Łukasz Surma liczy na powrót dawnej Lechii Gdańsk

- Mecz ze Śląskiem Wrocław pokazał troszeczkę dawną Lechię. Mówię troszeczkę, bo jeszcze nam do niej brakuje - tłumaczy kapitan Lechii Gdańsk Łukasz Surma. Czy zobaczymy ją w sobotę w meczu z Widzewem Łódź na PGE Arenie?
Lechia miała grać o europejskie puchary, tymczasem do trzeciego w tabeli Lecha Poznań ma osiem punktów straty, a jej przewaga nad strefą spadkową to tylko trzy punkty. Do końca roku biało-zieloni rozegrają cztery mecze na własnym boisku (czeka ich tylko jeden wyjazd do Legii Warszawa) i liczą, że dzięki wygranym podgonią czołówkę.

Ostatnio Lechia przegrała 0:1 ze Śląskiem, choć wcale nie była słabsza od lidera, który miał wyjątkowo kiepski dzień.

- Ze Śląskiem wyglądaliśmy dobrze fizycznie, dużo czasu byliśmy pod jego bramką, ale zabrakło kropki nad "i" w postaci bramki. Tamten mecz pokazał jednak troszeczkę dawną Lechię. Mówię troszeczkę, bo jeszcze nam do niej brakuje - tłumaczy Surma.

Brakuje przede wszystkim goli - 6 w 12 meczach to bilans wstydliwy. Marnym pocieszeniem jest więc skuteczna gra defensywna i tylko osiem straconych bramek.

- Brakuje koncentracji w tych najważniejszych momentach. Ale myślę, że teraz nadejdzie spotkanie w którym strzelimy dwie, trzy bramki i nastąpi przełom - mówi obrońca Lechii Rafał Janicki.

- Będziemy atakować całą drużyną, każdy musi myśleć, że to on może zrobić to decydujące podanie, że to on może strzelić bramkę, a nie tylko napastnicy. Oni są z tego rozliczani, ale w naszej sytuacji odpowiedzialność muszą brać wszyscy - zapowiada Surma.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »