Apel do piłkarzy Lechii Gdańsk: Musicie uratować ekstraklasę!

Panowie, współczuję wam. Oto na wasze barki spada wielka odpowiedzialność za przyszłość piłki w Gdańsku. Wy - jedni prędzej, inni później - w końcu stąd wyjedziecie. Kibice zostaną. Oby nie z I ligą - pisze Grzegorz Kubicki z trojmiasto.sport.pl
W sobotę, meczem z Cracovią, zaczniecie bój o utrzymanie w ekstraklasie. Bój, bo oglądając waszą grę jesienią trudno uwierzyć, że nagle z uśmiechem na ustach zaczniecie wygrywać mecz za meczem i już na kilka tygodni przed końcem ligi będziecie mogli powiedzieć - zadanie wykonane, ekstraklasa zostaje w Gdańsku. Nastawiam się raczej na dramatyczną walkę, oby nie do ostatniej kolejki.

Długo wydawało się, że największym problemem Lechii jest trener Tomasz Kafarski. W końcu został zwolniony, ale przyszedł (na krótko) Rafał Ulatowski i nic. Zero poprawy. Obawiam się zatem, że główną bolączką jesteście wy - piłkarze. Nie oszukujmy się. Pięknie grająca Lechia z jesieni 2010 r. nie była prawdziwym obrazem waszych możliwości. A przynajmniej trudno w to uwierzyć po tym, co zafundowaliście kibicom w całym 2011 r. Bo wy nie gracie słabo tylko od kilku miesięcy obecnego sezonu.



Johann Wolfgang Goethe napisał kiedyś, że "potykając się można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się". Przed rozpoczynającą się rundą wiosenną powinniście wziąć sobie te słowa do serca. Wy potknięć mieliście już sporo. I pewnie nadal będziecie je mieć. Ale wierzę w waszą determinację, zacięcie i walkę o każdą piłkę. W to, że nie upadniecie. Bo liga polska jest na tyle słaba, że nawet piłkarz pozbawiony talentu Messiego, ambicją i wolą walki może zrobić wiele. A przynajmniej - utrzymać swój zespół w ekstraklasie.

W tym sezonie ciąży na was wyjątkowa presja. Odkąd przenieśliście się na PGE Arenę, dźwigacie ciężar nie tylko odpowiedzialności za wynik, ale również nieustannych zestawień waszej gry ze stadionem. A te wypadają na razie żałośnie. Bo stadion jest piękny, a wasza gra - koszmarna. Już po pierwszym meczu z Cracovią, na otwarcie PGE Areny pisałem, że taka Lechia nie jest godna gry na takim stadionie. I choć chciałbym się mylić, każdy kolejny mecz tylko mnie w tym utwierdzał.

Ale koniec łajania i narzekań. Spróbujmy zapomnieć o fatalnej jesieni i całym 2011 r. Rozpocznijmy nowy rozdział, w którym celem minimum jest zdobycie takiej samej liczby punktów, co Bełchatów, ŁKS, Cracovia i Zagłębie, które w tabeli są za wami. Bo to da utrzymanie. Choć już wiele razy w tym sezonie obiecywaliście przełom, ofiarność i zaangażowanie, i za każdym razem były to puste słowa, zaufam wam po raz kolejny. Tak, jak bezgranicznie ufają wam kibice, którzy - mam nadzieję - także wiosną będą pracować na to, żebyście grali na oczach najliczniejszej publiczności w kraju. Oni na pewno nie wyobrażają sobie sytuacji, kiedy w przyszłym sezonie przyjdą na PGE Arenę dopingować was w meczach z Niecieczą, Stróżami i Ząbkami. Oni chcą Legię, Wisłę i Lecha.

Na koniec chciałem napisać, że przed wami ciężka praca, ale wczoraj kolega uświadomił mi, że runda wiosenna potrwa zaledwie 80 dni. A potem znowu macie wakacje. Tylko od was zależy, w jakich nastrojach na nie pojedziecie. Oczywiście, jeśli ma to dla was jakiekolwiek znaczenie.