Lechia Gdańsk w meczu z Cracovią: przeciętnie, ale i tak powyżej oczekiwań

Lechia nie zagrała wielkiego meczu, ale jest kilka jaskółek, które może wiosny nie czynią, ale pozwalają z odrobiną optymizmu spojrzeć na dalszą część, nomen omen, wiosennej rundy - uważa Tomasz Osowski z Trojmiasto.sport.pl.
Przed pierwszym wiosennym meczem Lechii Gdańsk z Cracovią obawiałem się najgorszego. Czyli porażki w kiepskim stylu, która w kontekście walki o utrzymanie z miejsca ustawiłaby biało-zielonych w bardzo nieprzyjemnej sytuacji (i tak nie jest ona komfortowa, ale po remisie w Krakowie jakiś minimalny margines błędu pozostał). Tymczasem zespół Pawła Janasa zagrał powyżej moich oczekiwań, fakt, że na skutek wszystkiego, co dzieje się w klubie od początku sezonu, bardzo, bardzo zaniżonych.

Oczywiście, Lechia nie zagrała wielkiego meczu, ale jest kilka jaskółek, które może wiosny nie czynią, ale pozwalają z odrobiną optymizmu spojrzeć na dalszą część, nomen omen, wiosennej rundy.

Najbardziej cieszę się z dwóch rzeczy. Przede wszystkim z ogromnej determinacji piłkarzy, którzy zostawili na boisku bardzo dużo zdrowia - w przenośni i dosłownie (patrz rozbite głowy Łukasza Surmy oraz Luki Vucko ). Większość piłkarzy nie tylko dała z siebie wszystko, ale jeszcze, mówiąc potocznie, "pociągnęło z wątroby". Wyraźny to znak, że zespół zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Żarty się skończyły, tu idzie walka o przyszłość klubu, spadek z ekstraklasy oznaczałby katastrofę.



Ale jeszcze bardziej raduje mnie fakt, że zawodnicy Lechii znów próbują grać w piłkę, że znów starają się konstruować akcję złożone z kilku, kilkunastu podań. Na razie wygląda to trochę nieporadnie, ale nie może być inaczej. Lechia jest jak człowiek, który po skomplikowanym złamaniu nogi po długiej przerwie znów próbuje stawiać pierwsze kroki. Od czasu do czasu się potknie, nawet przewróci, ale idzie dalej, z każdym krokiem nabierając pewności. Mam nadzieję, że podobnie będzie z biało-zielonymi i już w piątkowym meczu z ŁKS Łódź zobaczymy lepszą Lechię.

Oczywiście te wszystkie obserwacje poczynione zostały na tle beznadziejnej Cracovii, która w pierwszej wiosennej kolejce zaprezentowała się chyba najsłabiej ze wszystkich zespołów. Szkoda, że biało-zieloni nie potrafili wykorzystać jej słabości w bezpośrednim meczu (zadecydowały dwa indywidualne błędy w końcówce spotkania), ale z dużym prawdopodobieństwem założyć można, że w kolejnych meczach zrobią to inni. A to również byłby dla Lechii dobra informacja, gdyż każda strata punktów przez Cracovię jest w Gdańsku mile widziana.

Niestety nastały takie czasy, że Lechia musi też oglądać się na innych. W weekend kibiców biało-zielonych ucieszyła porażka ŁKS z Polonią Warszawa, zmartwiło zwycięstwo Górnika Zabrze z Legią Warszawa, zaniepokoił remis, a zwłaszcza niezła gra Zagłębia Lubin z Wisłą Kraków. I tak do końca sezonu. Najpierw patrzymy na grę Lechii, potem sprawdzamy wyniki rywali. Tak to już jest, kiedy zespół zaplącze się w dolnych rejonach tabeli.