Koniec rundy dla Sebastiana Małkowskiego z Lechii Gdańsk. Ale alarmu nie ma

Ciosu, który Sebastian Małkowski przyjął od Miroslava Radovicia w 83. minucie spotkania Legia - Lechia, nie powstydziłby się żaden bokser wagi ciężkiej. Uderzenie było na tyle mocne i celne, że wybiło z głowy bramkarzowi Lechii grę do końca rundy jesiennej. Alarmu między słupkami jednak nie ma.
Spotkanie w Warszawie miało być szansą dla Małkowskiego na powrót do wyjściowego składu Lechii. Po raz ostatni Małkowski stał między słupkami bramki biało-zielonych 23 września w meczu przeciwko Podbeskidziu. Miejsce w bramce pierwszego zespołu wychowanek Wisły Tczew stracił później na rzecz Wojciecha Pawłowskiego, który z miejsca stał się numerem 1 wśród gdańskich bramkarzy. I pewnie broniłby także w Warszawie, gdyby nie jego występy w młodzieżowej kadrze Polski oraz osoba nowego trenera Lechii Rafała Ulatowskiego. - Widziałem, jak Sebastian gryzł trawę na treningach, aby wrócić do bramki, a Wojtek Pawłowski nie uczestniczył w żadnych zajęciach, które poprowadziłem w Lechii - tłumaczył się ze swojej decyzji Ulatowski. - Dodatkowo Wojtek w dwóch meczach młodzieżowej reprezentacji puścił pięć bramek, więc istniała obawa, że nie będzie w optymalnej dyspozycji - dodał szkoleniowiec.

Wybór padł więc na Małkowskiego i trzeba przyznać, że "nowy-stary" bramkarz Lechii spisywał się bez zarzutu. Choć puścił trzy bramki, przy żadnej z nich nie popełnił błędu i dał trenerowi argument, by postawić na niego także w meczu z Ruchem Chorzów. Argument ten wytrąciła jednak sytuacja z 84. minuty meczu na Łazienkowskiej. Małkowski ruszył z bramki naprzeciw wbiegającego z piłką w pole karne Radovicia. Piłkarz Legii umiejętnie strzelił nad leżącym golkiperem Lechii, uderzając go przy tym kolanem w głowę. Co prawda po interwencji sztabu medycznego Małkowski po kilku minutach wrócił do gry, jednak po chwili ponownie osunął się na murawę. Znokautowany bramkarz został zniesiony na noszach z boiska i musiał udać się do szpitala. - Sebastian narzekał na zawroty głowy, więc został w szpitalu na obserwacji i dopiero w poniedziałek mógł wrócić do Gdańska - wyjaśnia rzecznik prasowy Lechii Michał Lewandowski. - Badania nie wykazały żadnych poważnych urazów, więc szczęściem w nieszczęściu nasz bramkarz zderzenie z Radoviciem okupił "tylko" wstrząśnieniem mózgu.

Małkowski otrzymał dwutygodniowe zwolnienie i przez ten czas w ogóle nie może trenować. - W praktyce oznacza to, że runda jesienna się dla niego skończyła - przyznaje rzecznik Lechii. Wykluczona jest możliwość, by Małkowski wrócił wcześniej do gry, ubierając np. specjalny kask, z której podczas meczów korzysta m.in. bramkarz Chelsea Petr Cech. - Taki sprzęt chroni tylko przed urazami czaszki. Nie sprawdzi się więc w przypadku Sebastiana, gdyby np. zakręciło mu się w głowie - przekonuje Lewandowski.

W gdańskim klubie na szczęście nie mają kłopotów z bramkarzami. Do dyspozycji trenera są bowiem zarówno Pawłowski, jak i Michał Buchalik, którzy przygotowują się do czekającego Lechię poniedziałkowego spotkania z Ruchem. Nie wiadomo natomiast, czy w meczu z chorzowianami będzie mógł zagrać Krzysztof Bąk. Obrońca biało-zielonych ma przeciążone kolano i wątpliwe, by zdążył wyleczyć się do poniedziałku. Do pełni zdrowia wraca natomiast Marko Bajić, który rozpoczął już normalne treningi z resztą drużyny.