Sport.pl

Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 1:3. Krajobraz po bitwie

Gdy Lechia Gdańsk pod wodzą Tomasza Kafarskiego prezentowała totalny antyfutbol, wydawało się, że osiągnęła poziom piłkarskiego dna. Piątkowe spotkanie biało-zielonych z Polonią Warszawa pokazało jednak, że można zagrać jeszcze gorzej
- Sytuacja w klubie jest trudna, więc zabieramy się ostro do pracy i liczymy na szybkie efekty - mówił prezes Lechii Maciej Turnowiecki tuż po zatrudnieniu w klubie nowego szkoleniowca. Choć trudno wymagać od Rafała Ulatowskiego, by w pół miesiąca z grających nijaki futbol piłkarzy stworzył drugą Barcelonę, jednak sklecenie drużyny walczącej o środek tabeli ekstraklasy nie jest wyczynem z gatunku niemożliwych do zrealizowania. Tymczasem piątkowe spotkanie z Polonią pokazało, że i z realizacją tego ostatniego zadania mogą być w Gdańsku olbrzymie problemy.

Choć Lechia w tym sezonie, delikatnie mówiąc, nie błyszczy w ofensywie, to jednak defensywa była jej mocną stroną. Co prawda gdańskim obrońcom niejednokrotnie dopisywało szczęście, bądź jej błędy naprawiał fantastycznie spisujący się Wojciech Pawłowski, jednak w porównaniu z pozostałymi formacjami biało-zielonych spisywała się co najmniej przyzwoicie. Ostatnie spotkania, a szczególnie mecz z Polonią zburzyły jednak i tę tezę. Znamiennym jest również fakt, że gdańszczanie w piątek bramki tracili po niemal szkolnych błędach, które takim zawodnikom jak Sergejs Kożans, Luka Vucko czy Rafał Janicki nie powinny się zdarzać. - Strata pierwszej bramki to błąd całego zespołu - tłumaczył Kożans. - Wybiliśmy piłkę po rzucie rożnym i zamiast skupić się na pilnowaniu będących jeszcze w polu karnym piłkarzy Polonii, wszyscy się rozbiegli. Zostałem sam przy Bruno i Canim. Gdy zorientowałem się, że piłka leci do Albańczyka, to próbowałem go zablokować, ale nie wyszło - opisywał sytuację z 9. minuty meczu łotewski obrońca. Ten błąd był jednak tylko preludium do tego, co działo się w kolejnych akcjach. Gracze "Czarnych Koszul" we dwójkę potrafili, za pomocą dwóch-trzech podań potrafili rozmontować cały blok defensywy Lechii, który wyglądał w piątek niczym dziurawy szwajcarski ser. - Boli to, że przy stracie bramek mieliśmy liczebną przewagę w polu karnym - podkreślił Ulatowski.

Bolesne jest także to, że Lechia w spotkaniu z Polonią w ogóle nie przypominała zespołu. Grupy ludzi z charakterem, zjednoczonych w walce o osiągnięcie celu, jakim jest wygranie meczu. W piątek bardziej przypominała zbiór 10 piłkarzy + Abdou Razack Traore. Choć reprezentantowi Burkina Faso jeszcze nie tak dawno zarzucano brak ambicji i symulowanie kontuzji, to obecnie jest on tak naprawdę jedynym piłkarzem, u którego widać chęć podjęcia rywalizacji z przeciwnikiem.

Jak więc wygląda krajobraz po piątkowej "bitwie warszawskiej"? - Brakuje mi argumentów, by móc powiedzieć cokolwiek pozytywnego o naszej grze - stwierdził Łukasz Surma. - Jedynie akcja, kiedy zdobyliśmy bramkę na 1:2, przypomniała dawną Lechię - dodał kapitan Lechii. Ostatnią szansą, by przywołać ducha "dawnej Lechii", będzie niedzielne spotkanie z Jagiellonią. Czy trenerowi Ulatowskiemu uda się go wskrzesić w swoich piłkarzach? W tej chwili udzielenie odpowiedzi twierdzącej to działanie wbrew sportowej logice. Pozostaje jedynie wiara, że gorzej już być nie może.

Więcej o:
Komentarze (2)
Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 1:3. Krajobraz po bitwie
Zaloguj się
  • jan.wybicki

    0

    Lubię Lechię i Polonię. Tego dnia Polonia dała po prostu lekcję Lechii..

  • motlawa1

    0

    nie mam wątpliwości że ta dziadowska gra lechii to pokłosie b.złego przygotowania drużyny do sezonu przez kafarskiego.pamiętamy jak dobrze lechia grał na jesien rok i dwa lata temu!ale wiosna to juz byla kompletna popelina.kafarski jezdzil na staże do niemiec i holandii i czego on sie tam faktycznie nauczyl!Z DRUZYNY Z PERSPEKTYWAMI UCZYNIL zbitek nieudacznikow a jesli dodac do tego slabe zaangazowanie do walki calego zespolu to kto wie czy w nastepnym sezonie nie doczekamy sie derbow w 1 lidze

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX