Ideał sięgnął bruku. Nieudany debiut Rafała Ulatowskiego w Lechii Gdańsk

Rok temu piłkarze Lechii Gdańsk rozgromili w Warszawie Legię, rozgrywając mecz niemal doskonały. W sobotę w meczu z tym samym rywalem nie mieli nic do powiedzenia.
Trener Rafał Ulatowski zapowiadał co prawda, że już po meczu z Legią będzie go można rozliczać za pierwsze dni pracy w Gdańsku, ale w Warszawie ewidentnie widzieliśmy wciąż Lechię Tomasza Kafarskiego (który zresztą oglądał mecz z trybun). Czyli beznadziejną w ofensywie, grającą bojaźliwie, bez polotu i pomysłu. I do pewnego momentu nieźle zorganizowaną w obronie. Ten moment nastąpił w 55. minucie, kiedy Rafał Wolski ośmieszył Lukę Vucko i fantastycznym strzałem podwyższył na 2:0. Od tego momentu Lechii na boisku nie było.

Ulatowski w swoim debiucie ustawił zespół wybitnie defensywnie. Z przodu biegał tylko Piotr Wiśniewski, sporadycznie wspomagany przez Pawła Nowaka i skrzydłowych. Jednym z nich niespodziewanie był Deleu, który do Polski przyjechał właśnie jako pomocnik, ale Kafarski ustawiał go wyłącznie na prawej obronie. Drugim zaskoczeniem był powrót do bramki Małkowskiego, który zastąpił rewelacyjnego Wojciecha Pawłowskiego.

Tak ustawiona Lechia niemal przez całą pierwszą połowę bez problemów rozbijała ataki ślamazarnie grającej Legii. Dopiero w ostatniej minucie do odbitej piłki dopadł Ivica Vrdoljak, po jego strzale futbolówka odbiła się jeszcze od jednego z piłkarzy i wpadła do bramki. Gdańszczanie nie załamali się bramką do szatni i po przerwie ruszyli do odrabiania strat. Animuszu starczyło im na... pięć minut, ale w tym czasie aż czterokrotnie zagrozili bramce Legii. Najbliżej szczęścia był Deleu, który po akcji Wiśniewskiego strzelał z bliska, ale trafił w ofiarnie interweniującego Artura Jędrzejczyka. Za chwilę padła drugi gol i od tego momentu Legia robiła, co chciała.

- Legia kontrolowała przebieg spotkania. Jeszcze w pierwszej połowie asekurowaliśmy się w defensywie, ale po przerwie nasza koncepcja upadła. Rok temu graliśmy efektywnie i efektownie, teraz tak nie jest. Ale nie wiem, dlaczego - stwierdził pomocnik Lechii Paweł Nowak. Czy i kiedy odpowiedź na to pytanie znajdzie trener Ulatowski?