Trener Lechii Rafał Ulatowski: Moim piłkarzom brakowało pazerności na zdobywanie bramek

- Jestem bardzo zdeterminowany, aby odnieść sukces, wiem, że osiągnę go w Lechii prędzej czy później, ale oczywiście wolałbym wcześniej. To moje największe wyzwanie w karierze! - mówi trener Lechii Gdańsk Rafał Ulatowski. W sobotę zadebiutuje jako trener gdańszczan w wyjazdowym meczu z Legią Warszawa.
rozmowa z trenerem Lechii Rafałem Ulatowskim

Tomasz Osowski: Jak długo zastanawiał się pan nad ofertą Lechii? To była natychmiastowa decyzja czy jednak pan się wahał?

Rafał Ulatowski: Na zastanowienie miałem kilka godzin podczas podróży samochodowej z Lubina [tam mieszkał Ulatowski] do Gdańska. Wcześniej musiałem jeszcze porozumieć się z szefem sportu w Canal+ Tomaszem Smokowskim, który akurat przebywał w Nowym Jorku, gdzie uczestniczył w słynnym maratonie. Można więc powiedzieć, że moje zatrudnienie w Lechii miało charakter międzynarodowy (śmiech ). Oczywiście decyzja nie zapadła w minutę, zastanawiałem się, czy to jest ten moment i ten klub, aby powrócić na trenerską ławkę. Wcześniej miałem kilka propozycji, ale je odrzucałem, jednak uznałem, że ofertę Lechii muszę przyjąć. Jako szkoleniowiec nie pracowałem już ponad rok [z poprzedniego klubu - Cracovii - został zwolniony 27 października 2010 roku], a praca w Gdańsku to dla mnie wielkie wyzwanie. Ważna była również osoba właściciela klubu, Andrzeja Kuchara, który nie jest zwykłym biznesmenem, ale przede wszystkim człowiekiem sportu.

Rozmawiał pan z nim przed podjęciem decyzji?

- Nie. Rozmawialiśmy krótko dopiero kiedy było już wiadomo, że jestem trenerem Lechii. Okazja na dłuższą pogawędkę będzie pewnie po spotkaniu z Legią, wówczas będzie już pierwszy materiał do dyskusji. Dzisiaj tematem mogłyby być tylko moje przemyślenia. Kiedy zobaczymy w trakcie meczu, jak piłkarze zareagowali na nową sytuację, na nowego trenera, będzie można wyciągać pierwsze wnioski. Andrzej Kuchar jest człowiekiem konkretnym i lubi rozmawiać o konkretach.

I do końca powtarzał, że trener Kafarski to może być trener Lechii na lata, namaścił go na twórcę "Wielkiej Lechii". Nie będzie dla pana problemem...

-...że jestem adoptowanym synem? Nie myślę o tym. Obecny futbol to przemysł oparty tylko na jednym: na wyniku. Jeżeli Lechia zacznie wygrywać, wszyscy dookoła będą mnie chwalić i darzyć szacunkiem. Nie oczekuję, że pan Kuchar nazwie teraz mnie trenerem Lechii na lata, na to muszę zapracować dobrą pracą. Przyszedłem do Gdańska, aby pokazać, że Lechia to klub, który może liczyć się w polskiej ekstraklasie.

Jak wcześniej reagował pan na hasło "Lechia"? Z czym się panu kojarzył ten klub?

- Na pewno z pięknym stadionem PGE Arena. Po drugie z zespołem, który w poprzednim sezonie czarował piłkarską Polskę swoim stylem gry, który w dwóch ostatnich meczach sezonu stracił szansę na europejskie puchary. No i z trenerem Kafarskim, który nadał zespołowi tożsamość, dzięki czemu miał on swój niepodrabialny styl.

A propos. Spotkał się pan już z byłym szkoleniowcem Lechii?

- Jeszcze nie było okazji, ale liczę na to spotkanie. W ostatnich dniach zwyczajnie nie było na to czasu. Poza tym wiem z własnego doświadczenia, jak czuje się trener, który przed chwilą po raz pierwszy stracił pracę. Zanim człowiek ochłonie, zanim opadną emocje, musi minąć trochę czasu i ja to szanuję. Na pewno przyjdzie na to odpowiedni moment.

Zdążył pan już obejrzeć wszystkie mecze Lechii z tego sezonu?

- Może jednego lub dwóch jeszcze nie widziałem, ale nie ma to większego znaczenia dla oglądu sytuacji. Wiem, jakie kłopoty trawią zespół, wiem, co funkcjonuje nieźle. Wiadomo, że największym problemem Lechii jest gra w ofensywie i to trzeba poprawić w pierwszej kolejności. To determinuje moje działanie w pierwszych dniach pobytu w Gdańsku.

Co gorsza, Lechia nie tylko nie strzela goli, ale nawet nie stwarza...

-...nie stwarzała. Mówmy w czasie przeszłym, bo to ulegnie zmianie.

- Zatem: nawet nie stwarzała sobie sytuacji strzeleckich. Z jednej strony napastnicy prezentowali się mizernie, z drugiej, ciężko o gole, kiedy zespół nie kreuje właściwie żadnych okazji, aby mogli się wykazać.

- Dlatego w tych czterech meczach, które zostały nam do końca roku, nasz sposób gry w ofensywie zmieni się diametralnie. W tej chwili najważniejsze będzie przedostanie się pod bramkę rywala jak najprostszymi środkami, i w jak najkrótszym czasie. Zauważyłem, że u zawodników Lechii była zbyt mała pazerność na zdobywanie goli. Za dużo było szanowania piłki, a za mało dążenia do celu, jakim jest zdobywanie bramek. Naszym nawykiem musi być to, że gramy po to, aby kreować sytuacje, aby oddawać strzały na bramkę rywali, aby wykorzystywać każdy dogodny moment do zaatakowania.

To zupełnie inna filozofia niż trenera Kafarskiego, który opierał grę na długich akcjach prowadzonych krótkimi podaniami.

- Filozofia musi być inna, gdyby w tej chwili przyszedł trener, który ma podobny pomysł na grę, roszada nie miała by sensu. Wyniki zespołu pokazują, że potrzebna jest zmiana. Bardzo szanuję to, co zrobił w Lechii trener Kafarski, w ostatnim czasie każdy kibic piłkarski, mówiąc Lechia, myślał Kafarski. To najlepszy wyznacznik pracy trenera. Ale gra ofensywna zespołu musi być inna.

To jest zatem pana diagnoza po pierwszym przebadaniu pacjenta, o czym mówił pan na konferencji prasowej?

- Na razie czuję się jak lekarz pierwszego kontaktu, ale z każdym kolejnym dniem, tygodniem diagnoza będzie pełniejsza. Uznałem, że w tej chwili najważniejsza jest poprawa gry ofensywnej, tym bardziej że z defensywą jest nieźle. W końcu Lechia straciła do tej pory najmniej bramek ze wszystkich drużyn ekstraklasy [osiem].

Tyle że ta liczba jest nieco myląca. Gra obronna całego zespołu wcale nie jest perfekcyjna, gdyby nie Wojciech Pawłowski, Lechia miała by 5-6 punktów mniej.

- To prawda, ale w tak krótkim czasie nie jestem w stanie dotknąć wszystkich aspektów. Na pewno z defensywą jest w tej chwili najmniej problemów i póki co nie chcę tego ruszać. Nie chcę na dzień dobry wszystkiego wywracać do góry nogami, zespół ma większe problemy niż gra obronna.

Wróćmy jeszcze do napastników. W ostatnich meczach wyglądali oni na zupełnie wyzutych z energii, jakby nie wierzyli, że w końcu skierują piłkę do bramki. Uda się panu w tak krótkim czasie przywrócić im wiarę we własne umiejętności?

- Jak może czuć się napastnik, który w 13 meczach zdobył jedną bramkę albo żadnej? Fatalnie. Rozmawiałem indywidualnie z każdym z napastników, powiedziałem, że mają u mnie czystą kartę, a ja zrobię wszystko, aby zespół ułatwił im zdobywanie bramek. Ja w ciągu kilku dni nie nauczę ich lepiej grać w piłkę, ja mogę tylko spowodować, że oni znów w siebie uwierzą. Dla mnie jako trenera najważniejsze są osobiste relacje z piłkarzami. To ja muszę dotrzeć do ich głów, serc, to ja muszę sprawić, żeby pokazywali na boisku 100 procent swoich umiejętności. I to jest w tej chwili moje zadanie.

Do Traore też pan dotrze? Ten piłkarz wygląda jakby stracił już serce do gry w Lechii. Trener Kafarski mówi, że zimą ten zawodnik pożegna się z klubem.

- Kiedy zajrzę w jego serce, będę mógł powiedzieć, jak jest naprawdę. Ja nigdy nie bazuję na opinii innych, sam wyciągam wnioski, sam analizuję, a potem sam podejmuję decyzję. Z Traore do tej pory miałem głównie kontakt SMS-owy [piłkarz dopiero wczoraj wrócił ze zgrupowania kadry Burkina Faso], dopóki nie zbuduję z nim osobistych, relacji ciężko mi powiedzieć, co mu w duszy gra. Ale liczę, że szybko złapiemy dobry kontakt.

Jakim trenerem jest Rafał Ulatowski: zamordystą czy człowiekiem łatą, złym porucznikiem czy sympatycznym kolegą?

- Czasami trener musi być bezwzględny, a czasami musi piłkarza przytulić i pocieszyć. Nie ma złotego środka. Po czasie wszystko i tak determinuje wynik. Jeśli jest dobry, metody nie mają znaczenia. Liczy się tylko skuteczność.

Czuje pan, że to w karierze trenerskiej Rafała Ulatowskiego bardzo ważny moment? Gdyby nie udało się w drugim, kolejnym klubie o odbudowanie nazwiska, byłoby ciężko.

- Podczas niedawnej wizyty u prezydenta Adamowicza podarował mi on swoją książkę zatytułowaną "Gdańsk jako wyzwanie". To oczywiście przypadek, ale ten tytuł idealnie pasuje do mojej obecnej sytuacji. Jestem bardzo zdeterminowany, aby odnieść sukces, wiem, że osiągnę go w Lechii prędzej czy później, ale oczywiście wolałbym wcześniej. Chcę, żeby już na święta w klubie było trochę spokoju, żeby kibice nieco odetchnęli. A o pierwsze, uczciwe rozliczenie mojej pracy proszę już po spotkaniu z Legią. Biorę za wynik tego spotkania pełną odpowiedzialność i wierzę, że już od tego spotkania Lechia znów zacznie wygrywać.