Oceniamy piłkarzy Lechii Gdańsk po pechowym remisie w Zabrzu

Lechia Gdańsk zremisowała z Górnikiem Zabrze 2:2 mimo że po pierwszej połowie prowadziła dwiema bramkami. Zwycięstwo umknęło gdańszczanom w ostatnich minutach meczu. Nie znaczy to jednak, że za występ w Zabrzu nie należą się im pochwały.
Wojciech Pawłowski. Obronił to co miał obronić, wpuścił to co miał wpuścić. Błysnął raz, kiedy przy strzale Aleksandra Kwieka z rzutu wolnego popisał się efektowną robinsonadą, choć na pewno nie była to najtrudniejsza interwencja w jego dotychczasowej karierze.

Marcin Pietrowski. Wyglądał na człowieka, który przez cały mecz powtarzał sobie w myślach: "tylko nie zrób babola, tylko nie zrób babola". Zaklęcia przyniosły skutek, bo Pietrowski rzeczywiście żadnego wielkiego błędu nie popełnił. I to chyba na zastępstwie Deleu było najważniejsze.

Krzysztof Bąk. Zdecydowanie najlepszy z czwórki stoperów, którzy mieli okazję zaprezentować się tej wiosny w barwach Lechii, choć defensywie biało-zielonych wciąż bardzo daleko do monolitu. W pierwszej połowie grał niemal bezbłędnie, dodatkowo to on rozpoczął długim podaniem do Traore bramkową akcję na 1:0. Po przerwie gra obronna mocno się posypała, za co winę ponosi jednak cały zespół, a nie tylko czwórka defensorów.

Rafał Janicki. Przez długi czas wydawało się, że będzie to w miarę przyzwoity występ młodego obrońcy Lechii, ale czar prysł w 78 minucie. To on zupełnie odpuścił krycie Nakoulmy przy bramce na 2:2. Chyba przyda mu się odpoczynek od gry.

Jakub Wilk. Jego postawa wciąż nie przekonuje, ale po "odstrzeleniu" przez trenera Janasa Andriuskeviciusa, nie ma na lewej obronie żadnej alternatywy. W defensywie niepewny, w akcjach zaczepnych chaotyczny. Plus za ofiarną interwencję przy strzale Olkowskiego z kilku metrów.

Łukasz Surma. Świetny występ kapitana, a właściwie generała Lechii. Znakomicie rozłożył w tym meczu akcenty defensywne i ofensywne, oprócz tradycyjnej orki na całym boisku zdobył się również na kilka fajerwerków. Szkoda, że odpalił je tylko w pierwszej połowie.

Zgadzasz się z naszymi ocenami? - dołącz do nas na Fejsie i wyraź swoje zdanie! »


Levon Hajrapetjan. Gra w środku pola nie jest dla niego codziennością, ale ze swoich zadań wywiązał się poprawnie. W destrukcji nie ustępował Surmie, choć czasami miał problemy z odpowiednim "zagospodarowaniem" odzyskanej piłki. Potrzebna mu jeszcze niezbędna praktyka, ale zadatki na dobrego środkowego pomocnika ma.

Ivans Lukjanovs. Kolejny słaby występ Łotysza i nie zmieni tej oceny przytomna asysta przy golu Surmy. Gdzież podziała się jego radosna lekkość bytu, kiedy w sposób niezrozumiały nawet dla siebie, potrafił siać spustoszenie w obronie rywali? Zamiast tańczyć z obrońcami Górnika "Wania" walczył sam ze sobą i niestety ten pojedynek przegrał.

Jakub Kosecki. Ależ ten chłopak ma wigor, takiego szybkościowca w Lechii nie było już dawno. Czasami brakuje mu trochę kilogramów w nierównej walce z przeważającymi siłami wroga, ale nadrabia to wrodzoną dynamiką i niesamowitą zawziętością. Kilka razy wręcz ośmieszył klocowatych obrońców Górnika, to jego ambicja zaowocowała akcją, po której padła druga bramka. Będzie z niego pociecha, szkoda, że tylko przez dwa miesiące.

Abdou Razack Traore. Znów zachciało mu się chcieć. Ciekawe czy wpływ miała na to szczera rozmowa z trenerem Janasem, którą odbył w tygodniu poprzedzającym mecz czy może jednak na trybunach w Zabrzu zasiedli menedżerowie zachodnich klubów? Złośliwości na bok, gwiazdor Lechii rozegrał dobry mecz i w kilku momentach przypominał "tamtego" Traore. Co prawda nie ustrzegł się kilku irytujących strat, ale dwa Oskary za mecz z Górnikiem mu się należą: za scenariusz (przy pierwszej bramce) oraz rolę pierwszoplanową (przy drugiej).

Piotr Grzelczak. Jego występ w Zabrzu sponsorowało słowo "ślamazarność". Spowalniał niemal każdą akcję, a w całym meczu miał dwa naprawdę udane zagrania: asystę przy golu Traore oraz prostopadłe podanie do Koseckiego w drugiej połowie. Całą resztę, a szczególnie sposób w jaki spartaczył sytuację sam na sam z bramkarzem Górnika lepiej przemilczeć.

Piotr Wiśniewski, Sergejs Kożans, Marko Bajić - grali zbyt krótko.