Piłkarze Lechii Gdańsk! Do raportu! [Część 2.]

Od 5 stycznia pracę w Lechii Gdańsk na dobre rozpocznie jej nowy trener Paweł Janas. Dla nowego szkoleniowca przygotowaliśmy ?przegląd wojsk?, dzięki któremu nowy szkoleniowiec będzie mógł bliżej poznać swoich podopiecznych
Marcin Pietrowski - Jeśli nie ma na kogo zrzucić winy za straconą piłkę, niedokładne podanie, niecelny strzał czy straconą bramkę to na pewno będzie to wina Marcina Piterowskiego. Z tego założenia wychodziła spora część kibiców biało-zielonych. W większości przypadków ich pretensje były nieuzasadnione, jednak tkwi w ich osądach szczypta prawdy. "Jedi" osiągnął już chyba apogeum swoich piłkarskich możliwości, które może i starczą na grę w ekstraklasie, ale jeśli Lechia ma wkrótce walczyć o ambitne cele. to potrzebuje lepszej klasy środkowego pomocnika. Na plus Pietrowski może zapisać sobie ładną bramkę strzeloną Zagłębiu Lubin, dzięki której swoją karierę w Lechii, co prawda na krótko, przedłużył trener Tomasz Kafarski. I chyba lepiej, by Pietrowski w pamięci kibiców właśnie tę bramką, być może kluczową jeśli chodzi o utrzymanie Lechii w ekstraklasie. Czy Pietrowski zostanie w Lechii na wiosnę? Wielce prawdopodobne, że tak, choć raczej w charakterze zmiennika.

Abdou Razack Traore - Jesień 2011 była dla Traore syndromem spadającej gwiazdy. Najlepszy piłkarz biało-zielonych w minionym sezonie, bardzo szybko zapragnął zamienić Lechię na bardziej prestiżowy klub. Gdy ta sztuka mu się nie udała, chcąc nie chcąc musiał grać w Lechii. Choć ta gra na początku sezonu bardziej przypominała jej udawanie, niż rzeczywistą walkę na boisku. Później doszła kontuzja, przez którą Traore stracił niemal pół rundy. Gdy już wrócił, zmienił się o 180 stopni. Znów był waleczny, czasem zdarzyło mu się błysnąć swoim technicznym geniuszem, jako jedyny ciągnął za uszy grę całego zespołu. Bardziej zależało mu chyba jednak, by odbudować swój nadszarpnięty nieco wizerunek i znów wzbudzić zainteresowanie zachodnich klubów. Szansą na odpowiednie wypromowanie się Traore będzie miał na Pucharze Narodów Afryki. Jeśli tam mu się nie powiedzie, pozostaje jeszcze opcja rosyjska. Klub na razie czeka na oferty i jeśli zgłosi się chętny z grubym portfelem, to Lechia będzie wreszcie mogła uwolnić Traore. I chyba z pożytkiem dla obu stron. Wiadomo, że z niewolnika nie ma pracownika, a i sam piłkarz mógłby osiągnąć znacznie więcej w lepszym niż Lechia klubie.

Paweł Nowak - Tak jak w przypadku innych zawodników, Nowak znacznie obniżył loty w rundzie jesiennej. Kreator gry ofensywnej Lechii, mający w swoim wachlarzu wiele niekonwencjonalnych zagrań, na boisku często wyglądał, jak zagubiony chłopiec. I tak jak w zeszłym sezonie mało kto umiał sobie wyobrazić środek pola Lechii bez Nowaka, tak teraz ciężko znaleźć takiego, kto wskazałby na doświadczonego pomocnika, jako ważne ogniwo drużyny. Widać było wyraźnie, że brakuje mu pomysłów na ułożenie gry Lechii, a gdy już ten pomysł się pojawił, to często brakowało sposobów na jego realizację. No i ta nieszczęsna "asysta" przy bramce Grzegorza Rasiaka w ostatnim meczu z Jagiellonią. Choć Nowak na pewno ma ambicje, by znów grać pierwsze skrzypce w zespole, to nie wiadomo, czy znajdzie się dyrygent, który powierzy mu tę rolę. A może czas na zmianę orkiestry?

Łukasz Surma - Właściwie można o kapitanie Lechii napisać to samo, co przy Pawle Nowaku. Niby starał się, walczył, szarpał, strzelał. ale jakoś bez efektów. Nie tak pewny w defensywie, choć tu akurat nie można mieć większych zastrzeżeń. O Lechii mówiło się, że gra tak jak Łukasz Surma. W tym sezonie ta teza również znalazła swoje potwierdzenie. A że Surma grał co najwyżej przeciętnie, tak też prezentował się cały zespół. Surmę warto jednak zatrzymać w Lechii, bo mimo słabszej formy, swoją ambicją i doświadczeniem wciąż jest w stanie być świetnym defensywnym pomocnikiem. Może też wiele nauczyć swoich młodszych kolegów i być "przedłużeniem" ręki trenera Janasa na boisku.

Marko Bajić - Wielki nieobecny. Kontuzja odniesiona jeszcze w końcówce ubiegłego sezonu uniemożliwiła mu grę w całej rundzie jesiennej. A jego obecność na boisku z pewnością by się Lechii przydała. Jeśli solidnie przepracuje zimę i wróci do dobrej formy fizycznej i sportowej, może być cenną alternatywą przy obsadzie środkowej linii gdańskiego zespołu.

Mateusz Machaj - Transferowy strzał w dziesiątkę. Kolejny młody, zdolny, który dotychczas błąkał się na boiskach III ligi. Jesienią udowodnił, że jego miejsce jest w ekstraklasie. Bez kompleksów stał się pierwszoplanową postacią drugiej linii Lechii. Widać, że myśli na boisku, ma zmysł taktyczny i talent do wyszukiwania takich rozwiązań, których przeciwnik nie będzie w stanie rozszyfrować. Plus bardzo dobra technika i umiejętność posłania dokładnej piłki na kilkadziesiąt metrów. To niby nic wielkiego, a w polskiej ekstraklasie to niestety rzadkość. No i potężny "młotek" w nodze, z którego skorzystał w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Gol strzelony zabrzanom to najpiękniejsza bramka Lechii w tej rundzie. Szkoda, ze jedyna, bo drugą połówkę rundy Machaj stracił przez kontuzję. Oby tylko nie zahamowała ona piłkarskiego rozwoju Machaja i nie odbiła się na jego grze wiosną. Jeśli Machaj zdoła odzyskać dyspozycję z początku sezonu, będzie bardzo mocną kartą w talii Pawła Janasa.

Kamil Poźniak - Patrząc na wyczyny Poźniaka w Lechii i grę Pawła Buzały w GKS Bełchatów, wielu kibiców zachodzi w głowę, kto wpadł na pomysł wymiany zawodników między oboma klubami. Poźniak zupełnie nie pokazuje tego, czym wyróżniał się grając w Bełchatowie. Jeśli już pojawiał się na boisku, a zdarzało się to naprawdę rzadko, był kompletnie bezproduktywny. Na moment został nawet zesłany do III-ligowych rezerw, jednak ta przymusowa resocjalizacja niewiele pomogła. Kiepską formę Poźniaka ilustruje nawet fakt, że nie stawiał na niego trener Ulatowski, choć przecież obaj współpracowali swego czasu w Bełchatowie. Jeśli Lechii uda się wytransferować Poźniaka do innego klubu, być może uda jej się wyjść na zero. I to i tak będzie można uznać za sukces, bo jego dalsza gra, a właściwie przesiadywanie na ławce rezerwowych, mija się z celem. Zarówno dla drużyny, jak i samego piłkarza.



Piotr Wiśniewski - Najlepszy strzelec Lechii. Sęk w tym, że z tylko dwiema bramkami, w tym jedną z karnego. Już to zdanie obrazuje słabiznę w ataku Lechii. A przecież Wiśniewski bramek mógł zdobyć znacznie więcej. Gdyby tylko popracował nieco nad celownikiem, mógłby być snajperem nie gorszym od chociażby Dudu Bitona czy Edgara Caniego. Wiśniewski ma zadatki na lisa pola karnego, mógłby jednak nieco powściągnąć swoją niechęć do podawania piłki kolegom. Powinien również być ustawionym w takim miejscu na boisku, gdzie czułby się najlepiej. Ale to już głowa trenera, który jeśli dobrze wykorzysta potencjał Wiśniewskiego, może dzięki temu zawodnikowi sporo zyskać. Również Wiśniewski musi wznieść się na wyżyny. Pracuje wszak na nowy kontrakt, który wygasa po zakończeniu sezonu. A z taką grą, jak w rundzie jesiennej, na nową umowę raczej nie zasłuży.

Ivans Lukjanovs - Średnia zdobywanych bramek przez Lukjanovsa to dwa gole w sezonie. Czyli Łotysz w rundzie jesiennej już wyrobił 50%. Jeśli do siatki rywali wiosną trafi więcej niż raz, to będzie to nie lada wyczyn. Bo chyba trzeba w końcu skończyć z mitem, że Lukjanovs to typowy środkowy napastnik, umiejący strzelać gole. Owszem, to pożyteczny piłkarz w grze ofensywnej, który sprintem minie rywala, jako tako dośrodkuje, ale żeby zdobywać po kilka bramek w sezonie? Co to, to nie. Mimo tych mankamentów Lukjanovs był jesienią jedną z jaśniejszych postaci w Lechii. Czy wiosną będzie podobnie? Przed Łotyszem wiele pracy, bo Lukjanovs musi szybko nadrobić stracone przez kontuzję 7 tygodni. Kibice ściskają kciuki, by "Wania" szybko wrócił do formy i znów cieszył ich swoją dobrą grą. Na powrót do formy Lukjanovsa liczą także w Poznaniu, bo wróbelki ćwierkają, że Lech chętnie widziałby Łotysza przy Bułgarskiej. Wszak Wielkopolska to dobry region dla Łotyszy. Wystarczy spojrzeć na Artioma Rudniewa.

Aleksandr Sazankow - Kontuzja. I wszystko jasne.

Fred Benson - Sprowadzony w miejsce Bediego Buvala holenderski "snajper" pod względem boiskowego lenistwa Francuza pobił na głowę. Zaczął co prawda nieźle - od strzelenia gola w meczu z Cracovią... i uznał widocznie, że tyle wystarczy. Wszak przeszedł do klubowych annałów jako strzelec historycznej, bo pierwszej bramki na PGE Arenie. Mógł co prawda pokusić się o jeszcze jedno trafienie - w spotkaniu z Zagłębiem, ale było to już chyba ponad jego siły. Patrząc na grę Bensona, wielu kibiców z niedowierzaniem zastanawiało się, jak ten piłkarz strzelił w II lidze holenderskiej 17 bramek w 31 meczach. Powtórzenie tego wyczynu w barwach Lechii będzie niemożliwe, bo Benson raczej nie powinien długa zagrzać w Gdańsku. Aż chciałoby się powiedzieć "Bedi wróć...".

Josip Tadić - Czym tak zauroczył trenera Tomasza Kafarskiego, że ten wytypował go jako kandydata do gry w Lechii już w maju, to pozostanie słodką tajemnicą byłego szkoleniowca biało-zielonych. Ostatecznie Tadić zjawił się w Gdańsku 31 sierpnia, jako transfer "last minute". I z każdą chwilą, w której Chorwat przebywał na boisku, udowadniał że powinna to być jego "last minute". Po jego debiutanckim występie przeciwko Górnikowi Zabrze, można było łudzić się, że Tadić będzie wreszcie tym wyśnionym skutecznym napastnikiem, ale już w kolejnych dał dowód swojemu strzeleckiemu antytalentowi. Z bilansem 0 goli i 1 asysty w 11 meczach powinien być pierwszym, któremu Lechia podziękuje za dalszą współpracę

Tomasz Dawidowski - Można o nim powiedzieć wszystko. Że ambitny, że walczy, że się stara, że wychowanek, że lechista z krwi i kości, ale na pewno nie można powiedzieć, że w tej rundzie zagrał dobrze. Miał problemy niemal z każdym elementem piłkarskiego fachu - od przyjęcia piłki, po skuteczny drybling i strzał. A tego przecież powinno się wymagać od tak doświadczonego napastnika. I rzecz jasna strzelania bramke, których Dawidowski jesienią zdobył tyle, ile każdy przeciętny kibic przychodzący oglądać jego "popisy" na PGE Arenie, czyli 0. Swoimi występami w rundzie jesiennej, chyba przekreślił swoje szanse na dalszą grę w biało-zielonych barwach, ale może odżyje przy swoim starym trenerze. A to już chyba dla niego ostatnia deska ratunku.