Sport.pl

Oceniamy piłkarzy Lechii Gdańsk po zremisowanym 0:0 meczu z ŁKS

Mimo, że gracze Lechii co i rusz ostrzeliwali łódzką bramkę, to ani razu nie znaleźli recepty na dobrze dysponowanego bramkarza ŁKS Pavle Velimirovicia.
Sebastian Małkowski. Ciężko ocenić jego grę bo był praktycznie bezrobotny. Jedyną trudniejsza interwencję "zafundował" mu w końcówce meczu Luka Vucko, od którego odbiła się piłka po strzale Tomasza Nowaka. Małkowski był jednak czujny jak ważka i mimo rykoszetu uderzenie obronił.

Deleu. Tym razem do gry obronnej Brazylijczyka trudno się przyczepić, ale z drugiej strony ciężko powiedzieć, żeby lewym skrzydłem rywala sunął atak za atakiem. Właściwie... to tych ataków nie było prawie wcale. Deleu mógł więc wykazać się w grze ofensywnej i kilka razy rozegrał piłkę naprawdę błyskotliwie.

Luka Vucko. Tym razem Lechia nie zastosowała samobójczej taktyki z meczu z Cracovią kiedy linia obrony grała 40 metrów od bramki, no i Vucko od razu wypadł lepiej. Solidnie "czyścił" przedpole, tradycyjnie rządził też w powietrzu.

Rafał Janicki. Czwarty mecz Lechii w tym sezonie i już czwarty środkowy obrońca próbowany przez trenera Kafarskiego. Janicki nie był w tym meczu skałą, ale w na pewno nie wypadł gorzej niż we wcześniejszych meczach Krzysztof Bąk czy Sergejs Kożans. Ale tu znów poprawka na "siłę" ofensywną łodzian. Cudzysłów nieprzypadkowy.

Levon Hajrapetjan. Fantastyczny mecz w wykonaniu Ormianina, który po lewej stronie boiska niczym pociąg pospieszny przemierzył po niewidzialnej szynie wiele kilometrów. Był wszędzie, dryblował, dośrodkowywał, strzelał. Gdyby w końcówce meczu był dokładniejszy o kilka centymetrów, już teraz byłby poważnym kandydatem do zwycięstwa w kategorii "gol sezonu".

Łukasz Surma. Poukładał grę Lechii w środku pola, przy nim odżył też Paweł Nowak. Jeszcze raz okazało się, że jest w drugiej linii zespołu postacią niezastąpioną.

Mateusz Machaj. Wykonał dużo pozytywnej roboty. Chyba jedyny piłkarz Lechii, który nie boi się kilkudziesięciometrowych podań, najczęściej na nos kolegi. Filozofia gry biało-zielonych opiera się na wymianie wielu krótkich podań, ale czasami długi przerzut otwiera kolegom nowe możliwości rozegrania akcji. Raz kapitalnie uderzył z 30 m, ale nikt z jego kolegów nie pofatygował się na dobitkę.

Paweł Nowak. To jeszcze nie jest ten "Pawka" z poprzedniego zespołu, ale to był niewątpliwie jego najlepszy występ w tym sezonie. W drugiej połowie miał idealną sytuację do zdobycia gola, ale zamiast pociągnąć jeszcze kilka metrów zdecydował się na strzał z linii pola karnego, czym ułatwił interwencję bramkarzowi ŁKS.

Ivans Lukjanovs. Świetny występ Łotysza, który kilka razy swoimi niekonwencjonalnymi zwodami zawiązał w supełek nogi łódzkich obrońców. Gdyby jeszcze Łotysz miał więcej zimnej krwi pod bramką rywala... Od początku meczu harował jak wół i trener Kafarski zdjął go z boiska w 65 minucie, ale ta zmiana była chyba przedwczesna. Lukjanovs, mimo zmęczenia, mógł się jeszcze przydać.

Piotr Wiśniewski. Zagrał tylko dlatego, że w ostatniej chwili kontuzji doznał Traore i swoim występem zupełnie przyćmił dotychczasowe występy największej gwiazdy Lechii. Oddał koło dziesięciu niebezpiecznych strzałów, ale brakowało mu albo precyzji, albo szczęścia.

Fred Benson. Potwierdził, że potrafi znaleźć się pod bramką rywala, ale brakuje mu skuteczności. W drugiej połowie błysnął genialnym podaniem do Nowaka, ale poza tym był w zespole obcym ciałem. Aż dziw, że trener Kafarski trzymał go na boisku aż do 82 minucie bo do zmiany nadawał się dużo wcześniej.

Aleksandr Sazankow, Marcin Pietrowski, Tomasz Dawidowski - grali zbyt krótko, aby ich ocenić.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »