Abdou Razack Traore błyszczał, ale to Danijel Ljuboja zadał decydujący cios

Mecz Lechii Gdańsk z Legią Warszawa był pojedynkiem gwiazd ekstraklasy - Abdou Razacka Traore z Danijelem Ljuboją. Długo bardziej błyszczał piłkarz Lechii, ale to lider Legii zadał decydujący i kończący cios.
Ljuboja i Traore to w tym sezonie jedne z największych gwiazd ekstraklasy, a pewnie nawet największe. Ich pojedynek miał być ozdobą niedzielnego hitu na PGE Arenie. I był. Choć tuż przed meczem wydawało się, że może do niego nie dojść.

Na rozgrzewce Traore narzekał na kłopoty z kręgosłupem, a trybuny PGE Areny obiegła nawet informacja, że w wyjściowym składzie zastąpi go Piotr Grzelczak. Ostatecznie lider Lechii wybiegł jednak na boisko. Kłopoty ze zdrowiem miał też przed meczem Ljuboja. - Nie byłem pewny, czy zagra, ale po meczu mogę powiedzieć: "oby zawsze był tak kontuzjowany", bo przez całe spotkanie świetnie pracował - mówił trener Legii Jan Urban.

Spotkanie w Gdańsku doskonale pokazało, jak wiele znaczą dla swoich drużyn obaj piłkarze. Niemal każde pierwsze podanie na połowę rywala jest kierowane właśnie do nich, to oni przyjmują piłkę, zastawiają się i decydują, jak będzie wyglądała akcja ich zespołów.

Długo wydawało się, że w starciu gigantów górą będzie Traore. I nie wynikało to nawet z jego genialnej gry (choć grał dobrze), a raczej z błędów Ljuboji.

Już w 13. minucie lider Legii zmarnował karnego, po tym, jak Rafał Janicki sfaulował Jakuba Koseckiego. Ljuboja strzelił źle - lekko, po ziemi, za bardzo w środek bramki - i krytykowany w tym sezonie bramkarz Lechii Michał Buchalik pewnie złapał piłkę. Niemal równie łatwą okazję, co karny, Serb miał w 64. minucie, przy prowadzeniu swojego zespołu 1:0, kiedy po podaniu Michała Kucharczyka dostał piłkę stojąc pięć metrów od bramki, ale Buchalik cudem obronił jego strzał (znowu zły).

- Nie, nie chciałem zabić Danijela za te sytuacje. Wcześniej wykorzystywał przecież karne, każdemu może się zdarzyć nie strzelić - ocenił Urban.

Dokładnie pięć minut po drugiej świetnej okazji Ljuboji Mateusz Machaj zagrał długą piłkę w kierunku Traore, a piłkarz Lechii pokazał, dlaczego jest gwiazdą ligi. Genialnie przyjął piłkę, odwrócił się, ograł Inakiego Astiza, uciekł przed interweniującym Arturem Jędrzejczykiem i sprytnie strzelił po ziemi obok Dusana Kuciaka.

- Wiedzieliśmy, że Lechia lubi tak grać, szuka długiej piłki do Traore. Ale mimo to nie ustrzegliśmy się błędu. W tej sytuacji więcej mógł może zrobić Astiz, choć trzeba przyznać, że Traore zachował się genialnie. Z asekuracją nie zdążył też Suler, choć uczulałem ich, żeby grali blisko siebie - mówił Urban.

Wydawało się, że genialną akcją reprezentant Burkina Faso ostatecznie przyćmił Ljuboję, ale... Odpowiedź gracza Legii była błyskawiczna.

Cztery minuty później Buchalik znów świetnie interweniował, obronił w sytuacji sam na sam z Jakubem Koseckim, ale do odbitej piłki dopadł Miroslav Radović. Zagrał ją właśnie do Ljuboji, obrońcy Lechii byli zdezorientowani, a lider strzelców ekstraklasy nie miał litości i zdobył już dziewiątą bramkę w sezonie (Traore ma ich siedem). Jak się później okazało, to był decydujący cios, po którym Lechia już się nie podniosła.

- Już po nie strzelonym karnym widziałem, jak Danijel bardzo chce się za to zrehabilitować. I w końcu dopiął swego - cieszył się szkoleniowiec Legii.

Kto był góra w pojedynku Traore z Ljuboją? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »