Piłkarze Lechii Gdańsk przełamali impas i wreszcie wygrali! Kołyska dla trenera Kafarskiego

Piłkarze Lechii Gdańsk pokonali Zagłębie Lubin 1:0 i tym samym przerwali fatalną passę czterech meczów bez zdobycia bramki i wreszcie zdobyli komplet punktów. Posadę uratował trener biało-zielonych Tomasz Kafarski, a zespół z optymizmem przystąpi do hitowego, sobotniego meczu z Lechem Poznań.
W wypadku porażki w Lubinie szkoleniowiec Lechii prawdopodobnie straciłby posadę, zwycięstwo z Zagłębiem na razie odsunęło tę groźbę na czas nieokreślony. - Nie da się ukryć, że w najbliższym tygodniu będziemy mogli popracować troszkę spokojniej, ale zdaję sobie sprawę, że to tylko pierwszy malutki kroczek w drodze odbudowy formy zespołu - podkreśla trener Kafarski. - Dzisiaj w naszej grze było dużo minusów, jednak chłopakom należy się przede wszystkim szacunek za heroiczną walkę w meczu z drużyną, która również miała nóż na gardle. Najważniejsze, że wreszcie wygraliśmy i po długim czasie zdobyliśmy bramkę - dodaje szkoleniowiec.

Wspomniana bramka padła po 413 minutach niemocy piłkarzy Lechii (licząc mecz Pucharu Polski z Limanovią). Zdobył ją jeden z dwóch wychowanków klubu w szerokiej kadrze zespołu Marcin Pietrowski. Mimo, że w pierwszym zespole debiutował on ponad 5 lat temu był to jego pierwszy gol dla biało-zielonych w oficjalnym meczu. Do tego gol piękny. Pomocnik Lechii (choć sezon zaczynał jako prawy obrońca) przejął bezpańską piłkę ponad 20 metrów przed bramką rywali i pięknym strzałem z powietrza umieścił ją tuż przy słupku. Potem cały zespół pobiegł w stronę ławki rezerwowych, aby wykonać charakterystyczną "kołyskę" dla trenera Kafarskiego, któremu kilkanaście dni temu urodziła się córeczka. - Długo na to czekaliśmy, ale wreszcie udało się strzelić bramkę, po której mogliśmy specjalnie pogratulować trenerowi - mówił w przerwie strzelec gola. - Teraz pewnie Zagłębie się na nas rzuci, ale to dobrze bo będziemy mieli okazję aby ich skontrować i strzelić kolejne bramki - dodał Pietrowski.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Sprawdziło się tylko to pierwsze. Gospodarze rzeczywiście ruszyli do ataków, tyle, że były one bardzo nieporadne. Jednak bramkarz Lechii 18-letni Wojciech Pawłowski i tak miał okazję, żeby zaprezentować swój nieprzeciętny kunszt. Co prawda zaczął od pustego przelotu po bitym przez Szymona Pawłowskiego rzucie rożnym (zmierzającą do siatki piłkę z linii bramkowej wybił Vytautas Andriuskevicius), ale potem zaprezentował dwie kosmiczne parady - obie po strzałach Kamila Wilczka. Szczególnie obrona uderzenia pomocnika Zagłębia w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, już dziś może pretendować do miana interwencji sezonu. - Cieszę się, że Wojtek tak dobrze wszedł do zespołu [w debiucie z GKS Bełchatów też był bohaterem spotkania], ale nie możemy przesadzić z pochwałami. To wciąż bardzo młody bramkarz i wszystko jeszcze przed nim - zaznacza Kafarski.