Sport.pl

Kandydat na gwiazdę T-Mobile Ekstraklasy był znany w Holandii z marnowania sytuacji strzeleckich

Nowy napastnik Lechii Gdańsk Fred Benson już w drugim występie w biało-zielonej koszulce zdołał wpisać się na listę strzelców. Wcześniej, grając w holenderskim RKC Waalwijk, był znany z tego, że cudowne gole przeplatał... marnowaniem stuprocentowych sytuacji.
Benson był nawet wicekrólem strzelców holenderskiej drugiej ligi. Strzelił 17 bramek, ale w zgodnej opinii powinien ich zdobyć drugie tyle. - O mój Boże... Jakie to były okazje! - mówi holenderski dziennikarz Ludo van Denderen "Przeglądowi Sportowemu". - Benson potrafi strzelić najpiękniejszego gola sezonu, ale czasami nie umie wykonać najprostszej rzeczy na boisku - wspomina van Denderen.

Holender udowodnił tę teorię właśnie w meczu z Cracovią na inaugurację PGE Areny. Na oczach 35 tysięcy widzów najpierw strzelił cudowną bramkę po indywidualnej akcji, a chwilę później zepsuł dużo dogodniejszą sytuację. Czy w polskiej T-Mobile Ekstraklasie Benson również będzie grać w kratkę? - W ostatnim sezonie powinienem strzelić od 25 do 30 goli. Nie będę ukrywał, że zmarnowałem od 10 do 12 sytuacji sam na sam - kiwa głową Benson w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego". - Wiem, jak stwarzać sobie okazje do strzelenia gola, ale jeszcze muszę się nauczyć, jak wszystkie zamienić na bramki. Prezentuję wysoki poziom jeśli chodzi o poruszanie się po boisku, ale mam kłopot z podejmowaniem decyzji w sytuacjach, gdy przed sobą mam już tylko bramkarza. Zastanawiam się: lobować, mijać go z prawej strony, czy lewej? Ale przecież gdybym umiał wszystko wykorzystać, to grałbym dziś w Barcelonie - zauważa Benson.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: