Kapitan Lechii Gdańsk Łukasz Surma: Ja sam nie kupiłbym biletu na nasze mecze

- Są mecze, gdy jesteśmy jak śpiący rycerze i wtedy trzeba uderzyć pięścią w stół. Ale są i takie, jak przeciwko Wiśle, że jesteśmy po prostu słabsi. Wtedy nie wejdziesz i nie zje... wszystkich, bo byłoby to śmieszne - mówi w rozmowie z ?Przeglądem Sportowym? kapitan Lechii Gdańsk Łukasz Surma. W poniedziałek o godz. 18.30 biało-zieloni zmierzą się na PGE Arenie z Koroną Kielce.
Surma w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" mówi m.in. o swojej roli jako lidera Lechii.

- Raz wychodzi to lepiej, raz gorzej. Gorzej wtedy, gdy emocje mnie ponoszą. Jak ostatnio w meczu z Górnikiem Zabrze. Prowadziliśmy 2:0 i zamiast zachować spokój, emocje wzięły górę nad rozsądkiem, zacząłem być nerwowy. Czułem, że udziela się to drużynie i skończyło się remisem 2:2. Co mówię drużynie, kiedy idzie nam źle? Zależy. Są mecze, gdy jesteśmy jak śpiący rycerze i wtedy trzeba uderzyć pięścią w stół. Ale są i takie, jak przeciwko Wiśle, że jesteśmy po prostu słabsi. Wtedy nie wejdziesz i nie zje... wszystkich, bo byłoby to śmieszne.

Surma dodaje: - W tej chwili bardziej przypominamy śpiących rycerzy, jesteśmy zablokowani. Ogień w nas siedzi, serca są chętne i gotowe do gry, ale blokada jest mocniejsza, niż myśleliśmy. Ale ja nie lubię tłumaczyć siebie i drużyny, używając słów: mentalność, głowa, stres. Naczynia są połączone - jak nie czujesz się pewnie pod względem piłkarskim, przekłada się to na nerwowość.



- Mamy spotkania z psycholog [Milena Lachowicz]. Sam nawet zgłosiłem jej problem, bodaj po meczu z Jagiellonią [przegrany przez Lechię 0:1 na PGE Arenie]. Powiedziałem, że mam wszystkiego dość. Że nie mam siły walczyć. Milena podtrzymała mnie na duchu. Powiedziała, że tak sobie tylko staram wmówić, że się nie nadaję, ale w głębi duszy sam się z tym nie zgadzam. I tym mi pomogła. W momentach największych kryzysów próbowaliśmy też skrzyknąć się poza klubem, ale to nie pomogło, bo w takich rozmowach każdy ma swoje zdanie i trudno jeden wniosek wyciągnąć. Potrzebny jest lider, najlepiej trener. I kapitan, który mu pomaga - tłumaczy Surma.

Kapitan Lechii zdaje sobie sprawę, że gra zespołu nie może zadowolić kibiców, a ich gra zupełnie nie pasuje do pięknej PGE Areny, na której grają.

- W poprzedniej rundzie na mecz Lechii bilety sam bym nie kupił. Na tym kolosalnym stadionie nie było czego oglądać. Śmieję się, że dwa lata wcześniej graliśmy tak jak mało kto w lidze, to teraz wszystko się zrównoważyło. Można nawet powiedzieć, że forma została na starym stadionie. Spadek byłby dla Lechii katastrofą, ale trzeba to też brać pod uwagę. Kiedyś mi się wymknęło głupie zdanie, że walczymy o... spadek. Przez lata grały w lidze drużyny, które prezentowały się fatalnie i ciułały punkty tylko po to, by się utrzymać. Ale klub nie szedł do przodu. My nie możemy patrzeć, by tylko uciułać punkty, bo tak myśląc, nie widzę dla nas przyszłości - przyznaje piłkarz.

Na pytanie czy w Lechii brakuje piłkarzy z charakterem, kapitan Lechii odpowiada: - Rafał Ulatowski [poprzedni trener Lechii] twierdzi, że nie, ale ja kompletnie się z tym nie zgadzam. Powiedział to na podstawie czterech meczów? Niestety, w Polsce myli się mocne charaktery z wyrazistością. Dziennikarzom się to myli, że jak ktoś krzyczy, nie zgadza się, robi wojnę wokół siebie, to jest kozakiem. Dla mnie kozakiem jest ten, kto zaciśnie zęby, nawet gdy jest wściekły i zapieprza - zaznacza kapitan Lechii.

A co sądzi o poniedziałkowym rywalu Koronie?

- Jak czytam wypowiedzi, że Korona wygrywa charakterem, to śmiać mi się chce. Gdyby fizycznie nie byli dobrze przygotowani, charakter by nic nie dał. Charakterem to można wyjść na 10 minut i próbować szczęścia. Ile jest u zawodników Korony przygotowania fizycznego, a ile charakteru? Moim zdaniem więcej tego pierwszego.

Pełną treść wywiadu z Łukaszem Surmą znajdziesz w Przeglądzie Sportowym