Lechię Gdańsk krytykuje już nawet... oficjalna strona klubu

Jest rzeczą niebywałą, aby na oficjalnej stronie klubu, atakować własnych piłkarzy i trenera, anonimowy artykułem. Tak zrobiła Lechia Gdańsk.
Lechia, poprzez swoją oficjalną stronę klubową, skrytykowała własnych piłkarzy i trenera. Wyliczyła, ile napastnicy strzelili w tym sezonie bramek (Lechia strzeliła w 12 meczach sześć goli, z czego cztery napastnicy). Czytamy: "Ledwie sześć zdobytych goli to bilans wstydliwy, nie wystawiający najlepszego świadectwa głównie napastnikom.". W tekście mamy też dokładne rozliczenie poczynań każdego ze snajperów, nawet z takim opisami: "Chorwat jednak spisuje się poniżej oczekiwań, a symbolem jego nieskuteczności jest sytuacja z meczu z Bełchatowem, gdy biegł z piłką na bramkarza przez pół boiska i trafił w słupek." Na końcu jest też puenta: "Obudzenie się napastników to najważniejsze zadanie dla Lechii na ostatnie tegoroczne kolejki. To jednak także zadanie dla Tomasza Kafarskiego, by nad tą skutecznością pracować jeszcze mocniej niż dotychczas."

Żeby była jasność. Nie bronię postawy drużyny na boisku. Jej gra, w momencie kluczowym dla klubu jakim było wejście na PGE Arenę, to kompromitacja. Ale jest rzeczą niebywałą, aby na oficjalnej stronie klubu, atakować własnych piłkarzy i trenera, anonimowy artykułem. To, co w nim napisano, to w 100 proc. prawda. Gdybym przeczytał to na jakimś innym portalu internetowym, powiedziałbym, mają rację. Jeżeli usłyszałbym to z ust prezesa Lechii Macieja Turnowieckiego ucieszyłbym się, że zdaje sobie sprawę z tego, jak gra jego drużyna, ale oczekiwałby jednocześnie przyczyn tej sytuacji i wniosków, co z tym zrobić dalej. Bo ktoś do tego doprowadził i ktoś musi z tego Lechię wyciągnąć. Podobnie byłoby, gdybym usłyszał to od właściciela Lechii Andrzeja Kuchara.

A tak dzieje się rzecz niebywała, bo klub w postaci anonimowego artykułu w przededniu meczu jedzie po piłkarzach i trenerze, który jest nie tylko szkoleniowcem, ale i odpowiada za sprowadzenie części piłkarzy do Gdańska.

Wygląda to jak wyraz bezsilności i bezmyślności albo jak walka o wpływy zwolenników Kafarskiego i jego przeciwników. Tak czy inaczej, jeżeli tak ma wyglądać budowanie Wielkiej Lechii przez zarząd klubu i jego właściciela to wielkiej piłki w Gdańsku prędko nie zobaczymy.

Do tego chaos informacyjny związany z możliwością sprzedaży udziałów przez Kuchara. Teraz wszyscy tym rewelacjom zaprzeczają, jednak ktoś wiarygodny, związany z klubem musiał taką informację wypuścić, skoro tyle mediów ją podchwyciło.

To kolejny dowód na to, że Lechia nie jest drużyną profesjonalnie zarządzaną. Że klub jest traktowany jak piaskownica, w której toczy się walka o zabawki. Ale zamiast walczyć o zabawki, którymi bawią się inni, u nas bój toczyć się o te marne kilka sztuk, które już mamy.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »