Sport.pl

Lechia Gdańsk na antypodach, czyli o zaletach kryzysu

Zespół Lechii Gdańsk w ciągu roku zmienił się z łabędzia w brzydkie kaczątko, ale to wcale nie musi być dla niego stracony czas. Jeśli wykorzysta doświadczenia, które w tym okresie zebrał, stać się może silny jak nigdy dotąd - pisze Tomasz Osowski z Gazety
Niedzielne zwycięstwo biało-zielonych z Zagłębiem Lubin (1:0), które przerwało fatalną passę czterech meczów bez zwycięstwa i gola, choć na pewno cenne, nie jest jeszcze nawet małym promyczkiem nadziei na lepsze jutro zespołu. No, może malutkim. Lechia nie wygrała bowiem dlatego, że była w Lubinie zespołem lepszym, ale dlatego że była zespołem bardziej zdeterminowanym. Biorąc pod uwagę w jaki sposób podopieczni Tomasza Kafarskiego przeszli obok meczów z Podbeskidziem Bielsko-Biała czy GKS Bełchatów, jest to na pewno jakiś postęp.

Tyle, że samą determinacją, nawet w tej polskiej, ułomnej futbolowo lidze, trudno walczyć o czołowe miejsca. Trzeba jeszcze dodać trochę jakości. A z tym jest w tym sezonie krucho. Lechia w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zmieniła się z łabędzia w brzydkie kaczątko i porusza się po piłkarskim gruncie niezbornie, wywołując uśmiech politowania obserwatorów. Jest pokazywana palcami i wyszydzana: "Patrzcie - to ci co grają najnudniejszy futbol w lidze, ich mecze usypiają lepiej niż środki nasenne". W meczach z udziałem Lechii bramki padają incydentalnie, biało-zieloni strzelili ich najmniej ze wszystkich drużyn (6), najmniej również stracili (7). W sumie w 10 meczach z udziałem biało-zielonych piłka wpadała do siatki ledwie 13 razy, a np. pilni obserwatorzy meczów Jagiellonii Białystok goli widzieli aż 37! Oczywiście to żaden argument bo "Jaga" zdobyła raptem dwa punkty więcej niż Lechia i jest tuż przed nią w tabeli, doskonale obrazuje to jednak przemianę jaką przeszli w ostatnim czasie ludzie Kafarskiego.

Paradoksalnie obecny stan rzeczy może zespołowi pomóc. Jeszcze nie tak dawno Lechia wygrywała piłkarską kulturą, wizją, świeżością, pomysłem na grę. Teraz dopadła ją szara ligowa rzeczywistość, zwycięstwa musi wykuwać w trudzie i znoju. Drugiej drużyny, która w ciągu kilkunastu miesięcy znalazłaby się na takich antypodach stylu, w polskiej lidze nie znajdziemy. Jeśli uda się te doświadczenia wykorzystać, złożyć w jedną całość, Lechia, z tej ciężkiej próby, którą przechodzi obecnie, może wyjść zwycięsko. I być mocna jak nigdy dotąd.

To jednak wizja odległa, na razie trzeba krok po kroku odbudowywać tożsamość zespołu, tą z rundy jesiennej poprzedniego sezonu. Pierwsza okazja już w sobotę - do Gdańska przyjedzie lider tabeli Lech Poznań. Z tą drużyną samą determinacją wygrać się nie da. Liczę więc, że zobaczę Lechię lepszą niż w Lubinie. Że brzydkie kaczątko powoli zacznie znów zmieniać się w łabędzia. I pięknieć będzie z każdym kolejnym meczem.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: