Sport.pl

Im dalej w przód, tym gorzej. Oceny piłkarzy Lechii Gdańsk za mecz z Lechem Poznań

Piłkarze Lechii Gdańsk przegrali z Lechem Poznań 1:2, choć do 86. minuty wydawało się, że cudem wywiozą z Poznania jeden punkt. Duża w tym zasługa kapitalnie spisującego się w bramce biało-zielonych Wojciecha Pawłowskiego, który po dwóch meczach przerwy wrócił do wyjściowego składu Lechii. A jak spisali się jego koledzy w polu? Zobacz oceny trojmiasto.sport.pl
Wojciech Pawłowski. Wrócił do bramki po dwóch meczach przerwy i... bardzo dobrze. Znów popisał się kilkoma kapitalnymi interwencjami, szczególnie obrona strzału Rudniewa była nie tylko skuteczna, ale i efektowna. Przy obu golach dla Lecha był bez szans. Nie ma wątpliwości, że to on będzie do końca sezonu bramkarzem numer 1.

Rafał Janicki. Na prawej obronie wyrządza mniej szkód, niż w jej centrum, skoro więc trener Janas uparł się, że Janicki ma grać w pierwszej "jedenastce" to skraj defensywy jest dla niego najlepszym miejscem. W meczu z Lechem grał słabo, ale żadnej bramki nie zawalił co już jest wielkim plusem. Za to jego wycieczki pod pole karne rywala były raczej krajoznawcze, gdyż żadne z dośrodkowań nie dotarło do kolegów.

Sebastian Madera. Miał udział przy golu dla Lechii (ostro naciskał Marcina Kamińskiego), a w końcówce meczu przemienił się w środkowego napastnika. Mario Gomezem to on nie będzie, ale skoro w Lechii brakuje klasycznej "9" to może tę rolę mógłby spełniać Madera? Żarty na bok, bo były obrońca Widzewa jest w tej chwili najpewniejszym ogniwem defensywy Lechii i niech skupi się na swoich podstawowych obowiązkach.

Krzysztof Bąk. Sporo błędów w tym dwa kardynalne. Przy golu Ubiparipa zbyt długo zwlekał aby podejść do nacierającego piłkarza Lecha, a kilka minut wcześniej nie przeciął podania do Rudniewa, który znalazł się w idealnej pozycji. Na dodatek po ataku łokciem jednego z rywali znów zaliczył nokdaun (podobnie było w poprzednim meczu z Zagłębiem), ale tym razem sędzia nie wyliczył go do "10" i Bąk mógł zostać na boisku.

Jakub Wilk. Bohater tragiczny. Po raz pierwszy w życiu zagrał przeciwko klubowi, którego jest wychowankiem i wydatnie przyczynił się do jego zwycięstwa. To co zrobił przy bramce na 2:1 dla Lecha nazwać można tylko w jeden sposób: piłkarski kryminał.

Lechia, Arka, Prokom, Atom, Lotos... - sportowe Trójmiasto na Facebooku! plus jeden? »


Łukasz Surma. Wrócił do składu po dwóch meczach przerwy i był jakiś nieswój. Miał kilka ważnych interwencji w obronie, nie ustrzegł się jednak fatalnych strat, a w ofensywie praktycznie nie zaistniał.

Levon Hajrapetjan. Katastrofalny występ Ormianina. Odpuszczał krycie, nie asekurował, tracił piłki, niecelnie podawał. Swoją grę podsumował fatalnym zagraniem we własnym polu karnym, kiedy próbując wybić piłkę głową przed siebie skierował ją... w odwrotną stronę stwarzając Lechowi jedną z lepszych sytuacji do zdobycia gola. Zmieniony w 56 minucie, dużo za późno.

Marko Bajić. Trochę lepszy od Hajrapetjana, choć w przypadku jego gry słowo lepszy jakoś nie pasuje do ogólnego obrazu Serba w tym meczu. Irytująco nonszalancki.

Paweł Nowak. Świetnie wykonywał stałe fragmenty gry, po których Lechia stwarzała jedyne zagrożenia pod bramką Lecha. Brakowało jednak pomysłu na kontrataki, w kilku przypadkach mógł wybrać lepsze rozwiązanie.

Jakub Kosecki. Słabszy występ. Coś tam próbował szarpać z przodu, ale bez większego pożytku. Momentami osamotniony w szarżach na bramkę rywala.

Abdou Razack Traore. Kilka razy zakpił z rywali, ale była to bardziej sztuka dla sztuki. Dopiero w końcówce jedna, jedyna szarża była nie tylko efektowna, ale i efektywna. Zabrakło centymetrów żeby czysto trafić w piłkę.

Mateusz Machaj. Wciąż daleki od formy z jesieni ubiegłego roku. Przebywał na boisku ponad pół godziny, ale ciężko było zauważyć go na boisku.

Ivans Lukjanovs, Tomasz Dawidowski - grali zbyt krótko.

Więcej o: