Apel do piłkarzy Lechii Gdańsk: Teraz musicie pokazać swoją wartość!

Koniec. Nie ma. Nie liczy się. Pobite gary. Puszczam w niepamięć wszystkie 14 spotkań Lechii z tego sezonu. Te, po których dopadały mnie frustracja i zniechęcenie i te, po których mogłem obnosić się z dumą. Liczą się tylko trzy najbliższe mecze. Trzy spotkania, w których Lechia musi zdobyć komplet punktów - pisze Konrad Marciński z ?Gazety?
W sytuacji, w jakiej znajduje się dziś Lechia, trzeba przestać zatruwać sobie głowę marzeniami o europejskich pucharach. Trudno, stało się. W pierwszym sezonie, który miał być urzeczywistnieniem projektu pod hasłem "Wielka Lechia", nie będzie sukcesu, którego oczekiwaliby wszyscy - sami piłkarze i trenerzy, właściciele i prezesi klubu, kibice i dziennikarze? Boli, ale da się z tym żyć. Drużyna nie osiąga satysfakcjonujących rezultatów, gromadząc w 14 meczach 14 punktów? Pal sześć. Piłkarze w niemal całej rundzie strzelili tylko sześć goli? Zdarza się. Nie ma co rozpamiętywać, nie ma co dramatyzować. Teraz celem są trzy najbliższe spotkania, które biało-zieloni rozegrają na PGE Arenie. W meczach z Ruchem Chorzów (w najbliższy poniedziałek o godz. 18.30), Polonią Warszawa i Jagiellonią Białystok gdańszczanie zagrają nie tylko o punkty, premie czy oklaski kibiców. Nie tylko o spokojną zimę dla klubu czy nowe kontrakty na kolejny sezon. Piłkarze muszą zagrać przede wszystkim dla siebie, by zaspokoić swoje własne sportowe ambicje, by poczuć, że są wartościowymi sportowcami, których stać na wzniesienie się ponad swoje słabości. By po ostatnim gwizdku sędziego móc zejść do szatni i z uśmiechem na ustach rzucić w kąt buty, dodając z szelmowskim uśmiechem "Udało się!".

Dlatego zwracam się z apelem do tych piłkarzy Lechii, którzy decydują o obliczu drużyny. Którzy są lub powinni być jej liderami i którzy są w stanie skierować biało-zielony pociąg na właściwe tory. Przed wami ostatnie trzy mecze w 2011 r. Przystępujecie do nich z głową wolną od wcześniejszych niepowodzeń, macie czystą kartę i tylko od was zależy, jaką treścią ją zapiszecie. Dlatego apeluję do:

Wojciecha Pawłowskiego. Wiem, że jest młodym bramkarzem. Wiem, że i tak zrobił już dla Lechii bardzo dużo i swoimi fenomenalnymi interwencjami niejednokrotnie ratował skórę kolegom z pola. Wiem też, że w ostatnich meczach reprezentacji młodzieżowej nie wiodło mu się najlepiej i strzelił gola samobójczego. Oczekuję jednak, że między słupkami będzie w dalszym ciągu dokonywał cudów. Że złapie, wybije, wykopie, wypiąstkuje wszystkie piłki lecące w światło bramki. Że w trzech meczach ani razu nie będzie musiał wyciągać piłki z siatki, że wyjdzie zwycięsko z każdej sytuacji sam na sam i obroni ewentualne rzuty karne. Że będzie postrachem dla napastników gości i wsparciem dla linii defensywy, a swoimi celnymi wykopami uruchomi niejeden skuteczny kontratak Lechii.

Luki Vucko. Niech z kolegami z obrony stworzy na PGE Arenie zasieki, przez które nie przedrze się żaden rywal. Niech będzie skałą, od której odbijać się będą wszyscy przeciwnicy. Niech wygra walkę o każdą górną piłkę, a wślizgami w zarodku zdusza wszystkie akcje rywali. Niech na krok nie odstępuje Arkadiusza Piecha, Edgara Caniego czy Tomasza Frankowskiego. Niech przypomni sobie mecz z Arką Gdynia i nawet z rozbitą głową, w doliczonym czasie gry, gdy arbiter spoglądał już będzie na zegarek, strzeli zwycięską bramkę dla biało-zielonych.

Levona Hajrapetjana. Niech zrobi użytek z najlepszej lewej nogi w Lechii. Niech zaczaruje PGE Arenę swoimi dryblingami. Niech na boisku udowodni, że jest w formie, w której był jeszcze kilka tygodni temu, gdy z reprezentacją Armenii walczył o awans do finałów Euro 2012. Czekam na jego idealne dośrodkowania w pole karne i celne strzały z rzutów wolnych. Chcę, by Hajrapetjan wreszcie pokazał drzemiący w nim potencjał i całkowicie podporządkował sobie lewą stronę boiska, niezależnie czy w obronie czy w ataku.

Łukasza Surmy. Chcę, by był mózgiem drużyny. Stemplem, który na każdej akcji zespołu odciska swoje piętno. By był tym piłkarzem, którego Lechia teraz najbardziej potrzebuje - kapitanem, co się zowie, przedłużeniem ręki trenera na boisku. Organizatorem gry, tym, który dyktuje tempo, a swoim zachowaniem na boisku czy wychodzeniem na pozycję wymusza konkretne zachowania kolegów. Żeby był konsekwentny i nieustępliwy w kryciu rywali oraz kreatywny i dynamiczny w ataku.

Pawła Nowaka. Niech z Surmą znów stworzą wzajemnie uzupełniający się duet, który będzie dzielił i rządził w środku pola. Liczę na niekonwencjonalne zagrania, dokładne prostopadłe i kluczowe podania. Chcę zobaczyć taką akcję, jak w meczu z Legią Warszawa sprzed roku, kiedy po pięknej kontrze strzelił gola między nogami bramkarza. Powtórzyć to w którymś z najbliższych meczów - to byłoby coś wspaniałego.

Abdou Razacka Traore. Wiem, że to piłkarz wysokiej klasy. Wiem, że w najwyższej formie potrafi zrobić z piłką dosłownie wszystko. Wiem, że potrafi strzelać bramki, jak nikt inny w Lechii. Znam też jego problemy z kontuzjami i zawirowania transferowe. Liczę jednak na to, że w kluczowych dla Lechii momentach Traore przypomni sobie te wszystkie momenty, gdy trybuny głośno skandowały jego nazwisko. Że swoimi indywidualnymi umiejętnościami będzie, tak jak w zeszłym sezonie, ośmieszał obronę przeciwników i strzelał bramki jak na zawołanie i udowodni wszystkim, że to właśnie on jest największą gwiazdą zespołu.

Ivansa Lukjanovsa. Choć do zespołu wraca po kontuzji, nie może sobie pozwolić na chwile wytchnienia. To przecież największe płuca w drużynie, które napędzają większość akcji ofensywnych zespołu. Liczę na determinację i walkę "Wani" o każdy metr boiska, o każdą piłkę. By rywale widzieli tylko, jak jego blond czupryna ucieka im w tempie, którego nie powstydziłby się Usain Bolt. Chciałbym, by Lukjanovs znalazł klucz na niemoc napastników w ataku, a publiczność na PGE Arenie uraczył takim efektownym "samolotem", jak po meczu z Legią na Traugutta.

Piotra Wiśniewskiego. To najlepszy strzelec zespołu, choć zdobył w tym sezonie tylko dwa gole. Chciałbym, by po trzech najbliższych spotkaniach "Wiśnia" nadal był liderem wśród snajperów biało-zielonych, choć z o wiele większą zdobyczą bramkową. Wiem, że Wiśniewskiego stać na to, by być lisem pola karnego, z prawdziwego zdarzenia egzekutorem, którego będą się bali wszyscy obrońcy w lidze. Ma świetny drybling, niezłe uderzenie, brakuje tylko kropki nad i. Wierzę, że Wiśniewski znajdzie sposób na pokonanie czy to Michała Peskovicia, bądź Michała Gliwy i Tomasza Ptaka i jego gole zapewnią Lechii trzy punkty i spokojną przerwę zimową.