Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 1:3. Koszmaru ciąg dalszy

Zamiast ożywczych powiewów optymizmu nowego sezonu pod dachem PGE Areny ponownie straszyły koszmary minionych rozgrywek, a radość po ostatnim gwizdku stała się udziałem piłkarzy ?Czarnych koszul?
Kaczmarek, który po 20 latach powrócił na ławkę trenerską biało-zielonych w meczu z Polonią postawił na pewniaków, którzy dali Lechii zwycięstwo w meczu Pucharu Polski z Bogdanką Łęczna.

Od początku spotkania na boisku pojawił się strzelec bramki Piotr Wiśniewski, którego piękna bramka przed tygodniem pozwoliła gdańszczanom awansować do 1/8 Pucharu. W meczu z Polonią pomocnik biało-zielonych ponownie trafił do siatki, strzałem z rzutu wolnego pokonując niepewnie interweniującego Mariusza Pawełka, ale jego gol z 11. minuty w perspektywie całego spotkania okazał się jedynie bramką pocieszenia.

Misternie zbudowany przez siedem tygodni plan szkoleniowca Lechii, by inauguracja sezonu w wykonaniu Lechii była godna PGE Areny, wziął w łeb już w czwartej minucie spotkania. Wówczas Daniel Gołębiewski skorzystał z dokładnego podania Łukasza Piątka, mijającego całą linię obrony Lechii, i bez mrugnięcia okiem posłał piłkę obok bezradnego Michała Buchalika. Szybki zimny prysznic orzeźwił mocno skonsternowanych lechistów, czego odpowiedzią była wspomniana bramka Wiśniewskiego. Euforia w szeregach gdańszczan nie trwała jednak długo, bo zaledwie sześć minut. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Tomasza Brzyskiego, obrońcy Lechii zbyt krótko wybili piłkę, która trafiła przed pole karne do Adama Kokoszki. Jego silny strzał Buchalik zdołał jeszcze obronić, ale wobec dobitki stojącego niemal na linii bramkowej Pawła Wszołka był już bezradny.

Po tym ciosie biało-zieloni się już nie podnieśli, a ich gra jako żywo przypominała męczarnie z poprzedniego sezonu. Słabo spisywał się Paweł Nowak, który w żaden sposób nie był w stanie skruszyć szczelnej obrony Polonii i dograć dokładnie do Grzegorza Rasiaka, który w polu karnym gości w pierwszej połowie przypominał samotny biały żagiel. W drugiej do pomocy dostał Piotra Grzelczaka, ale ten oprócz anemicznego strzału w 48. minucie nie wniósł do gry kompletnie nic. Mało widoczny był również Traore, choć po przerwie udało mu się zmobilizować zespół do nieco większego wysiłku.

Animuszu gdańszczanom starczyło jednak tylko na pierwszych 15 minut. W kolejnych systematycznie gaśli, a ich ataki cechowały w coraz większym stopniu bezradność i frustracja, niż kreatywność, pozwalająca na stworzenie prawdziwie dogodnej sytuacji do zdobycia gola. Najbliżej doprowadzenia do wyrównania biało-zieloni byli w 87. minucie, ale piłka po strzałach najpierw Traore i Grzelczaka tylko odbijała się od niewzruszonego Pawełka. Chwilę później piłkarze Czarnych Koszul przeprowadzili zabójczą kontrę, którą pięknym lobem nad wybiegającym Buchalikiem wykończył Kiełb, czym pozbawił biało-zielonych resztek nadziei na choćby remis.

Lechia Gdańsk - Polonia Warszawa 1:3 (1:2). Bramki: Wiśniewski (11.) - Gołębiewski (4.), Wszołek (17.), Kiełb (90.). Lechia: Buchalik - Pietrowski Ż, Bąk, Madera, Brożek Ż (72. Hajrapetjan) - Wiśniewski (66. Machaj), Surma, Nowak (46. Grzelczak), Andreu, Traore - Rasiak. Polonia: Pawełek - Todorovski, Baszczyński Ż, Kokoszka, Pazio - Wszołek, Hołota (39. Yahiya), Piątek, Brzyski (68. Kiełb) - Gołębiewski Ż, Teodorczyk (54. Dwaliszwili).