Kim pan jest, panie von Heesen. Sylwetka nowego trenera Lechii

Thomas von Heesen

Thomas von Heesen (JAN RUSEK)

W przeszłości świetny piłkarz, legenda Hamburger SV. Potem trener i dyrektor sportowy m.in. w klubach Bundesligi, ale również biznesmen. Przez ostatnie trzy lata nie pracował jako szkoleniowiec. Teraz ma poprowadzić Lechię do wielkich sukcesów. Kim jest nowy trener biało-zielonych Thomas von Heesen?
O jego filozofii pracy dużo mówi sposób, w jaki podchodził do obowiązków jeszcze jako piłkarz.

- Thomas opowiadał mi, że zawsze w czwartki zostawał po zajęciach i przeprowadzał forsowny trening biegowy. 800 metrów "na maksa" i tak po kilka razy. Mówił, że po to dokręca sobie śrubę, żeby w 80. minucie meczu mieć siłę, aby uciec rywalowi. Zawodnicy Lechii na pewno nie będą więc mieli lekko. Muszą spodziewać się mocnych treningów, ale jestem przekonany, że wszystko będzie robione z głową - mówi były reprezentant Polski Maciej Murawski, który współpracował z von Heesenem w niemieckim klubie Arminia Bielefeld.

Legenda Hamburga

Piłkarzem był znakomitym, ale miał pecha, że swój szczyt osiągnął na przełomie lat 80. i 90. Niemcy mieli wówczas wielu świetnych zawodników, byli jedną z najlepszych drużyn globu. W 1986 r. zdobyli w Meksyku wicemistrzostwo świata, cztery lata później na mundialu we Włoszech nie mieli już sobie równych. Von Heesen, choć był jednym z liderów Hamburger SV, czołowego zespołu Bundesligi, a także Europy - w latach 1982 i 1983 zdobył z tą drużyną mistrzostwo Niemiec, a w sezonie 1982/1983 wywalczył Puchar Europy, czyli odpowiednik obecnej Ligi Mistrzów - zaszczytu gry w pierwszej reprezentacji nie dostąpił nigdy. Zaliczył tylko kilka występów w młodzieżówce.

Za to dla kibiców HSV został legendą. Barw tego klubu bronił przez 15 lat, we wszystkich rozgrywkach rozegrał 443 mecze, zdobył 125 goli. Był środkowym, ofensywnym pomocnikiem, mózgiem zespołu. Co ciekawe, grał w hamburskim zespole z kilkoma Polakami, którzy wspominają go bardzo miło.

- Tak się składało, że my, Polacy, zawsze mieliśmy z nim superkontakt, to bardzo fajny człowiek - opowiada Jan Furtok. - Nauczył się nawet kilku polskich słów i to nie tylko tych, o których wszyscy myślą. No i był naprawdę znakomitym piłkarzem, parę bramek po jego podaniach się strzeliło [w sumie Furtok zdobył w barwach hamburskiego klubu 51 ligowych goli]. Ale żeby nie było, ja też mu się odwdzięczałem asystami - śmieje się były reprezentant Polski.

Oprócz niego z von Heesenem grali w HSV m.in. Mirosław Okoński, Ryszard Cyroń i Waldemar Matysik.

Trener, dyrektor sportowy, trener... I tak w kółko

Karierę piłkarską zakończył w Arminii Bielefeld. Bardzo szybko został jej trenerem i od razu odniósł sukces. W sezonie 1998/1999 wprowadził drużynę do Bundesligi i... zrezygnował ze stanowiska, aby objąć funkcję dyrektora sportowego klubu. Potem takie wolty robił jeszcze kilkukrotnie. Pracował także w Saarbruecken oraz Norymberdze. W Arminii znów współpracował z Polakami, m.in. Arturem Wichniarkiem, który w latach 1999-2009 (z przerwą na występy w Hercie Berlin) był gwiazdą tego zespołu.

- Wspominam go bardzo pozytywnie. Kiedy przyszedłem, pracował w Bielefeldzie jako dyrektor sportowy, potem zrobił świetną robotę jako trener - podkreśla Wichniarek. - Dbał nie tylko o pierwszy zespół, ale również o rozwój grup młodzieżowych. Działał długofalowo, miał wizję klubu na kilka lat do przodu. To w kontekście Lechii chyba dobrze wróży. Pod jego wodzą Arminia grała bardzo ciekawą, przyjemną dla oka piłkę. Mieliśmy swój styl, w naszej grze nie było przypadku. Mogę o nim mówić tylko w superlatywach. Przy tym wszystkim jest bardzo fajnym, komunikatywnym facetem, miałem z nim naprawdę dobry kontakt. Po rozstaniu z Arminią, w roli trenera szło mu różnie, ale to naprawdę świetny fachowiec - nie ma wątpliwości były reprezentant Polski.

Równie ciepło wypowiada się o nim Maciej Murawski. - To bardzo ciekawa osobowość, człowiek z otwartą głową. Najpierw współpracowałem z nim jako dyrektorem sportowym, to on sprowadzał mnie do klubu. W 2004 roku przez dwa tygodnie był naszym tymczasowym trenerem i z tego co pamiętam, prowadził fajne zajęcia, nastawione na grę piłką. Dużą wagę przykładał też do taktyki. A potem szkoleniowcem został Uwe Rapolder, który miał bardzo kompleksowe spojrzenie na wszystko, co dzieje się w zespole, był na ówczesne czasy nowatorem. Dlaczego o nim wspominam? Ponieważ jego osoba miała też ogromny wpływ na von Heesena. Bardzo dużo nauczył się od tego trenera i czerpał z jego pracy wzorce w późniejszych latach. Oczywiście od tego czasu piłka poszła do przodu, jednak współpraca z Rapolderem na pewno dała mu bardzo dużo, nie tylko jeśli chodzi o metody treningowe, ale sposób zarządzania zespołem. Na pewno jego filozofia opiera się na grze ofensywnej, tak samo z pewnością będzie w Lechii. Tym bardziej że potencjał zespołu w przednich formacjach jest ogromny - podkreśla Murawski.

Trochę piłki, trochę biznesu

Jako trener von Heesen zdecydowanie najlepiej czuł się w Arminii. Poza Bielefeldem większych sukcesów nie odniósł. Od września 2008 r. do stycznia 2010 pracował w cypryjskim Apollonie Limassol. W pierwszym sezonie zabrakło jednego punktu, by wprowadził zespół do europejskich pucharów, choć przejmował go na przedostatnim miejscu. W kolejnym rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron. W listopadzie 2011 roku objął austriacki Kapfenberger SV, ale z hukiem spadł z nim do II ligi. Trenerem tego zespołu przestał być w listopadzie 2012 roku i od tego czasu na stołku trenerskim już nie zasiadał. Przez kilkanaście miesięcy był jeszcze dyrektorem sportowym tego klubu, a od lipca 2014 r. do lutego 2015 r. członkiem rady nadzorczej Hamburger SV. Pochłonęły go też sprawy biznesowe.

- To dla mnie żadne zaskoczenie. Już jako piłkarz prowadził jakieś swoje interesy, miał do tego żyłkę - przyznaje Furtok.

Von Heesen z Lechią związany jest już od kilkunastu miesięcy. Pełnił w tym czasie rolę doradcy Franza Josefa Wernzego, który od stycznia 2014 roku jest większościowym właścicielem gdańskiego klubu. Von Heesen został nawet zaprezentowany jako jeden z nowych inwestorów, ale jak się dowiedzieliśmy, kapitałowo z Lechią w żaden sposób powiązany nie jest. Natomiast na pewno miał duży wpływ na to, co się w klubie działo.

- Lechia od kilku lat jest średniakiem, a przecież jeśli chodzi o infrastrukturę, ma wszystko, żeby odnosić sukcesy. Poruszenie czegoś w Gdańsku to nasze wielkie zadanie, a jego realizacja sprawi nam wielką radość. Najważniejsze to przebudzić cały region, tak żeby zafascynować młodych ludzi możliwością grania w Lechii. Żeby wyszkolić młodych graczy, którzy potem będą grać na chwałę gdańskiego klubu - mówił von Heesen w marcu 2014 r. Półtora roku później został w tym klubie szkoleniowcem.

Co von Heesen zrobi w Lechii?

Czy długa przerwa w wykonywaniu zawodu trenera nie będzie miała wpływu na jakość jego pracy w Lechii?

- Rzeczywiście w ostatnich latach zajmował się innymi sprawami, sam jestem ciekaw, jak sobie poradzi po takiej przerwie - mówi Murawski. - Ale skoro podjął się tej pracy, to znaczy, że jest na bieżąco. Na pewno cały czas był blisko Bundesligi i wie, co w trawie piszczy, także jeśli chodzi o trendy trenerskie. Zresztą trzeba pamiętać, że von Heesen jest w niemieckiej piłce wielką osobowością. Przed laty wybitny piłkarz, potem szkoleniowiec, ale również dyrektor sportowy, a ta funkcja jest w Niemczech niezwykle poważana. Skoro w Lechii zdecydowali się na zmianę trenera [von Heesen zastąpił Jerzego Brzęczka], to wydaje mi się, że przy wyborze nowego szkoleniowca podjęto dobrą decyzję. Przychodzi bowiem człowiek, który ma naprawdę ogromne doświadczenie i wielką wiedzę o piłce - podkreśla Murawski.

A Wichniarek dodaje: - Na pewno taka dłuższa przerwa to nie zaleta, bo piłka, podobnie jak wszystkie inne branże, cały czas idzie do przodu. Trzeba jednak pamiętać, że on cały czas był blisko tego biznesu, chociażby w Lechii jako przedstawiciel udziałowców większościowych. Mógł przy tym nabrać trochę dystansu, zobaczyć z trochę innej strony, jak to wszystko wygląda. Jestem pewny, że nie był zadowolony z tego, jak prezentował się zespół w ostatnim czasie [za kadencji nowych właścicieli przed von Heesenem zatrudniali oni już czterech trenerów]. Dlatego fakt, że został szkoleniowcem Lechii, nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem - przyznaje były reprezentant Polski.

Sam von Heesen ma jasny pogląd na to, jak wyglądać ma Lechia pod jego przywództwem. Od razu przypominają się dodatkowe treningi, jakie aplikował sobie jeszcze jako piłkarz.

- Chciałbym, żeby pod względem motorycznym zespół był przygotowany nie na 90, a na 100 minut gry i by moi piłkarze w końcówkach spotkań byli w stanie "przycisnąć". Ważna jest również sfera mentalna. Chcę, by w graczach Lechii była wola wygrywania i by nie zadowalali się małymi rzeczami, jak jedno ligowe zwycięstwo. Musi być w nich stała chęć do odnoszenia sukcesów i gotowość do poświęceń, by móc je osiągnąć. Celem jest również zbudowanie zespołu, nie tylko na boisku, ale także poza nim - podkreśla nowy trener Lechii i dodaje: - Drużyny, które do tej pory prowadziłem, grały ofensywnie. I chciałbym, by tak samo było z Lechią. Nie jestem jednak więźniem systemów czy ustawień na boisku. To, jakim systemem będziemy grać, zależy od charakterystyki piłkarzy, których mam w drużynie. Na pewno będę stawiał na dobrą organizację gry po stracie piłki i na tworzenie sobie wielu opcji w ataku po jej odzyskaniu. Mam w drużynie kreatywnych zawodników, dlatego będę stawiał na wymienność pozycji i ich inwencję w budowaniu akcji.

Obecnie Lechia zajmuje 12. miejsce w tabeli ekstraklasy, znacznie poniżej oczekiwań. Gdzie doprowadzi ją von Heesen?