Sport.pl

Piłkarze Lechii Gdańsk podejmą ŁKS Łódź na PGE Arenie. Mecz prawdy biało-zielonych

W trzech pierwszych meczach piłkarze Lechii zaprezentowali huśtawkę formy, ale jedno jest niezmienne: z ogromnym trudem przychodzi im zdobywanie punktów. W meczu z ostatnim w tabeli ŁKS zwycięstwo, pierwsze w sezonie, jest dla nich obowiązkiem.


W przypadku braku zwycięstwa nie pomoże już żadna wymówka w stylu "zabrakło ostatniego podania", "żal niewykorzystanych sytuacji" czy "przytłoczyła nas atmosfera na stadionie". Z ŁKS, czyli zespołem, który w trzech pierwszych pierwszych meczach zamiast grać w piłkę permanentnie się kompromitował (same porażki, 11 straconych goli) wygrać po prostu trzeba. - Bardzo żałuje, że mecz z ŁKS jest dopiero w poniedziałek bo chęć rehabilitacji za ostatnie spotkanie z Cracovią, które nam absolutnie nie wyszło, jest ogromna - mówi Tomasz Dawidowski i ta myśl powinna przyświecać także jego kolegom. Niemal 35 tys. ludzi, którzy przyszli na pierwszy mecz w historii PGE Areny wyszli ze stadionu zawiedzeni. Oczywiście obiekt i cała atmosfera meczu zrobiła na wszystkich obserwatorach piorunujące wrażenie, ale poziom sportowy zaprezentowany przez Lechię zupełnie nie przystawał do rangi wydarzenia.

Być może antidotum na brak zwycięstw i słabą postawę biało-zielonych będzie powrót do składu kapitana zespołu Łukasza Surmy, który pauzował dwa mecze za czerwoną kartkę (zobaczył ją w spotkaniu z Polonią Warszawa). - Bardzo żałowałem, że nie mogłem zagrać w spotkaniu z Cracovią. Mam 34 lata, ale proszę mi wierzyć, że dla mnie gra na takim nowoczesnym stadionie, przy takiej widowni, to coś niesamowitego. W trakcie meczu wrzawa była niesamowita, nie dziwię się, że mogła szwankować komunikacja między chłopakami. Musimy się do tego w krótkim czasie przyzwyczaić, bo to są zupełnie inne wrażenia niż na stadionie przy Traugutta - podkreśla kapitan zespołu, który w poniedziałek wróci do pierwszej jedenastki, a obok niego w środku pola zagrają zapewne Mateusz Machaj i Paweł Nowak.

Choć łodzianie w pierwszych meczach spisywali się fatalnie Surma spodziewa się trudnego meczu. - Nie podzielam opinii, że ŁKS to najsłabsza drużyna ekstraklasy jest zdecydowanie za szybko na ferowanie takich wyroków. W tym zespole występuje wielu ciekawych zawodników, jednym z nich jest Seba Szałachowski, z którym grałem kiedyś w Legii Warszawa. W meczu z Cracovią mieliśmy problemy z szybkim Andrzejem Niedzielanem, a pod tym względem Szałachowski na pewno mu nie ustępuje. To typowy pistolet, który nie wiadomo, kiedy wystrzeli. Oby tylko nie w poniedziałek - podkreślił Surma.

Dzisiejsze spotkanie na PGE Arenie rozpocznie się o godz. 18.30, a transmisję telewizyjną przeprowadzą dwie stacje: tradycyjnie Canal+Sport oraz Eurosport2.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: