Andrzej Kuchar: Na Lechię wyłożyłem już 15 mln zł

- Pojawiają się pretensje, że bilety na mecze Lechii na PGE Arenie są za drogie. Jak ktoś kupi całosezonowy karnet, to może obejrzeć mecz za 16-18 złotych. To jest drogo? Przecież weekendowy bilet do Multikina kosztuje 25-30 zł. - uważa właściciel Lechii Gdańsk Andrzej Kuchar.
Tomasz Osowski: Właścicielem większościowym Lechii jest pan od ponad dwóch lat. Czy proces budowy "Wielkiej Lechii" przebiega zgodnie z planem?

Andrzej Kuchar: Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej, ale ogólnie cały czas idziemy do przodu. Przy funkcjonowaniu tak delikatnego organizmu, jak klub piłkarski, trzeba mieć trochę szczęścia: przy transferach, na boisku, ale i w sprawach czysto biznesowych. Przykład: pewną umowę sponsorską mieliśmy podpisać 1 czerwca, a z niezależnych od nas przyczyn weszła ona w życie dopiero 1 stycznia następnego roku. Kolejna sprawa - w poprzednim sezonie debet w budżecie z powodu frekwencji wyniósł 700-800 tys. złotych. Wynikało to z tego, że już wiosną - mając na uwadze termin oddania PGE Areny do użytku - mieliśmy znacznie wcześniej przenieść się na ten obiekt. Cały czas czyścimy wszystkie stare sprawy kontraktowe, które ciągną się przez lata. To pokazuje, jak wiele rzeczy, o których nie wie przeciętny kibic, utrudnia sprawne funkcjonowanie klubu. Zaangażowanie moich spółek w funkcjonowanie klubu wynosi już 15 milionów złotych, które głównie poszły na łatanie najróżniejszych dziur. Ale staram się nie narzekać, tylko patrzeć do przodu. Takie jest moje motto.

Czy w związku z tym nie spełni się pana obietnica, że w sezonie 2012/13 budżet klubu będzie wynosił ok. 60 milionów złotych?

- Proszę zwrócić uwagę, że te wyliczenia robiłem na podstawie danych z 2009 roku. Wówczas na Lechii średnia frekwencja była na poziomie 9 tys. i byłem pewny, że jeszcze wzrośnie. A jak było, wszyscy wiemy [w ostatnim sezonie na mecze Lechii przychodziło niewiele ponad 7 tys.]. Jeżeli na hitowy mecz z Lechem sprzedajemy 6600 wejściówek, to my z tego wielkiego budżetu nie zbudujemy. Dlatego na ten sezon nie jest on tak wysoki jak mógłby być [wynosi 28 milionów zł].

Może marketing mógłby być lepszy?

- Jak coś nie idzie, to gdzieś muszą być błędy, nie mówię przecież, że wszystko jest idealnie. Klub cały czas się rozwija, zatrudniamy nowych pracowników. Niektórzy nie wytrzymują tempa. Cały czas analizujemy, mamy pewne wnioski, ale tak naprawdę do końca nie wiadomo, dlaczego z tą frekwencją było tak słabo. Zespół grał przecież efektownie, cały czas był w czołówce. Ale ja wiem, że gdańszczanie kochają Lechię i wierzę, że na PGE Arenę będą przychodzić tłumy.

Były do nas - słuszne zresztą - pretensje, że trudno nabyć bilety na Lechię. W tej chwili jest kilka wysp, jest ogólna dostępność. Nie trzeba stać godzinę do niezbyt estetycznych kas przy ul. Traugutta, teraz bilet można kupić przy okazji zakupów w Carrefourze czy Galerii Bałtyckiej. I to w ciągu kilku minut. Ważne, żeby kibice Lechii zrozumieli, że oni też budują "Wielką Lechię", że oni też muszą się do tego dołożyć. Podam przykład: mam kolegę, który jest kibicem Legii, pracuje w Warszawie na wysokim stanowisku. W związku z tym klub chciał mu dać za darmo całosezonowe karnety dla niego i dwójki jego dzieci. On odpowiedział, że to jest dla niego obraza, bo jako prawdziwy kibic chce wspierać drużynę, bo dzięki temu dokłada cegiełkę do budowania coraz lepszego zespołu. Tak samo jest z kupowaniem pamiątek klubowych itd. Każda transakcja dokonana za pomocą Karty Klubowej to zysk dla klubu. To jest efekt kuli śniegowej.

Wróćmy do budżetu. Na jego wysokość wpływ ma tylko słaba frekwencja w minionym sezonie?

- Kluczowy. Tym bardziej, że według wstępnych założeń, i ja to też brałem pod uwagę w swojej symulacji, już w rundzie wiosennej sezonu 2010/11 mieliśmy grać na PGE Arenie. Ekstraklasa poszła nam na rękę i mecze u siebie z Lechem Poznań, Wisłą Kraków, Legią Warszawa i Polonią Warszawa wyznaczyła na wiosnę. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że wówczas frekwencja byłaby trzy, cztery razy większa. Teraz pojawiają się pretensje, że bilety na mecze Lechii na PGE Arenie są za drogie. Jak ktoś kupi całosezonowy karnet, to może obejrzeć mecz za 16-18 złotych. To jest drogo? Przecież weekendowy bilet do Multikina kosztuje 30-35 zł. To mamy bilety za 1 zł sprzedawać, a może nawet za darmo rozdawać? Oczywiście wtedy będą komplety na stadionie, ale nam zależy na tym, żeby pogodzić cenę biletu i frekwencję z budową dobrego zespołu. Uważam, że jeśli chodzi o ceny biletów, zarząd znalazł dobry balans.

Jaka musi być średnia frekwencja na meczach Lechii w tym sezonie, aby zbilansował się budżet na ten sezon?

- W biznesplanie wyliczyliśmy ją na poziomie 16 tysięcy. Wszystko ponad tę liczbę przyspieszy rozwój zespołu. Moje prywatne wyliczenie zakładało na ten sezon frekwencję między 22 a 25 tys. Życie pokaże, jak będzie w rzeczywistości. Sądzę, że na niedzielnym spotkaniu z Cracovią będzie ponad 20 tys. ludzi. Pytanie, czy uda nam się ich zatrzymać na kolejne mecze?

W jaki jeszcze sposób racjonalizujecie wydatki?

- Przede wszystkim staramy się tak poukładać kwestie kontraktów z piłkarzami, aby dojść do modelu, że maksymalnie 65 procent budżetu będą stanowiły płace dla piłkarzy. Kiedy przychodziłem do klubu, stanowiły one ponad 80 procent, teraz jest już dużo mniej.

W tym sezonie budżet jest ok. 6-7 milionów większy niż w poprzednim, a wielkich transferów wciąż brak. Przyjście Freda Bensona, Mateusza Machaja i Michała Buchalika za bardzo go nie nadwyrężyło.

- W teorii tak może się wydawać, ale w praktyce tak nie jest. Są zarzuty, że my szukamy darmowych zawodników. Ale teraz darmowych zawodników nie ma! Jeżeli piłkarz ma swoją kartę na ręku, to automatycznie trzeba mu zapłacić spore pieniądze za podpis pod kontraktem, większą prowizję zgarnia też menedżer. Z kolei jeśli ktoś nie jest wolnym zawodnikiem, nie dostaje pieniędzy za podpis, a mniej dostaje też menedżer. Oczywiście trzeba zapłacić poprzedniemu klubowi, ale w sumie wychodzi na to samo. Od kiedy jestem w klubie, przyjście każdego zawodnika kosztowało nas mniej więcej tyle samo. Na przykład ze względu na wysoką prowizję menedżera, sporo kosztowało nas sprowadzenie Vućki, choć wszystkim wydaje się, że on przyszedł do nas za darmo. Nic z tych rzeczy. Albo taki Buval. Jego poprzedni klub [grecki Panionios Ateny] zrezygnował z odstępnego, bo zapłaciliśmy Francuzowi 7 czy 8 zaległych pensji. Podobnie jest zresztą z Buchalikiem, który też miał w Odrze Wodzisław 8 niezapłaconych pensji i my to wyrównaliśmy. I jeszcze jedna rzecz: na zimowe transfery Vućki i Poźniaka zostały przesunięte pieniądze z budżetu na nowy sezon, bo w budżecie zimowym już ich nie było. Nie znaczy to, że nie mamy już żadnego finansowego oddechu. Tak źle nie jest. Jeśli trener Kafarski zgłosi zapotrzebowanie na transfer jeszcze w tym oknie [kończy się ono 31 sierpnia], to odpowiednie środki się znajdą.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »