Młoda krew da sukcesy Lechii Gdańsk?

Wielu trenerów pracujących w polskiej ekstraklasie lubi podkreślać, że ich dewizą jest stawianie na młodzież. Te zapowiedzi szybko weryfikują jednak rozgrywki ligowe, w których zamiast młodych utalentowanych polskich piłkarzy, na boisko wybiegają bardzo przeciętni obcokrajowcy. W Lechii Gdańsk te deklaracje mają jednak duże szanse na realizację, czego gwarantem jest osoba trenera biało-zielonych Bogusława Kaczmarka.
Już na konferencji prasowej, na której zarząd gdańskiego klubu przedstawił Kaczmarka jako nowego szkoleniowca Lechii, "Bobo" zapowiadał, że jednym z głównych zadań, które przed sobą stawia jest odzyskanie tożsamości Lechii. By trzon gdańskiej drużyny stanowili wychowankowie bądź zawodnicy piłkarsko związani z Trójmiastem. Misja Kaczmarka na pewno nie zostanie zakończona w tym czy następnym sezonie. To długofalowy plan, który swoje efekty ma przynieść w niedalekiej, ale jednak, przyszłości.

Pierwsze kroki zostały poczynione już teraz. Tak można przecież potraktować sprowadzenie do Lechii Jarosława Bieniuka, który po 14 latach wrócił do Gdańska. Ciężko jednak podejrzewać, by to na Bieniuku Kaczmarek chciał opierać budowę "gdańskiej" Lechii. Z nadzieją były asystent Leo Beenhakkera spogląda zatem w kierunku młodszych kolegów "Palmera". Z przeprowadzonych na początku okresu przygotowawczego testów grup młodzieżowych Lechii szkoleniowiec biało-zielonych szybko wyłowił Łukasza Kacprzyckiego i Macieja Kostrzewę, którzy już wcześniej byli włączani do kadry pierwszego zespołu, ale ani za kadencji Tomasza Kafarskiego, ani Pawła Janasa nie zagościli w niej na dłużej.

Tym razem obaj dostali szansę na pokazanie się w "dorosłym" zespole i szansę tę wykorzystali. Duża w tym zasługa całego sztabu szkoleniowego i pozostałych piłkarzy. Kacprzyckim zaopiekował się Abdou Razack Traore, sporo czasu na treningach poświęca mu również asystent Kaczmarka Maciej Kalkowski, który cierpliwie odkrywa przed "Małym" arkana futbolu. Cennych wskazówek podczas meczów sparingowych udzielał mu także Marcin Pietrowski. Efekty tej pracy są widoczne już teraz. Kacprzycki świetnie zaprezentował się w sparingu przeciwko Stomilowi Olsztyn, a jego rajdów na skrzydle nie powstydziłby się doświadczony ligowiec. Swój występ uwieńczył strzeleniem ładnej bramki. Obok szybkości, przebojowości i młodzieńczej fantazji w Kacprzyckim drzemie jednak coś jeszcze, co najbardziej cieszy kibiców biało-zielonych. Po zdobytym golu "Mały" entuzjastycznie ucałował herb Lechii, demonstrując tym samym swoje przywiązanie do barw klubowych. I właśnie ten gest pokazuje, że w takich piłkarzy warto inwestować - w zawodników, którzy za swoją drużynę mogliby skoczyć w ogień i dla których herb i barwy stanowią wartość cenniejszą niż liczba zer na kontrakcie. Kacprzycki, jeśli utrzyma swoją dyspozycję i nie zachłyśnie się spływającymi na niego pochwałami, może wkrótce wyrosnąć na podstawowego gracza Lechii. Tym bardziej, że na chwilę obecną prezentuje się znacznie lepiej niż jego konkurent Brazylijczyk Ricardinho.

Równie dobrze co Kacprzycki prezentował się Kostrzewa. Ustawiany przez Kaczmarka na środku obrony bądź jako defensywny pomocnik zbierał pochlebne recenzje. Niestety, Kostrzewa doznał poważnej kontuzji, zrywając więzadła w kolanie podczas sparingu z Gryfem Wejherowo. Młodego piłkarza czeka teraz półroczna przerwa w treningach. Nie znaczy to, że na Kostrzewie można już postawić krzyżyk. Kto wie, czy za jakiś czas to nie on zostanie następcą Łukasza Surmy?

Trzecim z muszkieterów, którzy mogą wkrótce pełnić niepoślednią rolę w Lechii jest Adam Duda. W jego przypadku, podobnie jak było to z Kacprzyckim, jego potencjału nie wykorzystali poprzedni trenerzy biało-zielonych, choć Duda strzelał bramki w drużynach Młodej Ekstraklasy i rezerw. Próbkę swoich umiejętności dane było mu ujawnić w końcówce ubiegłego sezonu. Teraz otwiera się przed nim szansa na częstsze występy w ekstraklasie. Tym bardziej, że postęp, który zrobił Duda jest widoczny gołym okiem. Jak przekonuje Surma, napastnik Lechii jest odkryciem okresu przygotowawczego. Najważniejsze, że Duda ma się od kogo uczyć. Bądź co bądź gra u boku takiego zawodnika jak Grzegorz Rasiak może być dla młodziana solidną lekcją futbolu.

Na Kacprzyckim, Dudzie i, w dłuższej perspektywie, Kostrzewie perspektywy budowy nowej Lechii Kaczmarka się nie kończą. W odwodzie pozostają chociażby Wojciech Zyska z Olimpii Sztum czy utalentowani juniorzy ze złotej drużyny mistrzów Polski U-17. Jak zapewnia szkoleniowiec Lechii również i oni otrzymają swoje szanse.

- Z wprowadzaniem młodych zawodników do zespołu jest jak z wypuszczaniem dzieci na świat. Trzeba to robić umiejętnie, bo gdy zrobi się to za szybko, to mogą się przeziębić. Ale proszę mi zaufać, bo ja wiem, jak to się robi - powtarza szkoleniowiec Lechii. I nie są to słowa na wyrost, bo to nikt inny jak "Bobo" odkrył talenty Jerzego Dudka czy Przemysława Tytonia. Czy któryś z gdańskich "młodych wilków" wyrośnie piłkarz takiego formatu? Trudno wyrokować. Na razie stoją na czele biało-zielonej awangardy i muszą sprostać rosnącym oczekiwaniom kibiców. Jeśli im się powiedzie, wraz z doświadczonymi kolegami mogą stworzyć to, co określa się jako "mieszankę rutyny z młodością", która może być niestrawna dla niejednego zespołu w ekstraklasie. Jeśli nie, mogą zasilić dość pokaźne grono zmarnowanych gdańskich talentów. Należy mieć nadzieję, że sprawdzi się ta pierwsza opcja, a plan Kaczmarka o budowie wielkiej Lechii w oparciu w wychowanków wypali w 100 procentach.