Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 1:3. Twierdza PGE Arena padła

Wystarczył kwadrans pierwszej połowy, by Polonia Warszawa pozbawiła marzeń piłkarzy Lechii Gdańsk o odniesieniu drugiego z rzędu zwycięstwa na PGE Arenie. Katem gdańszczan okazał się Edgar Cani, który trzykrotnie pokonał bramkarza gdańszczan Wojciecha Pawłowskiego.
W porównaniu z poniedziałkowym meczem z Ruchem Chorzów trener Lechii Rafał Ulatowski zdecydował się od początku spotkania postawić na Josipa Tadicia, który wraz z Abdou Razackiem Traore mieli być lekarstwem na kulejącą od dawna formację ataku Lechii. Jak się później okazało, decyzja szkoleniowca Lechii była słuszna, bowiem to po akcji tych dwóch zawodników biało-zieloni strzelili swoją honorową bramkę.

Wcześniej jednak do siatki Lechii dwukrotnie trafił Cani. Swojego pierwszego gola Albańczyk zdobył już w 9. minucie strzałem głową wykorzystując precyzyjne dośrodkowanie Tomasza Jodłowca. Po 5 minutach "Czarne Koszule" prowadziły już 2:0. Znów w głównej roli był Cani, który tym razem płaskim strzałem po ziemi na bramkę zamienił dośrodkowanie Pawela Sultesa. Po przyjęciu dwóch mocnych ciosów, gdańszczanie potrzebowali kwadransa, by móc stworzyć jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Michała Gliwy. Mądrze broniąca się Polonia w zarodku dławiła wszystkie próby ataków biało-zielonych, ale w 37. minucie przydarzył jej się błąd. Zagranie z głębi pola Piotra Wiśniewskiego przejął Tadić, który urwał się Dorde Cotrze i dograł piłkę do wbiegającego w pole bramkowe Polonii Traore. Reprezentantowi Burkina Faso nie pozostało nic innego jak z najbliższej odległości wepchnąć piłkę do siatki i dać tym samym iskierkę nadziei na korzystny rezultat dla Lechii. Te nadzieje szybko rozwiał jednak nieomylny w piątkowy wieczór Cotra. Napastnik Polonii skompletował hat-tricka w 43. minucie wykorzystując kapitalną akcję Sultesa i Roberta Jeża, którzy bardzo łatwo ograli w polu karnym gdańskich obrońców.

W drugiej połowie spotkania trener Ulatowski wzmocnił ofensywę Lechii, posyłając w bój powracającego po kontuzji Ivansa Lukjanovsa. Wejście Łotysza nie miało jednak wpływu na poprawę gry Lechii. Choć gdańszczanom nie można było odmówić ambicji, to samo zaangażowanie nie wystarczyło na zagrożenie bardzo konsekwentnie grającym gościom. Atakujący biało-zieloni niemal w każdej akcji napotykali na zasieki złożone z 10 piłkarzy "Czarnych Koszul". Jedynym zawodnikiem, który był w stanie wykreować sobie sytuację dogodną do zdobycia bramki był Traore. W 64. minucie ubiegł on stoperów Polonii, ale jego strzał po dośrodkowaniu Lukjanovsa był zbyt lekki, by zaskoczyć golkipera Polonii. Warszawianie z kolei na ataki lechistów odpowiadali groźnymi kontrami. Najbliżej pokonania Pawłowskiego w drugiej połowie był Bruno. Brazylijczyk umiejętnie przelobował piłkę nad interweniującym bramkarzem Lechii, ale zmierzającą do siatki piłkę w ostatniej chwili głową wybił Andriuskevicius. Gracze "Czarnych Koszul" jeszcze jedną groźną sytuacje stworzyli sobie w 77 minucie, ale mocne uderzenie Sultesa instynktownie obronił Pawłowski. W doliczonym czasie gry gdańszczanie musieli radzić sobie w dziesiątkę, bowiem za uderzenie łokciem rywala czerwoną kartkę obejrzał Tomasz Dawidowski.

Wygrana Polonii jest ich drugim wyjazdowym zwycięstwem w tym sezonie. 31 października warszawianie wygrali w Chorzowie z Ruchem 1:0. Dla Lechii piątkowa porażka to z kolei pierwsza przegrana na PGE Arenie.

Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa (1:3). Bramki: Traore (37.) - Cani (9., 14., 43.). Lechia: Pawłowski - Janicki, Vucko, Kożans, Andriuskevicius - Pietrowski (46. Lukjanovs), Surma, Tadić (83. Dawidowski CZ), Traore, Hajrapetjan - Wiśniewski Ż. Polonia: Gliwa - Tosik, Baszczyński, Sadlok, Cotra - Bruno Ż, Trałka, Jodłowiec, Sultes (83. Sikorski) - Jeż (90. Piątek) - Cani (71. Brzyski).