Po napadzie kiboli Arki Gdynia w Liniewie. "Porachunki kibiców? To tylko pretekst"

Ojciec ucznia pobitego przez kiboli Arki Gdynia w drodze na mecz Lechii Gdańsk: - Porachunki kibiców? Bzdura. Nazwy klubów to był tylko pretekst
Wyobraź sobie: dzieci z podstawówki i gimnazjum przychodzą na miejsce zbiórki przed szkolną wycieczką. Nieopodal, w ukryciu czai się kilkunastu "byczków" w wieku 17-20 lat. Większość jest w dresach; za chwilę nałożą na głowy kominiarki, naciągną kaptury i ruszą do ataku. Przyjechali samochodami, z gotowym planem - tablice rejestracyjne aut są zaklejone papierem, żeby nikt nie spisał numerów.

Dzieci jest coraz więcej; i chłopcy, i dziewczynki. Przychodzą bez asysty rodziców, bo Liniewo to spokojna wieś. 12 kilometrów do Kościerzyny, 50 - do Gdańska.

Na placyku przed Gminnym Ośrodkiem Kultury są przede wszystkim 10-14-latki, kilku 15 - i 16-latków, jeden 19-latek. Stoi już pierwszy bus z panem Stanisławem jako kierowcą; drugi ma podjechać za chwilę. Jest poniedziałek, 19 marca, po lekcjach. Cel wycieczki: mecz Lechii Gdańsk z Koroną Kielce. Ale nie oszukujmy się - to nie spotkanie piłkarskie jest głównym daniem, lecz stadion, wspaniała PGE Arena.

- Dobre kilka lat temu polecieliśmy z dzieciakami na wycieczkę do Szkocji - opowiada Ryszard Łuczkiewicz, 64-latek, emerytowany dyrektor szkoły w Liniewie. - Samolot zatoczył łuk nad Glasgow i zobaczyliśmy piękny stadion, nawet nie wiem, jakiej drużyny - Celticu czy Rangersów. Pomyślałem: "Boże, jaka szkoda, że coś takiego u nas nigdy nie powstanie". Na szczęście się pomyliłem, stadion stoi, i to lepszy niż ten w Glasgow.

Łuczkiewicz był jednym z tych, którzy wpadli na pomysł, że warto uczniom pokazać PGE Arenę. Z matematykiem Gerardem Pobłockim i wuefistą Tomaszem Gierszewskim załatwili dla wszystkich darmowe bilety. Część dzieciaków przyszła w barwach biało-zielonych, bo to w końcu mecz Lechii.

Jest godzina 14.45, za kwadrans wszyscy mają być na miejscu zbiórki. Tłumek przy autobusie pana Stanisława rośnie. Właśnie podjeżdża samochodem matematyk Gerard Pobłocki.

Dzieci nagle orientują się, że szarżuje na nie stado "byczków". Te kominiarki, kaptury na głowach i okrzyki "Arka Gdynia! Arka Gdynia!". Dzieci rozbiegają się. Napastnicy dopadają najpierw 15-letniego Mateusza, który ma na sobie biało-zieloną bluzę i czapkę Lechii. Przewracają go, kopią, biją pięściami. Większość uczniów ucieka do budynku GOK. Starsi trzymają się wejściowej futryny, by nie wpuścić bandziorów do środka - tam płacz 10-latków. Właśnie w drzwiach 19-letni syn Łuczkiewicza, Michał, dostaje co najmniej pięć ciosów pięściami w głowę.

Wszystko trwa nie więcej niż kilkadziesiąt sekund.

Zamaskowane "byczki" jak na rozkaz robią odwrót. Po chwili po prostu ich już nie ma.

Był tam "Świeca"

Krew z nosa Mateusza lała się obficie. Wzięli go szybko do ubikacji, twarzą nad umywalkę, puścili wodę z kranu.

Ryszard Łuczkiewicz doszedł do placyku przed siedzibą GOK akurat w chwili, gdy tamci uciekali. Wszedł do budynku - korytarz zalany krwią, dzieci płaczą, jego syn Michał ze łzami w oczach trzyma się za głowę.

- Horror - mówi Łuczkiewicz.

- Gdy biegli, zdążyłem wysiąść z samochodu - relacjonuje Pobłocki. - Krzyknąłem: "Co się dzieje?! O co chodzi?!", a oni rozpędzeni tylko odepchnęli mnie, i pobiegli bić dzieciaki. Zupełne poczucie bezkarności.

Zadzwonili na komendę do Kościerzyny, wkrótce na miejsce dotarł radiowóz - objechał okolicę w poszukiwaniu sprawców, ale bez rezultatu. Policjanci zebrali pierwsze relacje pobitych. Sprawcy być może pozostaliby anonimowi, gdyby nie to, że dzieci rozpoznały jednego z napastników. To chłopak, który jakiś czas temu mieszkał na obrzeżach Liniewa, potem wyprowadził się do Kościerzyny. W czasie napadu nie miał nawet zamaskowanej twarzy, dzieci więc od razu wiedziały, że to był "Świeca".

- Podobno przychodził nawet tu w Liniewie, grać w piłkę na orliku, który jest w pobliżu szkoły - mówi Łuczkiewicz. - Został wyrzucony, bo nie umiał się zachować. Rzucał mięsem.

"Świeca" był więc pierwszym, którego policja wzięła w obroty. Zatrzymano kolejnych. Wkrótce znane były nazwiska dwunastu napastników. Wszyscy z Kościerzyny i okolic. Sześciu zatrzymano we wtorek, pozostałych w środę. Dziesięciu zamknięto w policyjnych izbach zatrzymań, w różnych miastach, żeby nie mieli ze sobą kontaktu. Dwaj pozostali na wolności - okazało się, że są chorzy na cukrzycę, co zdaniem lekarza wyklucza zamknięcie w celi, choć nie przeszkadzało uczestniczyć w napadzie.

Co ze szkolną wycieczką uczniów do Gdańska? Zdecydowali, że na mecz i tak pojadą. Nawet Mateusz nie zrezygnował - wsiadł do autobusu z rozbitym nosem i spuchniętymi ustami.

Radiowóz eskortował dwa autobusy do granicy powiatu. Późnym wieczorem, gdy wracali, też dostali eskortę z kościerskiej komendy.

- Mam trochę znajomych, również w mediach - mówi Ryszard Łuczkiewicz. - Jeszcze w autobusie, przez telefon komórkowy relacjonowałem, co się stało. W ten sposób dowiedzieli się o napadzie widzowie Telewizji Gdańsk. Postanowiliśmy z kolegami, że nie odpuścimy.

Lechia, Arka, Prokom, Atom, Lotos... - sportowe Trójmiasto na Facebooku! plus jeden? »


Głowy puste i pełne

Łuczkiewicz nie ukrywa, że ma sentyment do Lechii Gdańsk. Po raz pierwszy był na meczu jeszcze jako dzieciak, z ojcem, w 1956 r. Tłum kibiców na starym stadionie przy Traugutta. Nie pamięta nawet z kim grali biało-zieloni, ale było wesoło, atmosfera pikniku. Chodził na Lechię co jakiś czas, był na słynnym meczu z Juventusem, tak jak inni krzyczał "Solidarność!" i uciekał przed pałami zomowców. Z roku na rok obserwował, jak coś niedobrego dzieje się z polskim kibicowaniem. Chamstwo i agresja stały się normą. Na mecze przestał chodzić 17 lat temu. Był na Lechii z dwuletnim Michałem. Jakiś pijany kibol podniósł stalowy kubeł na śmieci i cisnął nim z korony stadionu na siedzących poniżej. Niewiarygodne zbydlęcenie. Ludzie ranni, potłuczeni. Chyba zlinczowaliby tego kibola, gdyby nie interwencja ochroniarzy.

- Pomyślałem tylko, co by było, gdyby trafił we mnie i dziecko - wspomina. - Podziękowałem więc za takie atrakcje, moja noga na Lechii więcej nie postała. Aż do teraz. Nowy stadion na Euro 2012, tyle się o nim pisze i mówi w mediach. Koniecznie chciałem to zobaczyć. Inni też chcieli, więc zorganizowaliśmy tę wycieczkę.

Jak tu nie kochać piłki nożnej? Sport, prawdziwe kibicowanie to świetne narzędzia, które pomagają wychowywać młodzież. Jako belfer z wieloletnim stażem Łuczkiewicz wie o tym świetnie. Ogromnie ucieszył się, gdy w Liniewie wybudowano orlika. Dzieciaki i dorośli w przyjaźni biegają za futbolówką, nawet dziewczęta. Każdy komuś kibicuje, niektórzy Lechii - bo Gdańsk blisko. Ale przecież nie o to chodzi. Tak jak wszędzie w Polsce siadają czasem przed telewizorami - ten kibicuje Barcelonie, tamten - Realowi, ktoś inny Manchesterowi United. Są tacy, którzy lubią Legię Warszawa albo Wisłę Kraków.

- Dlatego myślę, że ten napad nie miał nic wspólnego z piłką nożną - uważa Łuczkiewicz. - To zrobiła banda chłopaków, którzy mają kiełbie we łbie. Nie ma znaczenia, że niektórzy z nich jakoś tam identyfikują się z Arką Gdynia. Na tej samej zasadzie chłopcy z jednej wsi biją się z chłopcami z innej. Buzuje w nich agresja, niewiele im trzeba, żeby zrobić coś beznadziejnie głupiego. Napad na dzieci w głowie się nie mieści. Nasza wycieczka nie była żadną tajemnicą, wiedziało o niej od trzech tygodni 200, może nawet 300 osób.

W połowie lutego kibole Arki Gdynia poturbowali w Redzie trampkarzy Lechii i ich rodziców - bo uczestniczyli w turnieju piłkarskim dla dzieci w Redzie. Te dwie sytuacje nie mają związku?

- Bezpośredniego na pewno nie, bo to inni ludzie, inne miejsca - stwierdza matematyk Gerard Pobłocki. - Chodzi o atmosferę, jaka jest wokół sportu. Nie winiłbym klubu Arka Gdynia za to co się stało. Nie mają za co przepraszać, ale powinni w jednoznaczny sposób odciąć się od takich zachowań.

Od strony szatni

Jest jeszcze coś: w Liniewie zastanawiają się, czy wymiar sprawiedliwości poradzi sobie z tą dwunastką młodocianych bandziorów. Kara powinna być szybka i dolegliwa.

- Ale przecież wszyscy wiemy, jak funkcjonują polskie sądy - komentuje jeden z mieszkańców. - W Kościerzynie nie jest inaczej. Jeśli ta sprawa będzie się ślimaczyć miesiącami, to jaki sygnał dotrze do kiboli przed Euro 2012?

Policja swoją robotę wykonała, ale nie od razu było wiadomo w jakim kierunku to pójdzie. Przykro było słuchać pytań, które brzmiały jakby szukano okoliczności łagodzących dla młodych bandziorów. Na przykład, czy ten 15-letni Mateusz, którego tak pobili, wcześniej ich do tego nie sprowokował.

Póki co, nie wiadomo więc, jak będzie z tym dalej. Na razie zadzwonili z władz Lechii Gdańsk. Klub postanowił wynagrodzić dzieciakom z Liniewa to, co je spotkało. Uczestnicy wycieczki są zaproszeni ponownie na stadion. Będą mogli osobiście zapoznać się z piłkarzami i trenerem Pawłem Janasem, zajrzeć do szatni i przejechać się klubowym autokarem.

Nauczyciel zapytał, kto jest chętny na tę nowa wycieczkę. Zgłosili się wszyscy.