Paweł Buzała ostro o właścicielu Lechii Gdańsk: Kuchar mówi nieprawdę! [WYWIAD]

Piłkarze Lechii Gdańsk zmierzą się w piątek na wyjeździe z GKS Bełchatów, którego najlepszym strzelcem (5 goli) jest były piłkarz biało-zielonych Paweł Buzała. ?Buzi? grał w Lechii przez 4,5 roku. Z Lechii odszedł w nie do końca jasnych okolicznościach w połowie sezonu 2010/11, po świetnej w swoimi wykonaniu rundzie jesiennej.
Tomasz Osowski: Jakie były prawdziwe przyczyny pana odejścia z Lechii, w Gdańsku krążą na ten temat najróżniejsze historie.

Paweł Buzała: Nie do końca chciałbym mówić o tym na łamach prasy, mogę tylko zdementować nieprawdziwe wypowiedzi wygłoszone niegdyś w tym temacie przez pana Andrzeja Kuchara [większościowy udziałowiec Lechii]. Po pierwsze: to nieprawda, że Lechia wyrównała ofertę finansową Bełchatowa, a ja mimo tego i tak zdecydowałem się na zmianę klubu. Nie wyrównała. Po drugie: bzdurą jest jakoby moje odejście spowodowane było żalem do gdańskich kibiców, za to, że w pierwszych latach mojej gry w Lechii nie do końca akceptowali moją osobę. Gdyby to miało być przyczyną, z Lechii uciekłbym już po kilkunastu miesiącach. Nie odszedłem, wytrzymałem, bo wiem, ze kibic ma swoje prawa i może oceniać grę zawodników. Akurat w ostatnich miesiącach pobytu w Lechii moje relacje z fanami układały się bardzo dobrze, dlaczego więc z tego powodu miałbym odchodzić? Nie wiem dlaczego pan Kuchar opowiada takie rzeczy tym bardziej, że nigdy z nim nie rozmawiałem, my nawet nigdy nie uścisnęliśmy sobie dłoni.

Tak więc w tym, że klub nigdy oficjalnie pana nie pożegnał, jak chociażby w miniony weekend Mateusza Bąka i Macieja Rogalskiego, nie ma przypadku?

- Jako piłkarz Bełchatowa grałem w tym sezonie na PGE Arenie, była więc taka okazja, ale broń boże nie mam do nikogo pretensji, że nic takiego nie miało miejsca. Ja nie byłem żadną gwiazdą Lechii, na pożegnania zasługują legendy klubu, takie jak np. Zdzisław Puszkarz. Ja zawsze będę miał do Lechii ogromny sentyment, spędziłem tu piękne lata, a to czy na koniec dostałem jakąś paterę czy kwiatka nie ma najmniejszego znaczenia. Zresztą po zakończeniu kariery chce na stałe osiedlić się w Gdańsku i marzę, żeby kiedyś była tu wielka drużyna.

Na razie to broni się ona przed spadkiem, a na wiosnę gra po prostu fatalnie. Kiedy pan odchodził z Lechii zespół był na fali, potem zaczął staczać się po równi pochyłej.

- Miło mi, kiedy ktoś zauważy, że wraz z moim odejściem Lechia zaczęła grać dużo gorzej, ale przecież nie jestem bufonem i wiem, że to w dużej mierze przypadek. Na to co teraz dzieje się w Gdańsku wpływ ma wiele czynników i z oddali ciężko mi o tym mówić, ale ewidentnie widać, że w tej chwili Lechia ma gorszy zespół niż np. dwa lata temu. Mogę tylko powiedzieć, że kiedy ja grałem w Gdańsku trzon zespołu tworzyli Polacy, to oni byli najważniejszymi postaciami. Teraz jest dużo więcej obcokrajowców.

Czyli potwierdza pan słowa Mateusza Bąka, że obcokrajowcy mają w Trójmieście klawe życie, ale nie do końca rozumieją czym jest gra dla Lechii?

- Mateusz ma prawo wygłaszać takie sądy, był w Lechii kilkanaście lat, przeszedł z nią drogę od A klasy, zna ten klub od podszewki. Ja byłem tylko małym trybikiem i znam swoje miejsce w szeregu. Nie będę więc tego komentował.

W piątkowym meczu mógł pan wyrównać rachunki z Wojciechem Pawłowskim, który w pierwszym spotkaniu w Gdańsku nie tylko wybronił panu trzy sytuacje "sam na sam", ale na dodatek próbował pana... dusić. Jednak Pawłowskiego w kadrze na mecz z GKS zabrakło.

- To dla mnie zaskoczenie, bo Wojtek wybronił Lechii sporo punktów, ale to nie są moje sprawy. Ja osobiście żadnych rachunków do wyrównania nie miałem, chociaż koledzy w szatni śmieją się, że to Buzała wypromował nazwisko Pawłowski. Bo to nie tyle on wybronił te trzy sytuacje, co ja trafiałem prosto w niego. A po meczu z Bełchatowem usłyszała o nim cała piłkarska Polska. Wówczas Wojtek łapiąc mnie za szyję zachował się dziwnie, ale ja go znam i wiem, że on po prostu ma taki charakter. Lubi sprowokować, lubi kogoś obrazić. Ale i tak życzę mu wszystkiego najlepszego.

Miał pan okazję pracować z trenerem Janasem, który sezon zaczął jako szkoleniowiec Bełchatowa [został zwolniony po 5. kolejkach]. To dla Lechii odpowiedni człowiek na trudne czasy?

- O Janasie mogę się wypowiadać tylko w samym superlatywach. Co prawda kiedy on był szkoleniowcem Bełchatowa, ja akurat leczyłem kontuzję i trenowałem z nim raptem dwa tygodnie, ale wrażenie zrobił na mnie bardzo pozytwne. Takie same odczucia mieli koledzy z zespołu, ogólnie był on bardzo lubiany. Wierzę, że wyciągnie Lechię z tarapatów, choć ma bardzo ciężkie zadanie. Ja znam tych chłopaków, oni naprawdę potrafią grac w piłkę, widocznie wystąpiła u nich jakaś blokada psychiczna. To jest bardziej problem głowy, niż mięśni czy nóg. Potrzebują na przełamanie jakiegoś zwycięstwa.

Na przykład w Bełchatowie?

- Powiem tak: nas w tym meczu na pewno nie zadowoli remis.