Sport.pl

Oceniamy piłkarzy Lechii Gdańsk po katastrofie w Bielsku-Białej

Lechia Gdańsk nie będzie miło wspominać tygodniowej wyprawy na południe Polski. Najpierw przegrała z Koroną Kielce, potem z Pucharu Polski wyrzuciła ją III-ligowa Limanovia, a następnie doznała kolejnej porażki, tym razem z Podbeskidziem, beniaminkiem T-Mobile Ekstraklasy. Jak piłkarze Lechii wypadli w tym ostatnim meczu?
Sebastian Małkowski: Przy straconym golu najbardziej podpadł Deleu, ale Małkowski też wrósł w ziemię i tylko patrzył jak Patejuk podaje do Malinowskiego. Poza tym obronił w sytuacji sam na sam z Cieślińskim i Malinowskim, ale co z tego, skoro w kluczowym momencie zawiódł.

Deleu. Nieobecny duchem i ciałem. Koszmarny występ.

Rafał Janicki. W pierwszej połowie skiksował, przez co przed szansą stanął Cieśliński. Potem było lepiej, ale Podbeskidzie kontrowało przede wszystkim wykorzystując skrzydła.

Luka Vucko. Pod koniec znów rzucony został do przodu, ale zamiast wykorzystywać wzrost pod samą bramką, zbyt często schodził na skrzydła. Powtórki z derbów z Arką niestety nie było.

Levon Hajrapetian. Oddał jeden niezbyt groźny strzał. Chyba zbyt mocno się przyzwyczaił do gry w pomocy, bo na lewej obronie często go po prostu nie było. Dlatego też w 62. min nieobstawiony Malinowski główkował z 6 metrów i często było spora dziura.

Łukasz Surma. Cytując klasyka: kapitan Lechii był naładowany jak kabanos. Z furią nacierał na rywali, był z tyłu i z przodu. Biegał do utraty tchu, w końcu stracił też jednak precyzję i miał kilka strat.

Mateusz Machaj. W 5. min posłał bombę z woleja, po czym zniknął. Kolejny słaby mecz.

Marcin Pietrowski. Próbował szarpać, ale nic nie wskórał.

Fred Benson. Kontuzja, rehabilitacja, osłabienie organizmu. To wszystko nie usprawiedliwia tragicznej gry Bensona. Nikt nie wymagał od niego harówki na całym boisku, ale żeby czołowy strzelec holenderskiej I ligi nie pokazał ani jednej udanej kiwki, ani jednego ładnego podania?

Josip Tadić. Na początku w tempo zagrał do Bensona, starał się, był aktywny. Gdyby w 55. min piłka inaczej odbiła się od niego, mógł strzelić przypadkowego, ale zawsze gola. Po godzinie gry został zmieniony i nie była to dobra decyzja, bo byli piłkarze znacznie słabsi od Chorwata.

Ivans Lukjanovs. Na przykład "Wania". Łotyszowi kompletnie nic nie wychodziło, ale trener Kafarski uparcie trzymał go na boisku. I prawie wyszłoby to na dobre drużynie, bo w ostatnich sekundach Lukjanovs główkował po rogu i piłka o centymetry minęła słupek. Prawie...

Piotr Wiśniewski. Wchodząc z ławki prawie zawsze był jokerem, wnosił coś do gry. W Bielsku-Białej wniósł chaos i niecelne podania.

Abdou Traore. Jechał przez całą Polskę by pomóc Lechii, ale przez blisko pół godziny nie błysnął. Posłał jedną bombę w stronę bramki Podbeskidzia, spróbował kilku zwodów, zorientował się, że nie za bardzo mu idzie i odpuścił.

Tomasz Dawidowski. Pojawił się na boisku. I tyle.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: