Dwa ostatnie mecze Lechii Gdańsk na PGE Arenie: 45 strzałów. 1 gol

Piłkarze Lechii Gdańsk w dwóch ostatnich spotkaniach na PGE Arenie - z Zagłębiem Lubin i Śląskiem Wrocław - oddali w sumie 45 strzałów na bramkę rywali. Efekt? Tylko jeden zdobyty gol i jeden zdobyty punkt. Czy z tak fatalną skutecznością można utrzymać się w ekstraklasie?
Piłkarze Lechii Gdańsk od początku sezonu nie grzeszą skutecznością, długo byli nawet pod względem ilości strzelonych goli jedną z najgorszych drużyn w Europie (zajmowali 726. miejsce na 732. drużyn) . Ostatnio trochę podreperowali swój dorobek bramkowy, ale 18 goli strzelonych w 27 meczach cały czas na kolana nie rzuca. Dramatyczny jest również ich bilans w meczach u siebie: zaledwie 8 bramek w 14 spotkaniach.

Trudno jednak, żeby było inaczej skoro biało-zieloni w ostatnich meczach na PGE Arenie prezentują fatalną skuteczność. W spotkaniach z Zagłębiem Lubin (0:1) oraz Śląskiem Wrocław (1:1), podopieczni Pawła Janasa oddali aż 45 strzałów na bramkę rywali! Problem w tym, że tylko 12 z nich było celnych, a raptem jeden znalazł drogę do bramki. Na dodatek strzelec gola ze Śląskiem Jakub Wilk był w tej sytuacji na spalonym i bramka nie powinna być uznana.

- Mieliśmy tyle tych sytuacji, że szkoda gadać, ale tym razem moim zdaniem to tylko kwestia szczęścia. Widać, że umiejętności są, zaangażowanie jest, zabrakło pod bramką przeciwnika trochę szczęścia i centymetrów - zaklinał rzeczywistość po meczu ze Śląskiem obrońca Lechii Sebastian Madera. - Zasłużyliśmy w tym meczu na komplet

punktów, ale piłka jest brutalna i musimy się cieszyć z jednego. Na dodatek swój dzień miał bramkarz rywali Marian Kelemen, który wyciągał nieprawdopodobne strzały - dodał napastnik Lechii Adam Duda.

Czy z taką skutecznością można myśleć o utrzymaniu w ekstraklasie?Sportowe Trójmiasto na Facebooku! Plus jeden? »


Jednak to nie tylko kwestia szczęścia, ale również braku umiejętności. Tych zabrakło chociażby w 73 minucie meczu kiedy Jakub Wilk oraz Levon Hajrapetjan w ciągu kilku sekund strzelali z kilku metrów i obaj trafiali w... leżącego Kelemena. Świetnej sytuacji nie wykorzystał też Marko Bajić, który z kilku metrów strzelił mocno, ale oczywiście prosto w bramkarza Śląska. Ciekawe ile strzałów potrzebować będzie Lechia aby w końcu odnieść na PGE Arenie zwycięstwo (nie udało im się to od siedmiu meczów!). W tym sezonie będzie już tylko jedna taka szansa, kiedy 3 maja biało-zieloni podejmą Legię Warszawa.