w futbolu?

- Piłka nożna ma wymiar wspólnotowy i przez to posiada znaczenie wychowawcze. Nie przypadkiem zrobiliśmy tu w seminarium piękne tartanowe boisko do gry w nogę, kosza, siatkówki i szczypiorniaka. Jest wielofunkcyjne. Uważam, że to najnowocześniejsze, najładniejsze seminaryjne boisko w Polsce.

Czego uczą sporty zespołowe?

- Przede wszystkim wydobywają cechy charakterologiczne. Jeśli drużyna ma dobrze funkcjonować, musi wyeliminować takie cechy jak nadmierny indywidualizm, sobkostwo. Piłka uczy harmonii, wspólnego życia, eliminuje arogancję. Zresztą każdy sport powinien to dawać, ale dyscypliny drużynowe są pod tym względem wyjątkowe: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Stara zasada, nikt nie wymyśli nic mądrzejszego.

Podoba się księdzu arcybiskupowi, gdy legenda polskiego futbolu, Jan Tomaszewski, mówi, że nie będzie kibicował naszym, bo ta reprezentacja to jest śmietnik Europy? Narzeka, że u Smudy grają Niemcy i Francuzi, którzy nie znają dobrze polszczyzny, a z krajem łączy ich jedynie pochodzenie dziadków lub rodziców?

- Nie chcę odnosić się do wypowiedzi pana Tomaszewskiego. Ma do niej prawo. Czy taka opinia jest obiektywnie prawdziwa? Granice się w dużej mierze zacierają, szczególnie w sporcie, którym rządzi pieniądz, zysk. Wystarczy popatrzeć na drużyny, nie tylko ligowe, ale i reprezentacje innych krajów. Jeśli nasi zagrają skutecznie, będą strzelać bramki i wygrywać, to staną się bohaterami całej Polski, a ona ich usynowi.

Trybuny mogą być większym problemem niż boisko. "By etniczna różnorodność objawiała się ponad podziałami, by we wspólnie przeżywanych emocjach odnaleźć motywy ogólnoludzkiej jedności". Czytam ten fragment listu do wiernych i obawiam się, że to może być trudne. Rasistowskiej głupoty w Polsce nie brakuje. Może też ktoś będzie chciał się bić z Niemcami, Rosjanami.

- Na wiele rzeczy nie będziemy mieli wpływu, dlatego, że one mogą się wymknąć spod kontroli. Ale możemy mieć wpływ na okazanie gościnności, na życzliwość, na otwartość. I przez to także na uspokojenie emocji, takich dewiacyjnych i czysto chuligańskich postaw. Z jakim nastawieniem przyjadą inni kibice? Można powiedzieć, że Włosi są wychowani do kibicowania. Myślę, że podobnie Hiszpanie, Niemcy, Irlandczycy. Nie wiem, jak się zachowa tych 30 tysięcy Rosjan. Takiej grupy od czasów kozackich, czy od stycznia 1945 r., to nasza stolica nie widziała.

12 czerwca chcą w Warszawie zrobić pochód z okazji swojego święta narodowego, które ustanowiono na pamiątkę wypędzenia z Kremla polskich okupantów w roku 1612. Równe 400 lat.

-Cóż, niech sobie idą w pochodzie. Oby godnie, pokojowo. Euro jest świętem wszystkich kibiców, choć oczywiście w szczególny sposób polskich i ukraińskich. To wydarzenie o charakterze pokoleniowym. Może posłużyć do bratniego zbliżenia Słowian - Ukraińców i Polaków.

W całości przytoczę kluczowy cytat z listu księdza arcybiskupa do wiernych: "a tam, gdzie Boża radość i gościnność, tam też nie ma miejsca na agresję, pogardę, wytykanie potknięć. Polakom słusznie należy się opinia ludzi radosnych, z poczuciem humoru, gościnnych i miłujących pokój. Niech ta należność stanie się naszym zasłużonym udziałem".

- Tak, ufam, że te słowa znajdą potwierdzenie w czasie tych pięknych dni, które nas czekają. Swoistą wieżę Babel będziemy mieli także tu, na Pomorzu - w Gdańsku. A Gdańsk jest miastem pięknym i fascynującym, dlatego wielu sobie wybrało to miejsce na czas pobytu. Od nas zależy, jak Europa i świat nas odczytają.

Radość i gościnność, brak miejsca na agresję, pogardę, wytykanie potknięć. Czy to nie są wartości, które Polakom powinny towarzyszyć w życiu codziennym, także w polityce?

- Oczywiście, że tak. Jest ich za mało, bo ciągle szukamy wroga. Kiedyś był to wróg klasowy, a teraz, gdy go brak, wskazujemy na wroga wyznaniowego, etnicznego, politycznego. W ludziach tworzy się gorycz, następuje zachwianie harmonii społecznej. Poruszyłem to ostatnio w niedzielnym kazaniu, transmitowanym przez Polskie Radio. Jeśli sprawowanie władzy na jakimkolwiek szczeblu niesie ze sobą butę, arogancję i panowanie, wyzwala przemoc, dialog przenosi się na ulicę. Trzeba uruchamiać wszystkie środki, które do tej maszynerii państwa polskiego wlewają oliwę. Więcej oliwnej gałązki, na wszystkich szczeblach władzy.

Doszliśmy do niebezpiecznego miejsca w naszym życiu społecznym i politycznym?

- Jeszcze może nie, ale jeśli taki stan będzie trwał, przemówi ulica. Czas więc rozpocząć partnerski dialog!

Nawiasem mówiąc, słowa księdza arcybiskupa o Euro świetnie korespondują z tym, co premier Tusk powiedział we Włoszech: "Polska świetnie przygotowała się do Euro 2012 i jako kraj sukcesu jest to także kraj ludzi pełnych optymizmu. Nas po prostu dzisiaj stać na gościnność".

- Nie konsultowaliśmy swoich wypowiedzi, tym bardziej że moja była pierwsza (śmiech).

Ale nie zgadza się ksiądz arcybiskup z tymi, którzy twierdzą, że przygotowania do Euro to porażka i pokaz nieudolności rządu.

- Trzeba mieć oczy otwarte i widzieć, jak wiele udało się w Polsce zrobić w ostatnich miesiącach. Nie wszystko udało się ukończyć na czas. Jestem spokojny, ukończymy po Euro. Dobrze, że coś drgnęło i będzie dobrze służyć następnym pokoleniom. Wszędzie są większe lub mniejsze kłopoty z realizacją tak wielkich przygotowań. Nadrabiamy teraz zaległości cywilizacyjne nie tylko z PRL, ale i ostatnich 20 lat. Każdy o tym wie i zapamięta nieudolnych polityków.

Wielu naszych czytelników będzie teraz zachodzić w głowę: o co chodzi, że arcybiskup Głódź zaczął mówić językiem, jaki mogą zaakceptować wszyscy: prawica, lewica, liberałowie. Może Głódź chce zostać prymasem?

- Wielokrotnie mówiłem, że Kościół nie wiąże swej przyszłości z nogą prawą ani lewą, ani z żadną inną protezą. Pańska "Gazeta Wyborcza" mi laurek nie malowała. Mieliśmy rozmawiać o Euro i dlatego się na ten wywiad zgodziłem, a pan po raz kolejny zmienia temat. Nie dam się nabrać na takie prowokacje.

Ale to nie jest prowokacja. Czytelnicy naprawdę będą główkować, co się stało, że arcybiskup Głódź mówi w sposób otwarty i przyjazny. Może więc jest coś na rzeczy z tymi widokami na prymasowanie?

- Proszę nie wróżyć z wosku. Andrzejki przed nami. Jest mi dobrze w Gdańsku, niebawem skończę 67 lat. Sam pan widzi, ja już się zbliżam do wieku emerytalnego, który nam zafundował pan Tusk.

67. rok życia to w Kościele wcale nie jest dużo.

- To prawda. Pan Waldemar Pawlak został premierem, mając 32 lata. Powiedziałem mu wtedy, że u nas w kościele mógłby co najwyżej zostać wikarym w Radzyminie. Nie stawiajmy więc wozu przed konia. Lepiej postawmy zakład na naszą reprezentację i życzmy jej szczęścia, łaskawości ziemi i nieba.

Więcej o: