Sport.pl

Łukasz Surma z Lechii: "Musimy odbudować twierdzę Gdańsk"

- Taki sezon, jak poprzedni, nie może się już powtórzyć. Bez sztywnych celów i założeń. Liczy się tylko zwycięstwo w każdym meczu. Poza tym chcemy odbudować twierdzę Gdańsk - deklaruje kapitan biało-zielonych Łukasz Surma, który rozlicza poprzedni sezon i opowiada o nadziejach na nowy.
Konrad Marciński: W ubiegłym roku przed startem ekstraklasy oczekiwania i nadzieje wobec Lechii były niebotyczne. Drużyna grająca na jednym z najpiękniejszych stadionów w Europie miała atakować podium i awansować do pucharów. Tymczasem skończyło się na walce o utrzymanie do samego końca ligi i fatalnym występie w Pucharze Polski. Dlaczego wam nie wyszło?

Łukasz Surma, kapitan Lechii: Każda drużyna, która przystępuje do rozgrywek ekstraklasy, chce grać o mistrzostwo Polski. My również tak do tego podchodziliśmy. Trzeba jednak powiedzieć jasno, że ten cel był możliwy do zrealizowania, ale wyłącznie przy optymalnej, a wręcz życiowej formie każdego z zawodników. Każdy kibic widział, że my w takiej dyspozycji nie byliśmy, więc trudno mówić tu o wielkim rozczarowaniu, że nie byliśmy w czubie tabeli. Oczywiście, miejsce na koniec sezonu było fatalne i nikt tego nie ukrywa. Dla mnie zeszły sezon to niewątpliwie porażka, ale też nie ma sensu mówić o tragedii i popadać w depresję. Dwa sezony temu ocierając się o puchary zdobyliśmy 43 pkt. W zeszłym byliśmy na dole tabeli z 31 pkt. Czasem to kwestia dwóch czy trzech meczów, by odczucia były zupełnie inne. Wyciągnęliśmy wnioski z tych doświadczeń i pracujemy spokojnie na to, by taki sezon, jak poprzedni, już nam się nie zdarzył.

Co trzeba zmienić?

- Musimy dobrze wejść w sezon. W ubiegłym po pierwszych pięciu meczach mieliśmy pięć punktów. W tym musimy skupić się na tym, by od pierwszych spotkań zdobywać punkty, bo dobry start może być kluczem do sukcesu w całych rozgrywkach. Poza tym nie ustalamy sobie sztywnych celów, że musimy zająć konkretne miejsce w tabeli. Po prostu będziemy się koncentrować na tym, by w każdym najbliższym meczu sięgnąć po zwycięstwo.

Warto również pokusić się o większą liczbę wygranych na własnym stadionie. Ostatnio PGE Arena twierdzy nie przypominała.

- W ubiegłym sezonie na PGE Arenie nie czuliśmy się jak u siebie w domu. To było dla nas zupełnie nowe środowisko. Mam nadzieję, że w drugim roku występów będziemy na nim lepiej funkcjonować i to będzie nasza twierdza. Tak jak wcześniej był nią stadion przy Traugutta.

Nowe nadzieje niosą ze sobą również nowi zawodnicy, którzy trafili do Lechii przed sezonem. Grzegorz Rasiak, Jarosław Bieniuk czy Piotr Brożek to nazwiska uznane już w polskiej piłce i mają dać biało-zielonym nową jakość. Nie ma jednak obaw, że przyszli do Gdańska tylko po to, by dograć sezon lub dwa do piłkarskiej emerytury?

- Absolutnie się z tym nie zgadzam. Ja mam 35 lat i wciąż kocham grać w piłkę. Odkąd zacząłem uprawiać ten sport, to nie spotkałem takiego zawodnika, który podpisując kontrakt w takim wieku chciał tylko odcinać kupony. Uważam, że takich piłkarzy trzeba szanować za to, że cały czas im się chce i widać, że to ich prawdziwa pasja. Gdyby tak nie było, na pewno nie biegali by już po boisku. Cieszę się, że właśnie ci zawodnicy do nas trafili. W Lechii potrzeba było ludzi, którzy obracają się w polskiej ligowej rzeczywistości, znają język i będą potrafili pomagać młodszym zawodnikom. W zeszłym sezonie równowaga między Polakami a obcokrajowcami została zachwiana i to był również jeden z czynników, który miał wpływ na nasz słaby wynik.

O tę równowagę ma dbać nowy trener Lechii Bogusław Kaczmarek. Na każdym kroku podkreśla, że jego celem jest odbudowa tożsamości Lechii.

- Życzę mu z całego serca, by ta misja się powiodła. Wiadomo, jak trener Kaczmarek blisko związany jest z Gdańskiem, od zawsze powtarzał, że chciał pracować w Lechii. Sukces Lechii byłby dla niego podwójnie cenny.

Pracę trenera Kaczmarka i piłkarzy szybko zweryfikuje liga. Mając w pamięci to, co wydarzyło się w poprzednich rozgrywkach nie ma obaw, że historia może się powtórzyć i początek sezonu nie będzie taki, jak sobie wymarzyliście?

- Do pierwszego meczu podchodzimy z dużymi nadziejami, że będzie lepiej niż w zeszłym roku. Z drugiej strony przyjeżdża do nas Polonia Warszawa, w której sytuacja stabilizuje się po ostatnich czterech latach zawirowań. Dlatego na pewno czeka nas ciężkie spotkanie. Poza tym pierwszy mecz przed własną publicznością zawsze dodaje odrobinę stresu. Tym bardziej, że ostatni mecz graliśmy na początku maja, a dla piłkarza trzy miesiące przerwy to szmat czasu. Na szczęście przetarcie przed ligą mieliśmy już w meczu Pucharu Polski z Bogdanką Łęczna, więc wiemy na co nas stać.

A na co będzie stać poszczególnych piłkarzy? Przede wszystkim Abdou Razacka Traore, od którego postawy w dużej mierze zależy gra całej drużyny.

- To piłkarz o tak olbrzymim potencjale, że w każdej chwili może "odpalić" i czarować na boisku, tak jak to robił w pierwszym swoim sezonie gry w Lechii. Potrzeba mu jednak regularności i zdrowia, bo w tamtym sezonie tego zabrakło i Razack nie mógł wrócić do formy. Bardzo liczę na Piotrka Wiśniewskiego, który musi w końcu uwierzyć w swój talent i sprzedać go na boisku. On jest takim graczem, który może w pojedynkę wygrać nam mecz, ale na pewno musi poprzeczkę zawiesić sobie wysoko. W sparingach świetnie prezentowali się Adam Duda i Łukasz Kacprzycki. Łukasz swoją lekkością i szybkością i dobrą techniką może być następcą Jakuba Koseckiego.

W poprzednich sezonach mówiło się o tym, że Lechia wypracowała swój własny styl gry. Bez względu na to, czy wygrywała czy przegrywała, widać było jej ofensywny charakter, rozpoznawalny w całej lidze. Czy w nadchodzącym sezonie uda się biało-zielonym wykreować swój własny stempel?

- Naszym marzeniem jest doprowadzić do takiego stanu, by Lechię każdy rozpoznawał po tym, jak gra. Gdyby ktoś, nie patrząc na koszulki, mógł powiedzieć, że ta drużyna na boisku to Lechia. To byłby dla mnie największy komplement. Wierzę, że w tym sezonie uda nam się nawiązać do takiej gry, którą prezentowaliśmy chociażby za trenera Kafarskiego. Mogę obiecać, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, by tak było, ale wynik i gra układa się w piłce bardzo różnie. Ja swoją postawą również chcę coś dać tej drużynie. Nie będę składał tu specjalnych deklaracji, bo to tylko słowa. A na boisku liczą się przecież czyny.

Więcej o: