Tomasz Kafarski, trener Lechii Gdańsk, nie zamierza podać się do dymisji

Tour de klęska - tak trzeba nazwać wyprawę piłkarzy Lechii Gdańsk na południe Polski. Zakończyli ją w piątek porażką 0:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. - Przyjmę wszystko, co da mi los - mówił po meczu trener Lechii Tomasz Kafarski.
Obie drużyny grały pod dużą presją. Na Lechię i jej trenera Tomasz Kafarskiego posypały się gromy po przegranej w Pucharze Polski z III-ligową Limanovią Limanowa, w Podbeskidziu zapanowała nie mniej nerwowa atmosfera po porażce na własnym stadionie z Ruchem Chorzów. I było to widać po grze.

W pierwszej połowie na boisku rządził chaos, trudno było się doliczyć choćby trzech celnych podań z rzędu. Lechiści nie oddali ani jednego celnego strzału i były bramkarz biało-zielonych Mateusz Bąk nie miał nic do roboty. Podbeskidzie tylko raz zmusiło do wysiłku Sebastiana Małkowskiego. Źle ustawieni środkowi obrońcy Luka Vucko i Rafał Janicki pozwolili piłce trafić pod nogi Adama Cieślińskiego, ale Małkowski zdołał odbić futbolówkę.

W gdańskiej drużynie walczył Surma, ale co z tego, skoro nie miał wsparcia w kolegach. Lechia nie istniała w ofensywie: kiepsko grał Mateusz Machaj, bezbarwny był Ivans Lukjanovs, schowany za podwójną gardą Fred Benson, a w środku znów osamotniony był Josip Tadić.

Dlatego wszyscy z nadzieją zerkali w stronę ławki rezerwowych, gdzie siedział Abdou Razack Traore. Najlepszy piłkarz Lechii w poprzednim sezonie został ściągnięty na południe w trybie awaryjnym i w końcu pojawił się na boisku, zmieniając Tadicia. Reprezentant Burkina Faso posłał jedną bombę w kierunku bramki Bąka, próbował dryblingami rozerwać strefę obronną gospodarzy, ale walił głową w mur.

Lechia w całym meczu nie stworzyła ani jednej stuprocentowej okazji do zdobycia gola, nie przeprowadziła ani jednej składnej akcji.

Najlepszą okazję miała w 55. minucie, ale była ona dziełem przypadku. Tadić zdecydował się pójść na przebój, ale piłka rykoszetem trafiła pod nogi Lukjanovsa. Łotysz nie zdołał pokonać Bąka, a futbolówka odbiła się od nogi Tadicia jak od konara drzewa i przeleciała obok słupka.

Podbeskidzie wcale nie grało lepiej, ale do maksimum wykorzystało gapiostwo Lechii. W 70. min Lirianowi Cohenowi nie wyszło podanie i wydawało się, że piłka wyjdzie poza boisko. Przekonany był o tym Deleu, który odpuścił pościg, tak samo myślał Małkowski i został w bramce. Inne zadnie miał jednak Sylwester Patejuk. Dopadł do piłki tuż przed linią końcową i i wycofał ją, a nadbiegający Piotr Malinowski pokonał Małkowskiego (piłka otarła jeszcze Vucko). Rezerwowy Malinowski mógł strzelić jeszcze przynajmniej jednego gola, ale po wzorowo rozprowadzonej kontrze przez Cohena, trafił w Małkowskiego.

Zmiennicy Lechii nie mieli natomiast żadnego wpływu na zmianę stylu gry. Gdańszczanie nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie zasieków Podbeskidzia, ale w doliczonym czasie gry i tak mieli szansę wyrównać. Po rzucie różnym wykonywanym przez Macahaja, piłkę głową strącił Lukjanovs, ale ta przeleciała obok słupka.

- Spodziewałem się, że ten, kto strzeli pierwszy bramkę, będzie miał bliżej do zwycięstwa. Szkoda, że moi piłkarze słowa, żeby walczyć na całego, wzięli sobie do serca dopiero w ostatnich 10 minutach. Szkoda, że nie udało się chociaż zremisować, bo wyszlibyśmy z marazmu - powiedział Kafarski, który pytany o swoją ewentualną dymisję odpowiedział: - Przyjmę wszystko, co da mi los. Ale jestem człowiekiem silnego charakteru, nie poddam się i sam nie podam się do dymisji. Wierzę, że jesteśmy w stanie wygrać następny mecz.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0). Bramka: Malinowski (70.). Podbeskidzie: Bąk - Sokołowski Ż (79. Cienciała), Damcik, Konieczny Ż, Król - Sikora (59. Malinowski), Koman, Łatka Ż, Cohen Ż, Patejuk, Cieśliński (89. Demjan). Lechia: Małkowski - Deleu (77. Dawidowski), Vucko Ż, Janicki, Hajrapetian Ż - Pietrowski Ż, Surma, Machaj - Benson (59. Wiśniewski), Tadić (66. Traore), Lukjanovs. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 3,3 tys.

Euro 2012. Gniewino już gotowe, czeka na Iniestę i Xaviego [ZDJĘCIA]




Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »