Jak Rudniew wkręcał w ziemię Kożansa oraz "Dałem d..." Traore. Echo meczu Lechii Gdańsk z Lechem Poznań na PGE Arenie

Głośny doping 25 tysięcy widzów, szybki mecz okraszony wieloma groźnymi sytuacjami - mimo braku goli na PGE Arenie nie można było się nudzić. Lechia Gdańsk pokazała, że powoli wychodzi z kryzysu. Ale problemy ze zdobywaniem bramek wciąż ma ogromne.
Na PGE Arenie spotkały się najsłabsza (6 goli) z najlepszą ofensywą ekstraklasy (22). Nie padła żadna bramka, więc bardziej zmartwieni tym mogą być piłkarze Lecha, tym bardziej, że to oni stworzyli w sumie więcej dogodnych sytuacji.

Początek meczu należał jednak do Lechii, a zwłaszcza do Abdou Razacka Traore. W ciągu 20 min Traore trzy razy strzelał na bramkę Jasmina Buricia i był bliski zamknięcia crossowego podania Vytautasa Andriuskeviciusa. Reprezentant Burkina Faso bezsprzecznie rozgrywał swój najlepszy mecz w sezonie, ale zepsuł go w 58.min. Zmarnował wtedy wyśmienitą okazję do zdobycia, być może zwycięskiego, gola. Kardynalny błąd popełnił były lechista Hubert Wołąkiewicz, Traore biegł z piłką na Buricia i mógł z nią zrobić praktycznie wszystko, ale ostatecznie futbolówka wylądowała w rękawicach golkipera Lecha. - Mogę tylko przeprosić kolegów z drużyny i kibiców. W takiej sytuacji powinien strzelić gola, mogliśmy wygrać i zdobyć cenne trzy punkty. Sam już nie wiem co chciałem wtedy zrobić. Dałem d. - kajał się po meczu Troare.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


W Lechu najgroźniejszy był - co nie było zaskoczeniem - najlepszy strzelec ekstraklasy Artiom Rudniew. Łotysz toczył pojedynki ze swoim rodakiem Sergejsem Kożansem i trzy razy dosłownie wkręcił lechistę w murawę. W 23.min założył mu siatkę, ale piłka po jego technicznym strzale trafiła w słupek. Potem Rudniew dwa razy uderzał niecelnie. - Strzelił w tym sezonie już tyle bramek dla nas, wygrał nam tyle meczów, że po prostu nie wypada mieć do niego pretensji. Ale to my mieliśmy więcej sytuacji i powinniśmy wygrać. Zawsze gramy o trzy punkty - zarzekał się Wołąkiewicz.

Lech nie zdobył gola, bo miał trochę pecha (poprzeczka po strzale Jakuba Wilka) i za głównego oponenta młodego bramkarza Lechii Wojciecha Pawłowskiego. Nowicjusz nie puścił jeszcze w ekstraklasie gola, w sobotę kapitalnie obronił strzały Semira Stilicia i Aleksandra Toneva. W dużej mierzy dzięki niemu był to był trzeci kolejny mecz bez porażki w lidze, trzeci bez straty gola. - Wyniki wskazują, że kryzys mamy już za sobą. Jeśli będziemy bardziej skuteczni to będzie jeszcze lepiej - przekonywał Traore.

Na razie Lechia może się pochwalić najlepszą defensywną w lidze, co ze względu na jej niską średnią wiekową oraz częste zmiany wymuszane kontuzjami jest powodem do zadowolenia. Lechia jest drugą drużyną, po Wiśle Kraków, która nie dała Lechowi strzelić gola. - Lech niczym nas nie zaskoczył, trener wszystko dokładanie rozrysował nam przed meczem. Widzieliśmy jak będą grać i potrafiliśmy się im przeciwstawić - mówił Rafał Janicki, który znów nieźle spisał się na prawej obronie.

W drugiej połowie Lechia była słabsza od Lecha, ale to gdańszczanie mieli w doliczonym czasie gry piłkę meczową. Bliski szczęścia był rezerwowy Josip Tadić.