Na czym polega wojna domowa w Lechii Gdańsk. Kto jest kim? I czego żąda?

Walne zgromadzenie akcjonariuszy Lechii S.A., które odbędzie się w czwartek, zapowiada się gorąco. Grupa akcjonariuszy mniejszościowych podejmie próbę utrącenia władz klubu, choć ich wotum nieufności ma być przede wszystkim zwróceniem uwagi na to, że w klubie dzieje się źle.
Opozycja wobec zarządu klubu (prezes Maciej Turnowiecki, wiceprezes Bogdan Magnowski i członek zarządu Paweł Bartosiewicz) oraz dyrektora generalnego, a także prezesa spółki Lechia-Operator Błażeja Jenka, nasila się z każdym tygodniem. Spośród 45 akcjonariuszy mniejszościowych jest w niej ok. 30 osób, a liczba ta cały czas rośnie. Większość z nich to ludzie, którzy odbudowywali Lechię po największym tąpnięciu w historii klubu. Miało ono miejsce w 2001 r., kiedy po serii nieudanych fuzji (Lechia/Olimpia, Lechia/Polonia) w klubie bieda aż piszczała i wszystko chyliło się ku upadkowi. Grupa zapaleńców, którym leżało na sercu dobro klubu, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i jako Ośrodek Szkolenia Piłkarskiego Lechia Gdańsk (kontynuator tradycji BKS Lechia) zaczęła na nowo pisać historię biało-zielonych. Zespół zaczął od piłkarskiego czyśćca, czyli A klasy (szóstka klasa rozgrywkowa) i rok po roku piął się w górę ligowej hierarchii. Na początku budżet klubu wynosił ok. 180 tys. zł rocznie, dziś - 28 mln zł. To pokazuje jak długą drogę przebyła Lechia przez ostatnie 10 lat.



Kiedy w 2009 r. została powołana spółka akcyjna Lechia, członkowie OSP Lechia zostali akcjonariuszami mniejszościowymi, tzw. strażnikami pieczęci (mają oni prawo wieczystego strzeżenia tożsamości Lechii, bez ich głosów nie jest możliwa zmiana nazwy, herbu czy siedziby klubu). Nabyli oni akcje serii A o wartości nominalnej 500 tys. zł.

Właścicielem większościowych akcji serii B (wartość milion złotych) jest Wrocławskie Centrum Finansowe kontrolowane przez Andrzeja Kuchara. Przedstawicielem strażników pieczęci w zarządzie klubu został Turnowiecki, ostatni prezes OSP i obecny Lechii S.A. Ich człowiekiem był również Jenek, jeden z tych, którzy odbudowywali Lechię na początku XX w. Teraz obaj stracili jednak zaufanie akcjonariuszy mniejszościowych i ci zamierzają na walnym zgromadzeniu zgłosić wniosek o wotum nieufności wobec zarządu oraz dyrektora klubu.

- Powodem złożenia naszego wniosku jest nieudolne zarządzanie spółką, brak marketingu, brak dobrego szkolenia młodzieży oraz widmo spadku drużyny do I ligi - podkreśla jeden z akcjonariuszy mniejszościowych - W klubie kuleje organizacja, np. w dziale marketingu zatrudnionych jest zbyt mało ludzi, na dodatek oni się właściwie przyuczają do zawodu. Zaprzepaszczony został również moment przejścia na nowy stadion, zamiast przyciągnąć nowych kibiców Lechia wręcz ich traci. Wiele zastrzeżeń mamy też do działalności spółki Lechia-Operator. To niej jest osobista uraza do prezesa czy dyrektora, wiemy, że mają oni biało-zielone serca i chcą dla Lechii jak najlepiej. Po prostu przerosła ich rola i według nas czas na zmiany - dodaje nasz rozmówca.

Już wiadomo, że buntownicy przy składaniu wniosku natrafią na problemy natury formalno-prawnej. Otóż taki wniosek powinien być złożony na ręce przewodniczącego Rady Nadzorczej (Piotra Kuriaty) na 14 dni przed walnym zgromadzeniem. Tymczasem akcjonariusze mniejszościowi nie dotrzymali tego terminu. Inna sprawa, że o dacie walnego zgromadzenia zostali poinformowani w ostatniej chwili, tuż przed świętami Bożego Narodzenia i w tym gorącym okresie nie zdążyli zgłosić wniosku (żeby był respektowany musiałby być wysłany najpóźniej 23 grudnia). W tej sytuacji, aby wniosek o wotum nieufności wszedł do porządku obrad, muszą się na to zgodzić wszyscy akcjonariusze.

- Tak pewnie się nie stanie, ale nasza grupa i tak złoży wniosek, podpisany imieniem i nazwiskiem każdego z nas, co będzie podstawą do zwołania nadzwyczajnego walnego zgromadzenia. A w czwartek naszym głosem sprzeciwu będzie brak absolutorium dla zarządu - tłumaczy jeden z akcjonariuszy mniejszościowych. Jeszcze anonimowo. - Do ostatniej chwili nie chcemy się ujawniać na łamach prasy - zaznacza.

Ich kandydatem na nowego prezesa ma być Dariusz Krawczyk, człowiek od lat związany z Lechią, kiedyś jej sponsor, wiceprezes oraz członek rady nadzorczej. Krawczyk jednak nie zdecydował jeszcze czy przyjmie tę propozycję.

Jaki może być finał walnego zgromadzenia? Póki co zmian nie należy się spodziewać, choć niewykluczony jest również scenariusz, że Kuchar poświęci Turnowieckiego lub Jenka dla uspokojenia sytuacji wokół klubu. Akcjonariusze mniejszościowi są bowiem bardzo zdeterminowani, dopuszczają nawet tak radykalne środki, jak protest kibiców, podobny do tego, który miał miejsce na początku poprzedniego sezonu. A to byłoby dla klubu katastrofą.