Trener Lechii Gdańsk Bobo Kaczmarek o Zbigniewie Bońku: Nie może być spolegliwy, musi złapać zarząd za łeb

- Dawniej wielki piłkarz, dzisiaj transparentny, rozpoznawalny człowiek z koneksjami i dużym autorytetem. Myślę, że lepszego prezesa nie mogliśmy sobie wymarzyć. Teraz musi jedynie złapać dobre relacje z zarządem. Ale nie w tym sensie, żeby się mu podporządkował, tylko żeby złapał za łeb ten cały zarząd, którym przyjdzie mu kierować. Bo jeżeli będzie prezesem spolegliwym, to nic na tym nie zyskamy - uważa trener Lechii Gdańsk Bogusław Kaczmarek.
- Zwycięstwo w wyborach, to dla nas ludzi ze środowiska, a Zbyszek jest akurat z mojego pokolenia, duża satysfakcja, że taki człowiek będzie reprezentował polską piłkę. Spełnia on moje kryteria. Prezes powinien mieć nazwisko i przynosić do związku pieniądze lub je generować. Natomiast nie brać z kasy związkowej 50 tys. zł, bo dla mnie jest to rozbój w biały dzień. Jeżeli się pobiera takie pieniądze, to co mają powiedzieć kluby młodzieżowe np. na Rzeszowszczyźnie, gdzie nie mają nawet na trampki. Boniek zawsze był ambasadorem polskiej piłki - dodaje Kaczmarek.

Problem w tym, że jednego znanego piłkarza mieliśmy niedawno na stanowisku prezesa PZPN. A jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Pozostaje więc pytanie, czy z Bońkiem nie stanie się to samo co z Grzegorzem Lato? Do tego pojawiają się wątpliwości, czy "Zibi" nie postąpi z fotelem prezesa PZPN tak samo jak kiedyś postąpił będąc trenerem reprezentacji Polski.

POLECAMY - Łazarek apeluje: Gwardia i Hutnik zamiast Barcelony



- Jak Boniek został trenerem reprezentacji Polski ja pracowałem w Grodzisku. Miałem wtedy kilku piłkarzy, którymi interesowała się kadra, więc nawiązałem kontakt ze Zbyszkiem. Zapytałem się go wówczas, po co mu ta funkcja trenera, bo sam miałem duże wątpliwości, czy jest to mu potrzebne. Odpowiedział, że Rudi Voller był słabszym piłkarzem od niego, a doprowadził reprezentację Niemiec do finału mistrzostw świata. Niestety jako trener "Zibi" nie miał odpowiednich predyspozycji - zdradza trener Lechii. - Natomiast jako działacz już takowe posiada. Przecież był wiceprezesem za czasów rządów Michała Listkiewicza, do momentu kiedy nie objął funkcji trenera reprezentacji. W tej roli czuł się jak ryba w wodzie. Ja podpisuje się pod tą kandydaturą od początku do końca. Problemem PZPN nie jest jednak teraz prezes, a zbiorowa praca zarządu. Tam bardzo ważną rolę powinien odgrywać wiceprezes do spraw szkoleniowych i bardzo się cieszę, że został nim Romek Kosecki. Ma on dobre doświadczenia ze swojej szkółki w Konstancinie, którą założył i przez wiele lat prowadził. Nie wiem tylko, czy obowiązki posła nie będą mu kolidowały z obowiązkami wiceprezesa - dodaje.

Co zdaniem trenera biało-zielonych, po wyborach w PZPN, może zyskać pomorska piłka?

- Cieszę się, że pomorska piłka będzie miała swojego przedstawiciela w zarządzie PZPN. Krzysztof Malinowski dostał największą liczbę głosów i jako pierwszy wszedł do zarządu. Jest do gość związany z Lechią od lat i powinien on mieć dobry kontakt z prezesem Bońkiem - mówi Kaczmarek.

POLECAMY - Bobo odkrywca, czyli kogo dla polskiej piłki wynalazł Kaczmarek



Trener Lechii jest wielkim zwolennikiem wprowadzania do polskich piłkarskich drużyn jak największej liczby młodych zawodników. Sam, do pierwszej drużyny biało-zielonych włączył aż siedmiu nastolatków. Jak więc zareagował on na słowa nowego wiceprezesa ds. zagranicznych Marka Koźmińskiego, który stwierdził, że będzie szukał zawodników z polskim paszportem nawet w Ameryce?

- Myślę, że pan Marek Koźmiński powinien skierować swój azymut w stronę Polski. Wiem, że jest on wiceprezesem do spraw zagranicznych. Zdaję sobie również sprawę, że np. w Brazylii jest tylu polskich emigrantów, że dwie dobre jedenastki moglibyśmy złożyć. Najpierw jednak skupmy się na własnym podwórku, a za granicą szukajmy na samym końcu - twierdzi Kaczmarek.