Piotr Grzelczak z Lechii Gdańsk: Nie jestem z siebie zadowolony

Piotr Grzelczak miał być lekarstwem na mizerną ofensywę Lechii Gdańsk. Na razie jednak środkowemu napastnikowi biało-zielonych nie udało się trafić do siatki rywali. - Czekam na swoją pierwszą bramkę w Lechii, i jeśli tak się stanie, to później będzie łatwiej o kolejne trafienia - mówi Grzelczak
Grzelczak jako skuteczny strzelec dał siebie poznać w zeszłym sezonie ekstraklasy. W barwach Widzewa Łódź zdobył 8 goli w 26 meczach. Jak sam przyznaje, zawdzięcza to w dużej mierze ówczesnemu trenerowi łodzian Czesławowi Michniewiczowi. - Stwierdził, że nie będzie mi robił krzywdy i nie będzie wystawiał na lewej pomocy. Według niego byłem środkowym napastnikiem. I w pięciu meczach na tej pozycji strzeliłem pięć goli - mówi Grzelczak na łamach klubowej gazety biało-zielonych "Lechista". W Gdańsku również ustawiany jest na tej pozycji przez trenera Lechii Pawła Janasa, który był głównym orędownikiem sprowadzenia tego piłkarza do drużyny biało-zielonych. Obaj znają się przecież jeszcze z czasów, gdy były selekcjoner reprezentacji Polski był szkoleniowcem Widzewa. - Sporo zawdzięczam trenerowi Janasowi, dlatego fakt, że pracuje obecnie w Lechii, ułatwił mi decyzję o zmianie otoczenia. A łatwa nie była. Związałem się mocno z Widzewem, w Łodzi zostawiłem rodzinę i wielu przyjaciół. Mam sporo rodzeństwa i dzięki pieniądzom zarabianym na boisku, pomagam im jak tylko mogę. Nasze więzy są bardzo silne. Z drugiej strony chciałem spróbować czegoś nowego. Dlatego cieszę się, że jestem w Gdańsku - przyznaje napastnik Lechii.



Na razie jednak Grzelczak nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości w nowej drużynie. Duży wpływ ma na to fakt, że Grzelczak nie przepracował z gdańskim zespołem okresu przygotowawczego i do drużyny dołączył tuż przed samym startem rundy wiosennej. - W Lechii brakuje mi jeszcze zgrania. Z pewnością lepiej oceniam w swoim wykonaniu występ przeciwko Cracovii. Z ŁKS i Wisłą zagrałem słabiej, podobnie jak cały zespół. W Zabrzu było już lepiej. Szkoda, że nie udało nam się tam wygrać. Słowem, nie jestem z siebie zadowolony, ale liczę, że humor poprawi się już po poniedziałkowym meczu z Koroną Kielce - przyznaje optymistycznie Grzelczak.