Sport.pl

Piłkarze Lechii Gdańsk bezbramkowo zremisowali z ŁKS Łódź. Festiwal niemocy

Mecz pozostających bez zwycięstwa zespołów T-Mobile Ekstraklasy Lechii z ŁKS obejrzało na PGE Arenie Gdańsk 22 706 osób. Mimo ogromnej przewagi w całym meczu, biało-zieloni nie potrafili wygrać z najsłabszą drużyną ekstraklasy i wciąż pozostają bez zwycięstwa. Po meczu schodzących do szatni piłkarzy żegnały gwizdy.
Lechia wyszła na boisko bez kontuzjowanego Abdou Razacka Traore. Talizman biało-zielonych wypadł ze składu w ostatniej chwili, przez co trener Tomasz Kafarski został zmuszony do kolejnej zmiany. Kolejnej, bo w porównaniu do meczu z Cracovią w wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce dla Pawła Nowaka (w miejsce Marcina Pietrowskiego) oraz Piotra Wiśniewskiego oraz wracającego do składu po czerwonej kartce kapitana Łukasza Surmy. W defensywie niepewnego Sergejsa Kożansa zluzował Rafał Janicki.

Na nowo posklejana Lechia potrzebowała niemal dwóch kwadransów, by na poważnie zagrozić najsłabszej drużynie ekstraklasy. Kiedy zniecierpliwieni ospałą postawą gospodarzy kibice zaczęli gwizdać, sygnał do ataku dał Surma, kiedy huknął minimalnie obok słupka po efektownej wymianie podań Wiśniewskiego z Lukjanovsem. Chwilę później błąd Bartosza Romańczuka próbował wykorzystać "Wiśnia", ale jego strzał zza pola karnego zakończył się tylko rzutem rożnym. Dwie minuty później znów strzelał Wiśniewski, ale do szczęścia zabrakło kilku centymetrów. Po kolejnych 120 sekundach pojedynek główkowy z bramkarzem Pavlem Velimiroviciem wygrał Fred Benson, ale napastnikowi Lechii znów zabrakło precyzji i szczęścia. Nawałnicę gospodarzy przerwała dopiero przerwa, po której gospodarze nie schodzili praktycznie z połowy rywala. Kolejne okazje marnował Wiśniewski, z dystansu próbował przypomnieć o sobie najlepszy w meczu z Cracovią Mateusz Machaj, w roli napastnika występował też Nowak, ale piłka jak na złość nie chciała wpaść do łódzkiej bramki. W ostatnich minutach na połowę gości zapędzali się niemal wszyscy gdańscy piłkarze, ale na elektryczną a przy tym szczęśliwie grającą obronę ŁKS to wciąż było za mało. W 84. min. piłkę meczową miał Aleksandr Sazankow, ale z siedmiu metrów strzelił... siedem metrów nad poprzeczką. Jeszcze w doliczonym czasie gry Białorusin główkował z bliska po świetnej wrzutce najlepszego w zespole gospodarzy Levona Hajrapetjana, ale znów nie trafił w bramkę.

Lechia Gdańsk - ŁKS Łódź 0:0. Lechia: Małkowski - Deleu Ż , Vućko, Janicki, Hairapetjan - Machaj, Surma, Nowak (74. Pietrowski) - Benson (82. Dawidowski), Wiśniewski Ż , Lukjanovs (66. Sazankow). ŁKS: Velimirović - Stefańczyk, Klepczarek, Łabędzki, Kaczmarek - Szałachowski, Romańczuk (77. Pruchnik), Kłus Ż , Bykowski (73. Nowak) - Mięciel (85. Smoliński), Saganowski Ż . Sędzia: Radosław Trochimiuk (Przasnysz). Widzów: 22 706.

TABELA EKSTRAKLASY





1. Lech Poznań41021:1
2. Śląsk Wrocław4108:2
3. Jagiellonia Białystok487:5
4. Polonia Warszawa474:2
5. Legia Warszawa367:4
6. Korona Kielce465:4
7. Widzew Łódź463:2
Wisła Kraków463:2
9. Górnik Zabrze454:5
10. Ruch Chorzów444:7
11. GKS Bełchatów437:6
12. Podbeskidzie Bielsko-Biała432:8
13. Zagłębie Lubin321:2
14. Lechia422:4
15. Cracovia414:8
16. ŁKS410:11


Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: