Sport.pl

Kiedy Lechia Gdańsk zagra w europejskich pucharach? "Plon zbierzemy za trzy lata"

Na półmetku rundy jesiennej Lechia Gdańsk jest w górnej połówce tabeli z niewielką stratą do czołówki. Czy to oznacza to, że w tym sezonie może myśleć o zajęciu miejsca dającego grę w pucharach? - Ten cel jest realny, ale w perspektywie trzech lat - uważa Józef Gładysz.
Gładysz był asystentem trenera Jerzego Jastrzębowskiego, kiedy Lechia na początku lat 80. osiągała największe sukcesy - zdobywała Puchar i Superpuchar Polski oraz grała w Pucharze Zdobywców Pucharów z Juventusem Turyn. Obecnie jest trenerem zespołu Lechii występującego w Młodej Ekstraklasie.

Lechia o europejskie puchary miała bić się już w zeszłym sezonie. Drużyna po przeprowadzce na nowy stadion, PGE Arenę, wzmocniona piłkarzami zza granicy i prowadzona przez młodego, ambitnego szkoleniowca, jakim był Tomasz Kafarski, miała wszelkie atuty, by zakończyć sezon na podium ekstraklasy czy sięgnąć po Puchar Polski i grać potem w eliminacjach Ligi Europejskiej. Tymczasem biało-zieloni zagrali najgorszy sezon od czasu awansu do ekstraklasy, Kafarski stracił pracę, a drużyna dopiero w przedostatniej kolejce sezonu zapewniła sobie utrzymanie.

- W tamtym czasie popełniono sporo błędów. Przecież już w sezonie 2009/2010 Lechia miała duże szanse na puchary. Grając o Puchar Polski w pierwszym meczu półfinałowym z Jagiellonią Białystok zagrała w rezerwowym składzie, przegrywając 1:2. W rewanżu w Białymstoku zagraliśmy już najlepszymi zawodnikami i zremisowaliśmy 1:1, ale w dwumeczu to Jagiellonia była lepsza i wywalczyła awans do finału, w którym czekała pierwszoligowa Pogoń Szczecin. Ta sytuacja przypomina mi rok 1983, kiedy w finale czekał na nas Piast Gliwice. My wówczas zrobiliśmy wszystko, by znaleźć się w finale i w efekcie wywalczyliśmy Puchar Polski. W 2010 r. też było bardzo blisko. Takiej szansy nie wypuszcza się z rąk - przekonuje Gładysz.

Zdaniem Gładysza w kolejnym okresie trener Kafarski chcąc podnieść jakość drużyny sprowadził do Gdańska zbyt dużą liczbę zawodników zagranicznych. - Co więcej, były to transfery w większości nietrafione, rzecz jasna z wyjątkiem Abdou Razacka Traore. Ci gracze drugiego, a nawet trzeciego sortu zajęli miejsce piłkarzy, którzy w Lechii już grali i stanowili o jej wartości, jak Mateusz Bąk, Karol Piątek, Paweł Buzała, Marcin Kaczmarek czy Hubert Wołąkiewicz. Przyjście do Gdańska słabych zawodników zagranicznych w znaczący sposób nadwerężyło finanse klubu, ale również wpłynęło na obniżenie poziomu sportowego, czego dowodem był cały ubiegły sezon, kiedy Lechia musiała bronić się przed spadkiem z ekstraklasy - wyjaśnia Gładysz.

Zdaniem szkoleniowca Młodej Lechii błędem było też łączenie funkcji trenera pierwszej drużyny i dyrektora sportowego przez Kafarskiego. Według Gładysza jest to sytuacja nie do przyjęcia

- Kafarski nie mógł w pełni skoncentrować się ani na jednej, ani na drugiej funkcji. Żeby być dobrym dyrektorem sportowym trzeba zdecydowaną większość czasu poświęcić na wyszukiwanie ewentualnych wzmocnień drużyny, wyjazdy i obserwacje piłkarzy, a później na gruntowną analizę zebranych informacji. Trzeba kształtować politykę transferową klubu. Z kolei robota trenerska wymaga poświęcenia swojej uwagi na pracy szkoleniowej z drużyną, nie tylko z pierwszym zespołem, ale także drużynami Młodej Ekstraklasy, rezerw i juniorów. W przypadku trenera Kafarskiego jedna rzecz odbywała się kosztem drugiej, co odbiło się później na grze i wynikach Lechii w lidze i Pucharze Polski - uważa Gładysz.

Trudną sytuację w Lechii ma uzdrowić działalność nowego trenera biało-zielonych Bogusława Kaczmarka.

- To ciężka praca organiczna. Trener Kaczmarek wyczyścił zespół z plew. Teraz, niczym ogrodnik, zasadził ziarna, które kiełkują i mają szansę wyrosnąć na piękne kwiaty. Wcześniej tego nie było, bo ważniejsi byli Fred Benson, Josip Tadić, Aleksandr Sazankow, Luka Vucko i inni, niż nasza młodzież. A w tym czasie została zmarnowana w klubie drużyna rocznika 1991 i nie tylko. A ci chłopcy to byli przecież reprezentanci Polski w kategoriach U-16, U-17, U-18, U-19, a także złoci medaliści Pucharu Wacława Kuchara, brązowi medaliści Pucharu Kazimierza Deyny, a także wicemistrzowie Polski juniorów młodszych. Tacy piłkarze jak Kaj Ziółkowski, Bartosz Zakrzewski, Paweł Rosiński, Damin Tofil, Sebastian Kądziela, Tomasz Preizner, Patryk Brzeski czy Radosław Stępień nie dostali w Lechii takiej szansy, jaką teraz trener Kaczmarek daje dzisiejszej uzdolnionej młodzieży - podkreśla Gładysz. - A jakie efekty daje wprowadzenia młodych piłkarzy do pierwszej drużyny przekonuje dzisiaj Legia Warszawa, która taką szansę dała Arielowi Borysiukowi, Michałowi Żyro, Rafałowi Wolskiemu, Dominikowi Furmanowi, Danielowi Łukasikowi czy wcześniej Michałowi Kucharczykowi - dodaje szkoleniowiec Młodej Lechii.

O sile zespołu z Gdańska wkrótce również mają stanowić jej młodzi wychowankowie.

- Przecież w ostatnich latach jedynym wychowankiem, który grał w pierwszej drużynie był Marcin Pietrowski. Teraz młodzi, jak choćby Paweł Dawidowicz, Przemysław Frankowski, Przemysław Czerwiński, Sebastian Sypniewski, Damian Kugiel, Bernard Powszuk, Andrzej Kaszuba, Adam Szamp, Kacper Łazaj, Łukasz Kacprzycki, czy Wojciech Zyska otrzymują szans na grę zdecydowanie więcej - przekonuje Gładysz. - Jestem przekonany, że z tego zasiewu plony wyrosną. Tylko do tego potrzeba czasu. Myślę, że w perspektywie trzech lat zbiory będą obfite i biało-zieloni mogą stać się czołowym zespołem w Polsce i zakwalifikować się do europejskich pucharów. Oczywiście, rozumiem kibiców, którzy już teraz chcieliby widzieć Lechię na podium ekstraklasy, ale tu wskazana jest cierpliwość. Dlatego apeluję do fanów, a także władz Lechii o dużo wyrozumiałości i zaufania dla trenera Kaczmarka i całego sztabu szkoleniowego, który jest w klubie. Bo efekty na pewno przyjdą - kończy Gładysz.

Więcej o: