Czy z meczu Lechii Gdańsk ze Śląskiem Wrocław można wyciągnąć jakieś pozytywne wnioski? Oczywiście, że tak!

Sposób w jaki piłkarze Lechii Gdańsk stracili punkty w niedzielnym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław (porażka 2:3 mimo prowadzenia 2:0), nakazywał by jak najszybciej o tym meczu zapomnieć. Warto zwrócić jednak uwagę, że w ostatnim kwadransie na bramkę mistrza Polski nacierał kwartet zawodników, którego średnia wieku ledwo przekracza 20 lat. To niewątpliwie pozytyw tego spotkania i światełko w tunelu na kolejne miesiące.
Mateusz Machaj (23 lata) - Kacper Łazaj (17 lat) - Łukasz Kacprzycki (18 lat) - Abdou Razack Traore (24 lata). Tak wyglądał ofensywny kwartet Lechii w ostatnim kwadransie meczu ze Śląskiem Wrocław kiedy gospodarze próbowali odpowiedzieć rywalowi na trzy gole stracone w ciągu 10 minut. W najbardziej newralgicznym momencie spotkania na bramkę mistrza Polski nacierał więc kwartet, którego średnia wieku to dokładnie 20,5 roku. To pokazuje, w którą stronę chce iść trener Lechii Bogusław Kaczmarek w najbliższym czasie i że opowieści o odważnym stawianiu na młodych piłkarzy nie były tylko czczą gadaniną.

Symptomatyczne jest to, że cały mecz na ławce rezerwowych przesiedział doświadczony Grzegorz Rasiak, który akurat w końcówce spotkania ze Śląskiem mógłby przydać się w powietrznej walce z wielkoludami Rafałem Grodzickim, Tomaszem Jodłowcem czy Przemysławem Kaźmierczakiem. Trener Kaczmarek wolał jednak wystawić 17-letniego Łazaja, który na lewym skrzydle starał się grać odważnie, podejmował próby dryblingu, a nawet "zaprosił" do współpracy Piotra Brożka, który wcześniej linię środkową przekraczał rzadko. W końcówce ładnie zbiegł też do środka i gdyby prostopadłe podanie Kacprzyckiego było nieco dokładniejsze, najmłodszy duet skrzydłowych w lidze mógłby uratować Lechii punkt. Póki co w jego grze więcej jest zapału niż konkretów, ale te powinny przyjść z czasem.

Z niezłej strony pokazał się też Kacprzycki, który z każdym meczem gra coraz odważniej. Na indeksie obrońców ogranych przez 18-latka przybywa nowych nazwisk, tym razem o jego przebojowości i dynamice mógł przekonać się Patrik Mraz. W meczu ze Śląskiem skrzydłowy Lechii popisał się kilkoma udanymi dryblingami, wywalczył też rzut wolny blisko pola karnego. A we wspomnianej akcji z Łazajem pokazał, że umie też złamać akcję do środka i poszukać innego rozwiązania niż bieg do linii końcowej i dośrodkowanie. Jak na pół godziny gry całkiem sporo.

Oczywiście przed Kacprzyckim i Łazajem jeszcze bardzo wiele pracy, szczególnie w aspekcie fizycznym (trzeba to robić bardzo ostrożnie, aby praca nad siłą nie zaburzyła dynamiki oraz techniki). Wydaje się jednak, że jesteśmy coraz bliżej momentu, kiedy to właśnie Kacprzycki z Łazajem rozpoczną ligowe spotkanie Lechii w pierwszym składzie, a nie tylko będą je wspólnie kończyć. Tym bardziej, że duet podstawowych skrzydłowych - Piotr Wiśniewski i Ricardinho - jest nieznośnie chimeryczny. Obaj niezłe zagrania przeplatają dużo częstszymi kiksami, często też podejmują w akcjach ofensywnych złe wybory. Dlatego wcale nie mogą być pewni miejsca w pierwszym składzie np. w kolejnym meczu z Podbeskidziem Bielko-Biała.

A przecież w odwodzie pozostaje jeszcze cała plejada utalentowanych zawodników - jeden z nich 16-letni Adrian Bielawski był już w "18" meczowej pierwszego zespołu na mecz Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok. I z pewnością już niedługo dostaną swoją szansę.