Piłkarze Lechii Gdańsk! Do raportu! [Część 1.]

Od 5 stycznia pracę w Lechii Gdańsk na dobre rozpocznie jej nowy trener Paweł Janas. Dla nowego szkoleniowca przygotowaliśmy ?przegląd wojsk?, dzięki któremu nowy szkoleniowiec będzie mógł bliżej poznać swoich podopiecznych
Wojciech Pawłowski - "Niespodzianka", "talent", "objawienie", "diament". Takie określenie pojawiały się najczęściej przy nazwisku 18-letniego bramkarza biało-zielonych. A gdy pojawił się po raz pierwszy na boisku w meczu z GKS Bełchatów na PGE Arenie mało kto przypuszczał, że nieopierzony młokos stanie się za chwilę najlepszym piłkarzem Lechii w rundzie jesiennej sezonu 2011/2012. Jednak już 90 minut wspomnianego spotkania przekonały wszystkich, że w Lechii narodził się talent czystej wody. Odważny, obdarzony dobrym refleksem, skuteczny w pojedynkach "sam na sam". Jeśli jeszcze poprawi grę na przedpolu i wyjścia do dośrodkowań może w krótkim czasie stać się jednym z najwartościowszych golkiperów ekstraklasy. O ile wcześniej po Pawłowskiego nie zgłosi się, któryś z klubów z zachodniej Europy. Ponoć 18-latek już znalazł się na celowniku Oympique Marsylia. Jeśli jednak Lechii uda się zatrzymać Pawłowskiego, to niewątpliwie będzie to jej największy kapitał w rundzie wiosennej i solidna inwestycja w przyszłość.

Sebastian Małkowski - gdy po perturbacjach kontraktowych na boczny tor odstawiony został Paweł Kapsa, wydawało się, że w tym sezonie Małkowski nie będzie miał konkurentów do obsady pozycji bramkarza. I rzeczywiście początek sezonu zdawał się potwierdzać tę tezę. Choć Małkowski nie błyszczał tak jak w zeszłym sezonie, kiedy otrzymał od Franciszka Smudy powołanie do reprezentacji Polski, spisywał się co najmniej przyzwoicie. To co miał obronić, to obronił, a to co miał wpuścić, to wpuścił. Nie popełnił wielkich błędów, a i miał swoje momenty chwały - np. w inauguracyjnym meczu Lechii na PGE Arenie, kiedy uratował biało-zielonym remis z Cracovią w ostatniej chwili powstrzymując Andrzeja Niedzielana. Więcej miał jednak Małkowski pecha niż piłkarskiego szczęścia. Najpierw infekcja wykluczyła go z gry w meczu z GKS Bełchatów. W jego miejsce w trybie awaryjnym wystąpił Pawłowski i zaprezentował się tak dobrze, że natychmiast wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie Lechii. Gdy już Małkowskiemu udało się wrócić między słupki na mecz z Legią, to grę dosłownie wybił mu z głowy Miroslav Radović, który tak nieszczęśliwie zderzył się z bramkarzem Lechii, że przyprawił go o wstrząśnienie mózgu. Do gry Małkowski wróci zatem dopiero wiosną. Wszystko wskazuje na to, że w barwach Lechii, choć zapewne w roli "tylko" rezerwowego.

Deleu - Sympatyczny Brazylijczyk wciąż zdaje się czerpać profity z opinii, którą wyrobił sobie na początku swojego debiutanckiego sezonu w Lechii - świetnego prawego obrońcy, który może i nie jest stuprocentowym defensorem, jednak świetnie spisuje się w grze do przodu i często włącza się do akcji oskrzydlających. W rundzie jesiennej nawet największym fanom jego talentu z oczu spadły jednak ostatnie łuski. Nie dość, że był bardzo nieudolny w ofensywie, to w obronie popełniał błędy wręcz wołające o pomstę do nieba. Nic dziwnego, że trenerzy Lechii w jego miejsce wpuszczali czy to środkowych obrońców (Rafał Janicki, Krzysztof Bąk) czy też pomocników (Marcin Pietrowski). Deleu na chwilę odzyskał miejsce w składzie za kadencji Rafała Ulatowskiego, który wystawiał Brazylijczyka na prawej pomocy. Szybko jednak zarzucił ten pomysł, sadzając go na ławce rezerwowych. I zdaje się, że Deleu prędko z niej nie wstanie. Chyba że już w innym klubie, bo jego czas w Lechii nieubłaganie się kończy.



Krzysztof Bąk - Jak sam podkreśla, w tej rundzie więcej czasu spędził w gabinetach lekarskich niż na boisku. Jak nie uraz kostki, to przeciążone kolan. Jak nie grypa żołądkowa, to wybity bark. Jednak gdy już udało mu się doprowadzić organizm do stanu używalności i pojawić się na boisku, to najczęściej nie zawodził. Łącznie zagrał w sześciu spotkaniach ekstraklasy i raczej trudno mu zarzucić, że w którymś z nich zawalił. Z drugiej zaś strony, w żadnym z nich w istotny sposób nie pomógł Lechii. A że Bąk ma ku temu możliwości, udowodniał przecież niejednokrotnie. Choćby strzelanymi bramkami po dośrodkowaniach z rzutów wolnych czy rożnych. A na takie bramki Lechia w rundzie jesiennej czekała z utęsknieniem. Może wiosną Bąkowi dopisze więcej szczęścia?

Luka Vućko - Rundą wiosenną ubiegłego sezonu postawił sam sobie wysoko poprzeczkę, do której ani razu nie zbliżył się w obecnych rozgrywkach. Chorwat nie był już opoką gdańskiej defensywy, mityczną "ostatnią instancją" przed bramkarzem. W wielu przypadkach miał problemy z upilnowaniem nawet średniej klasy napastników, często nie potrafił utrzymać linii spalonego. Słabo radził sobie również z wyprowadzaniem piłki z własnej połowy, choć to nigdy nie było domeną Vucki. Niemniej jednak to właśnie on, spośród wszystkich obrońców Lechii zawiódł jesienią najmniej i to od niego rozpoczynano ustalanie składu linii defensywnej. Wiosną nie powinno się to zmienić, choć od Chorwata na pewno oczekiwać można znacznie więcej. Przydałaby się również jakaś strzelona bramka, wszak warunki fizyczne zdecydowanie faworyzują go przy dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry. Wszak kibice biało-zielonych z miłą chęcią przypomną sobie słynne "ucho od śledzia".

Rafał Janicki - Kolejny, po Pawłowskim, młody i zdolny, który przebojem wdarł się do pierwszej jedenastki Lechii. Skorzystał przy tym na kontuzji Bąka i słabej formie Sergejsa Kożansa, trzeba jednak przyznać uczciwie, że w nie tylko niedyspozycja kolegów utorowała mu drogę na boisko. Janicki, jak na 19-latka, grał bardzo dojrzale i skupiał się głównie na tym, by nie popełniać prostych błędów. Oczywiście, te również mu się zdarzały (choćby w ostatnim meczu na PGE Arenie z Jagiellonią Białystok), jednak ogólny bilans Janickiego wypada zdecydowanie na plus. Sprawdził się zarówno jako stoper, jak i prawy obrońca, choć na pewno na tej pierwszej pozycji czuł się zdecydowanie lepiej. Choć na razie ciężko stwierdzić, by Janicki był wirtuozem futbolu, jednak nie można wykluczyć, że jego talent nie eksploduje nagle w najbliższych miesiącach. Już teraz mówi się, że Janicki ma zadatki na drugiego Kazimierza Węgrzyna (i to nie tylko ze względu na podobieństwo fizyczne), dlatego Lechia nie powinna pozbywać się swojego młodego obrońcy. Jeśli Janicki nie rozmieni swojego talentu na drobne, powinien wkrótce stać się obrońcą, o którego zabiegać będą znacznie bardziej uznane piłkarskie firmy niż Lechia

Sergejs Kożans - Zdecydowanie najgorsza runda Łotysza w Lechii. Momentami, poziomu jego gry powstydziłby się nawet niedoświadczony junior. Spośród wszystkich środkowych obrońców Lechii zaprezentował się najsłabiej. Popełniał wręcz szkolne błędy w kryciu, miał problemy z utrzymaniem linii spalonego, zdarzyło mu się nie trafiać w piłkę, czym narażał zespół na utratę gola. - Dobrze, że ta runda się już skończyła - stwierdził z żalem w głosie po ostatnim meczu z Jagiellonią. Wydaje się też, że skończyła się również dla Kożansa w Lechii. Łotyszowi z taką formą, jaką prezentował jesienią ciężko będzie wygrać rywalizację z Vućką, Janickim, czy zdrowym Bąkiem. A jeśli już Lechia ma mieć w składzie środkowego obrońcę, popełniającego szkolne błędy, to czy nie lepiej dać szansę któremuś piłkarzowi z Młodej Ekstraklasy?

Vytautas Andriuskevicius - Przez 12 meczów rundy jesiennej, w których przemknął właściwie niezauważony. Kibice mogli go zapamiętać właściwie z trzech rzeczy: czerwonej kartki, którą Litwin zobaczył w spotkaniu z Koroną Kielce, wrzutki, po której Mateusz Machaj zdobył swoją piękną bramkę w meczu z Górnikiem Zabrze oraz wykopie piłki w meczu z Ruchem Chorzów, po którym futbolówka o mało co nie wypadła poza trybuny PGE Areny. Byłby to wyczyn nie lada, którego nie powstydziliby się nawet najlepsi rugbiści. Oprócz tego nie wsławił się niczym, za co można by go zganić lub pochwalić. Raczej powinien zostać w Gdańsku, bo póki co na lepszego lewego obrońcę niż Andriuskevicius Lechii nie stać.

Lewon Hajrapetjan - Ormianin balansował między lewą pomocą a lewą obroną i na żadnej z tych pozycji nie zaprezentował się na skalę swojego talentu. A przecież nie od dziś wiadomo, że to Hajrapetjan ma jedno z najlepszych "pokręteł" w drużynie biało-zielonych. Problem jednak w tym, że Hajrapetjan nie potrafi swoich umiejętności technicznych pokazać w trakcie spotkania. Na pewno, gdyby zawodnik od początku wiedział, czy ma być ofensywnym skrzydłowym, czy raczej skupiać się na zadaniach defensywnych byłoby mu łatwiej odnaleźć swoje miejsce na boisku. Przydałaby się też większa regularność w dobrym wykonywaniu stałych fragmentów gry. Mimo niewątpliwie obniżonych lotów, w stosunku do poprzedniego sezonu, Hajrapetjan to dla Lechii bardzo ważny zawodnik i na wiosnę powinien być ważnym ogniwem w ekipie Pawła Janasa.