Sport.pl

Lechia Gdańsk zagra na PGE Arenie z Ruchem Chorzów. Czy gdańszczanie zrobią ruch w górę tabeli?

Piłkarzom Lechii Gdańsk do końca roku zostały 3 mecze, wszystkie na własnym stadionie. Żeby choć trochę uratować twarz, muszą je wygrać. Pierwsza próba już w poniedziałek, na PGE Arenę przyjeżdża Ruch Chorzów. Początek spotkania o godz. 18.30, transmisja w Canal+Sport i Eurosport 2
Trudno napisać, że starcie z Ruchem będzie dla biało-zielonych meczem na przełamanie, bo takich w ostatnich tygodniach było już kilka. I poza jednym wyjątkiem - wyjazdowym spotkaniem z Zagłębiem Lubin, które zresztą mimo wygranej 1:0 przełamaniem nie było - piłkarze Lechii cały czas tkwią w głębokim dole, do którego wpadli ponad dwa miesiące temu. To będzie raczej próba wykrzesania przez piłkarzy ostatnich pokładów siły fizycznej i psychicznej, aby w jakiś cudowny sposób wyrwać kilka punktów. Cudowny, bo gdyby określać ich szanse tylko na podstawie postawy w ostatnich meczach, nie mieliby na to najmniejszych szans.

Spotkanie z Ruchem pokaże, jaki pomysł na Lechię, która chce wygrać, ma nowy trener Rafał Ulatowski. W jego debiucie - wyjazdowym meczu z Legią Warszawa - od 1. minuty cel był tylko jeden: próba dowiezienia do końca bezbramkowego remisu. To się nie udało, podopieczni Macieja Skorży bez większych problemów wygrali 3:0. Dziś biało-zieloni muszą zagrać inaczej, bardziej ofensywnie, chociaż... Kapitan Lechii Łukasz Surma: - Dawniej, będąc w takiej sytuacji, od pierwszego gwizdka sędziego rzucilibyśmy się na przeciwnika, chcąc go od początku zdominować. Jesteśmy jednak w trudnej sytuacji i nie możemy sobie pozwolić na szarżę. Dlatego teraz w naszej grze potrzeba przede wszystkim mądrości - podkreśla piłkarz. Niektórzy mogą te słowa odebrać jako brak odwagi, nawet pewien rodzaj rezygnacji, ale tak naprawdę tkwi w nich sedno kłopotów zespołu: Lechia nie może sobie w tej chwili pozwolić na otwartą grę z żadnych przeciwnikiem w polskiej lidze.

Ma po prostu zbyt mały potencjał w ofensywie, zwłaszcza kiedy pod dużym znakiem zapytania stoi występ Ivansa Lukjanovsa, a Abdou Razack Traore w związku z urazem mięśnia nogi do pełnego treningu wrócił dopiero w sobotę. Jest szansa, że reprezentant Burkina Faso z Ruchem zagra, ale jego forma będzie dużą niewiadomą. Wspomniana więc przez Surmę mądrość w grze musi być dla Lechii w dzisiejszym spotkaniu motywem przewodnim. Tylko maksymalnie uważna defensywa i konsekwencja w ataku mogą przynieść biało-zielonym upragnione zwycięstwo. Choć nie ma złudzeń, że gospodarze nastawią się przede wszystkim na przeszkadzanie rywalom. - Pewnych rzeczy w cudowny sposób nie zmienimy w ciągu kilku dni - mów trener Ulatowski. - Ten zespół w ostatnich 9 meczach zdobył tylko jedną bramkę, to nie jest przypadek. Oczywiście myślę o kilku korektach, a także o innym rozegraniu akcji w ofensywie. Zgadzam się z jednym: musimy zagrać w inny sposób niż na Łazienkowskiej, ale przede wszystkim, jeśli chodzi o kreowanie gry ofensywnej - zaznacza szkoleniowiec.

W zupełnie innej sytuacji jest Ruch, który podobnie jak dwa sezony temu znów jest rewelacją rozgrywek i zadziwia wszystkich obserwatorów. Rewelacyjną pracę wykonuje w tym klubie trener Waldemar Fornalik, a jednym z wiodących zawodników zespołu z Chorzowa jest były piłkarz Lechii Marek Zieńczuk. Rok temu trener Kafarski pozbył się go bez żalu, a "Zieniu" z każdym meczem udowadnia, że była to decyzja pochopna.

Więcej o: