Michał Buchalik z Lechii Gdańsk zamknął usta krytykom. "Aż głupio, że tak na niego najeżdżałem"

W meczu z Legią Warszawa Michał Buchalik miał być najsłabszym punktem Lechii Gdańsk. Tymczasem bramkarz biało-zielonych zagrał kapitalnie i udowodnił swoim krytykom, że zbyt szybko postawili na nim krzyżyk
Buchalik od początku tego sezonu nie miał wśród fanów Lechii dobrej opinii. Zresztą nie ma co się dziwić, bo w inaugurującym sezon meczu z Polonią Warszawa zagrał beznadziejnie. W kolejnych spotkaniach bronił jednak całkiem poprawnie i poza przepuszczoną bramką w meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała (zderzył się z obrońcą Lechii Sebastianem Maderą) błędów nie popełnił. Mimo tego, do Buchalika przylgnęła łatka słabego, niepewnego bramkarza, od którego gorszy jest już tylko zawieszony na poprzeczce ręcznik. Na przełamanie golkiper gdańskiej drużyny czekać musiał do 10. kolejki, korzystając z pecha Bartosza Kanieckiego (Kaniecki zastąpił Buchalika w bramce Lechii po spotkaniu z Wisłą Kraków). Choć na Buchaliku ciążyła ogromna presja, a sam zawodnik w rozmowach przebąkiwał, że mecz z Legią i następne spotkania w rundzie jesiennej będą decydować o jego przyszłości w gdańskim klubie, to niedzielnym występem 23-latek udowodnił, że Lechia to nie jest dla niego temat zamknięty. Co więcej, dobra gra w końcówce rundy jesiennej może być dla Buchalika dobrą kartą przetargową w walce o miejsce numer jeden między słupkami bramki biało-zielonych.

- Nie mamy zamiaru szukać bramkarza i bezwzględnie stawiamy na Michała. Jeden mecz z Polonią nie może zaważyć na mojej opinii o tym zawodniku. Uważam, że poradzi sobie z Legią. Danijel Ljuboja mu niestraszny - mówił przed meczem z liderem tabeli trener biało-zielonych Bogusław Kaczmarek. I rzeczywiście Buchalik wziął sobie mocno do serca słowa swojego szkoleniowca, który w Gdańsku uchodzi za specjalistę od "odblokowywania" piłkarzy. Już od początku zaczął z wysokiego C, pewnie broniąc rzut karny Ljuobji z 13. minuty (wideoTUTAJ). A później było jeszcze lepiej. Buchalik odważnie wychodził do dośrodkowań, pewnie grał na przedpolu, a w drugiej połowie po raz drugi zatrzymał Ljuboję (akcja do obejrzenia TUTAJ). Serb po obronie jego strzału z kilku metrów sam nie mógł uwierzyć, że piłka nie zatrzepotała w siatce. Co więcej, Buchalik odważnym wyjściem zablokował uderzenie Jakuba Koseckiego, które mogło dać Legii prowadzenie. Chwilę później przy dobitce Ljuboi Buchalik musiał skapitulować, choć gdyby nie rykoszet od Rafała Janickiego, bramkarz Lechii i ten strzał by odbił (bramkę Serba można zobaczyć TUTAJ).

Po spotkaniu Buchalik, obok Razacka Traore został jednogłośnie uznany za najlepszego zawodnika w drużynie Lechii. - Takiego meczu potrzebowałem. Występ przeciwko Legii dał mi dużo pewności siebie - mówił po spotkaniu z Legią Buchalik, który od niedzieli ma prawo z podniesioną głową spojrzeć w oczy wszystkim krytykom. Bo wbrew twierdzeniom, że Buchalik to dobry bramkarz, ale nie na ekstraklasę, golkiper Lechii pokazał, że w trudnych momentach można na niego liczyć. A i sami kibice zauważyli, że potępianie Buchalika i ciągłe wytykanie mu meczu z Polonią było błędem. "Aż mi głupio, że tak na niego najeżdżałem" - to jeden z głosów z facebooka Trójmiasto.sport.pl. Buchalik powinien jednak zachować spokój, bo najgorsze co może go spotkać to popadanie w hurraoptymizm. Bo tak jak szybko zyskał sobie sympatię nawet najbardziej nieprzekonanych co do jego umiejętności fanów Lechii, tak szybko może ją stracić. Nie od dziś wiadomo, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ, a jeden błąd czy nieprzemyślana interwencja mogą obrócić wniwecz wszystko to, co wypracował sobie meczem z Legią. Póki co, Buchalik od zera stał się niemal bohaterem Lechii i do meczu z Ruchem Chorzów takim na pewno pozostanie. A co dalej, zależy już tylko i wyłącznie od samego piłkarza.

Buchalik powinien zagościć w bramce Lechii na dłużej? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »