Sport.pl

Lechia Gdańsk po meczu z Lechem Poznań, czyli wątroba i szare komórki

Lechia rozegrała w tym roku dwa naprawdę dobre mecze: z Legią Warszawa i Lechem Poznań. Problem w tym, że trzeba się jeszcze mierzyć z przeciętnymi drużynami z Gliwic, Bielska-Białej czy Lubina
O Zbigniewie Bońku mówiono we Włoszech "bello di notte", czyli piękny nocą. Bo swoje najlepsze mecze w Juventusie rozgrywał w prestiżowych meczach odbywających się w blasku jupiterów.

Lechia Gdańsk też błyszczy na tle topowych drużyn, ale w meczach ze średniakami spisuje się dużo gorzej.

Gdyby Lechia częściej grała w taki sposób jak w niedzielnym spotkaniu z Lechem (wygranym 2:0), frekwencja na PGE Arenie wzrosłaby natychmiast. Bo kibice uwielbiają, kiedy ich drużyna walczy przez pełne 90 minut, ale jeszcze bardziej doceniają, kiedy ta walka poparta jest mądrą taktyką i wstawkami naprawdę efektownej gry. A kiedy drużyna strzela jeszcze tak piękne bramki jak w niedzielę Piotr Wiśniewski i Abdou Razack Traore, to jest już pełnia szczęścia. Idealnie występ swoich piłkarzy podsumował trener Bogusław Kaczmarek:

- To, co dzisiaj graliśmy płynęło i z serca, i z wątroby, ale co ważne, nie zabrakło przy tym szarych komórek i płynu rdzeniowo-mózgowego - jak zwykle plastycznie tłumaczył szkoleniowiec Lechii.

Biało-zieloni pokonali Lecha, bo mieli pomysł na grę, konsekwentnie go realizowali i włożyli w to ogromnie dużo serca. Dobrze, że zarówno trener, jak i sami piłkarze zrozumieli, że styl gry, jaki prezentowała Lechia na początku sezonu jest nie do przyjęcia.

- Co prawda nie zdominowaliśmy gry, ale widocznie w tej chwili nie jesteśmy w stanie tego zrobić w meczu z tak silnym rywalem jak Lech. Graliśmy jednak zdecydowanie wyżej i agresywniej niż w spotkaniu z Piastem Gliwice [porażka na własnym stadionie 1:2], zresztą tak jak z Piastem na PGE Arenie grać nie można, to po prostu nie przystoi - zaznaczył po meczu z Lechem kapitan biało-zielonych Łukasz Surma.

Spotkanie z "Kolejorzem" przyniosło jeszcze jeden bardzo ważny pozytyw: okazało się, że piłkarze Lechii cały czas wiedzą, co to jest krótka, kombinacyjna gra, z pierwszej piłki, na małej przestrzeni. Na razie była to tylko namiastka tego, co przez pewien czas prezentował gdański zespół dwa sezony temu, ale to jest kierunek, w którym musi podążać obecna drużyna Lechii. Koncepcja gry z Grzegorzem Rasiakiem jako wysuniętym napastnikiem, na którego posyłane były długie piłki, kompletnie nie wypaliła. O wiele więcej możliwości daje system z trzema ruchliwymi, zmieniającymi pozycje zawodnikami ofensywnymi, szczególnie kiedy za ich plecami czai się znajdujący się w wybornej formie Mateusz Machaj. To piłkarz, który wyrasta na lidera Lechii, choć gdy mu się to zasugeruje, reaguje jak diabeł na święconą wodę i jak mantrę powtarza słowo "zespół". Ale nie da się ukryć, że to on "stempluje" każdą akcję drużyny i to po jego zagraniach Lechia stwarza największe zagrożenie pod bramką rywala.

Przy tych wszystkich pochwałach pojawia się tylko jedna wątpliwość: czy mecz z Lechem, podobnie jak spotkanie z Legią pod koniec poprzedniego sezonu, będzie jednorazowym wybrykiem czy może zapowiedzią lepszych czasów? Czy Lechia dalej będzie piłkarskim Janosikiem, który zabiera bogatym (w poprzednim sezonie odebrała punkty wszystkim zespołom, które finiszowały w pierwszej trójce), a oddaje biednym? Pierwszą odpowiedź dostaniemy już podczas pucharowo-ligowego dwumeczu z Jagiellonią (środa, Puchar Polski, poniedziałek, liga - oba mecze w Białymstoku). To tam poznamy prawdziwe oblicze gdańskiego zespołu.

Czy Lechia dalej będzie piłkarskim Janosikiem? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! +1? »


Więcej o:
Komentarze (1)
Lechia Gdańsk po meczu z Lechem Poznań, czyli wątroba i szare komórki
Zaloguj się
  • staruszek44

    Oceniono 4 razy 4

    Z hurra optymizmem bym się wstrzymywał. Zbyt długo trener Kaczmarek zawierzał takim zawodnikom jak Piotr Brożek i Grzegorz Rasiak. Wydaje się, że trener zbyt mało ryzykuje, jest ostrożny do ból;u. Wystawianie zmienników na kilkanaście minut nie daje im szans na wykazanie swoich umiejętności. Jest jeden wyjątek: Łukasz Kacprzycki.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX