Sport.pl

Kierownictwo Lechii Gdańsk od wielu miesięcy błądzi po omacku. Czy uda się uniknąć katastrofy?

Biało-zieloni mają za sobą fatalną jesień, w trakcie której konsekwentnie obrzydzali futbol swoim kibicom. Z kryzysu ma ich wyciągnąć trener utytułowany, ale wypalony, na dodatek kierownictwo klubu wygląda na zagubione, a główny inwestor skąpi grosza. Walka o uniknięcie katastrofy zapowiada się więc wyjątkowo ciężko.
Po 3,5 roku od momentu powrotu Lechii do ekstraklasy obraz klubu jest najgorszy od wielu lat. I nie chodzi tylko o grę piłkarzy w ostatnich miesiącach, choć trzeba przyznać, że słabiej niż w kilku meczach jesieni grać już po prostu nie można. Najgorsze jest to, że zarządzanie klubem, pod wieloma względami, przypomina prowizorkę. Kierownictwo klubu błądzi po omacku w wielu aspektach - od sportowych zaczynając na biznesowych kończąc. O tych drugich (słaby marketing, kłopoty z zarządzaniem PGE Areną) pisaliśmy w "Gazecie" już wielokrotnie. W aspekcie sportowym jest równie źle.

Transfery

Ta sfera działania leży kompletnie, a przyczyn jest kilka. Przede wszystkim brak dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia (przez wiele miesięcy funkcję tą pełnił trener Tomasz Kafarski). Jednak prezes klubu Maciej Turnowiecki twardo obstaje przy zdaniu, że taki klub jak Lechia dyrektora sportowego nie potrzebuje. - U nas odrębne stanowisko w tym zakresie jest zbędne, gdyż nie mamy do wydania 100 milionów euro, jak to jest w Milanie czy Barcelonie. O ruchach kadrowych w drużynie decydują głównie trener plus komitet transferowy - tłumaczy prezes. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie! Dobrego dyrektora sportowego, z szerokimi kontaktami międzynarodowymi, potrzebują właśnie kluby, których możliwości finansowe są ograniczone. Żeby za niewielkie pieniądze wydobyć "perełkę" (to jedno z ulubionych słów prezesa Turnowieckiego) potrzeba właśnie człowieka z tzw. układami - w dobrym tego słowa znaczenia. Lechia tych "perełek" nie znajduje.

Wyjątkiem potwierdzającym regułę jest ściągnięcie do Gdańska Abdou Razacka Traore, choć akurat ten przykład doskonale obrazuje jakim przypadkiem rządzą się działania wspomnianego przez Turnowieckiego komitetu transferowego. W jego skład wchodzi pięć osób: oprócz Turnowieckiego, dyrektor Błażej Jenek, członkowie zarządu Paweł Bartosiewicz i Bogdan Magnowski oraz aktualny trener. Do niedawna jego członkiem był również główny inwestor Andrzej Kuchar, ale jak sam powiedział z komitetu się "wypisał".

Wspomniany Traore po burzliwej dyskusji przeszedł minimalną większością głosów 3:2, ale naprawdę niewiele brakowało, żeby Lechia z tego piłkarza zrezygnowała. Tymczasem niejaki Aleksandr Sazankow, który z niewielkimi przerwami od 1,5 roku przebywa na zwolnieniu lekarskim, nie miał w komitecie praktycznie żadnej opozycji - przeciw jego zatrudnieniu delikatnie oponowała tylko jedna osoba. Mówimy o piłkarzu, który przyszedł do Lechii z dziurą w kolanie (władze klubu o tym wiedziały!) i kosztował skromne 300 tys. euro. To jedna z największych transferowych pomyłek w historii polskiej ligi, ale jakoś cicho, żeby ktoś w klubie poniósł za to odpowiedzialność.

Obrazu niemocy dopełniają niewydolna praca lechijnego skautingu, w dużej mierze opierająca się na ponoć bardzo zaawansowanym programie komputerowym, z tysiącami meczów i milionami informacji o piłkarzach w bazie oraz dziesiątki testowanych przez Lechię piłkarzy, z których większość to przysłowiowy szrot. Farsą było ściągnięcie na testy Emmanuela Olisadebe, co nie tylko naraziło klub na śmieszność, ale było też sygnałem dla piłkarskiej Polski: Uwaga! W Lechii pracują nie całkiem poważni ludzie.

A kiedy już jakimś cudem udało się wyłowić piłkarza niezłego (Darko Bodul), pozwolono mu czmychnąć do Austrii, gdzie dziś robi karierę i jest najlepszym strzelcem tamtejszej Bundesligi. To też pokazuje niemoc ludzi odpowiedzialnych za transfery.

Karuzela trenerska

Jednak najbardziej niezrozumiałym posunięciem ostatnich miesięcy była historia zatrudnienia i zwolnienia Rafała Ulatowskiego. Trener ten zastał w Gdańsku spaloną przez Kafarskiego ziemię po czym po zaledwie czterech meczach dostał, brutalnie mówiąc, kopa w d... O co w tym wszystkim chodzi? Albo zatrudniając trenera wierzymy w jego umiejętności i dajemy mu czas aby się nimi wykazał, albo nie zawracajmy mu głowy. Szkoda naszego czasu i jego nerwów. Ulatowski to był trener z łapanki: najtańszy na rynku i najbardziej zdesperowany w poszukiwaniu pracy. Jeżeli od początku był rzucony jako żer dla opinii publicznej i kibiców, którzy nie mogli już patrzeć na Kafarskiego i żądali nowego trenera, świadczy to o kierownictwie klubu fatalnie. Ale jeśli rzeczywiście w niego wierzono, a po czterech meczach przestano wierzyć, no to tu już mamy dom wariatów!

Teraz przychodzi kolejny trener - wyciągnięty z wronieckiej głuszy Paweł Janas - i ponownie komunikat mamy ten sam: "umowa do końca sezonu, z możliwością przedłużenia o kolejne". Czyli znów półśrodki. A co będzie jeśli Janas przegra cztery pierwsze wiosenne mecze, co jest przecież prawdopodobne (wyjazdy do Cracovii, ŁKS i Górnika Zabrze oraz mecz u siebie z Wisłą Kraków)? Czwarty trener w sezonie? Wygląda na to, że zatrudnienie Janasa to kolejny strzał na oślep: może się uda, może nie, ale pełnego przekonania do tego ruchu - mimo okrągłych słówek wypowiadanych do mediów - w Lechii nie ma.

Nad tym całym bałaganem dyskretnie czuwa Andrzej Kuchar, który absolutnie nie ma zamiaru przepłacać, czym - trzeba to przyznać - znacznie utrudnia robotę władzom klubu. Rozumiem jego biznesowe myślenie, tyle, że w piłce rzadko daje ono efekty. Tym bardziej kiedy w oczy zagląda widmo spadku do I ligi co dla klubu z nowiutkim, 40-tysięcznym stadionem, byłoby absolutną katastrofą. Aż tak czarny scenariusz trudno założyć, ale pytanie co potem jest jak najbardziej na miejscu. Czy obecne kierownictwo klubu poradzi sobie z projektem "Wielka Lechia"? Bez żadnych zmian, będzie o to bardzo trudno.

Więcej o:
Komentarze (2)
Kierownictwo Lechii Gdańsk od wielu miesięcy błądzi po omacku. Czy uda się uniknąć katastrofy?
Zaloguj się
  • Gość: Kapitan_As

    Oceniono 2 razy 2

    Szkoda patrzeć co się dzieje z moim ukochanym klubem :( ale tak to jest "skąpy traci dwa razy".

  • marvyn12

    Oceniono 1 raz 1

    Pogonić trzeba tego pseudo prezesa i cały nieudolny zarząd. Pytam się gdzie są wychowankowie tego klubu ? Rodzice płacą ciężkie pieniądze za ich szkolenie, a tymczasem gdy kończy się wiek juniora to wszystkich się pozbywają. Nabijają kasę na dzieciakach, a potem na bruk. Co jest z tym szkoleniem ? Trenerzy do kitu, czy system szkolenia do dupy ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX