Łukasz Kacprzycki z Lechii Gdańsk jak Michał Wołodyjowski. Mały wzrostem, wielki sercem

Choć Łukasz Kacprzycki ma zaledwie 165 cm wzrostu i wśród kolegów z drużyny ma wdzięczną ksywkę "Mały", to na boisku udowadnia, że mimo skromnych warunków fizycznych serca do walki mu nie brakuje. Jak słynnemu "małemu rycerzowi" Michałowi Wołodyjowskiemu z powieści Henryka Sienkiewicza
O tym, jak zadziornym piłkarzem potrafi być Kacprzycki, przekonał się w niedzielę Danijel Ljuboja. W 70. minucie pomocnik Lechii ostro zaatakował gwiazdę warszawskiego zespołu, a między zawodnikami doszło nawet do krótkiej, acz ostrej wymiany zdań.

- Ja nie pękam przed nikim, bo w piłce nie ma co bać się rywali. Wiadomo, że Ljuboja to uznane nazwisko, grał w wielkich klubach, ale mnie to nie sparaliżowało. Moim marzeniem było zagrać przeciwko Legii Warszawa, dlatego wyszedłem na boisko mocno zmotywowany. Zagrałem odważnie i w tej sytuacji nie odstawiłem nogi. A że potem trochę się spięliśmy, cóż, na boisku takie sytuacje czasem się zdarzają - mówi Kacprzycki w rozmowie z Trójmiasto.sport.pl. - Szkoda tylko, że nie udało nam się zdobyć z Legią chociaż punktu - dodaje skrzydłowy Lechii.

Kacprzycki w meczu z liderem ekstraklasy wszedł na boisko z ławki w drugiej połowie meczu. Zaprezentował się jednak na tyle udanie, że w meczu z Ruchem może dostać szansę gry od pierwszej minuty. Tym bardziej że w Lechii panuje olbrzymia plaga kontuzji, m.in. istnieje duża obawa, że w spotkaniu w Chorzowie nie zagra Abdou Razack Traore. - Do meczu jeszcze trochę czasu zostało, więc nie można być niczego pewnym. Ja podporządkuję się decyzji trenerów, obojętnie jaka będzie - przekonuje "Mały".

W Chorzowie gdańszczanie będą chcieli odzyskać to, co stracili u siebie w meczu z Legią. Trzy punkty wydają się w zasięgu biało-zielonych, tym bardziej że jesienią gdańszczanie na wyjazdach spisują się znakomicie.

- Nigdy nie ma pewnych trzech punktów przed meczem. Je trzeba wywalczyć, ciężko pracując na boisku, a dopiero potem można dopisać sobie je w tabeli. Ale przy naszym dużym zaangażowaniu uważam, że mamy duże szanse, by wygrać w Chorzowie. Dużą rolę odegra tu konsekwencja i koncentracja od pierwszej do ostatniej minuty. W meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała zwycięską bramkę zdobyliśmy przecież już w doliczonym czasie gry. Mam nadzieję, że z podobnym efektem wyjedziemy w piątek z Chorzowa - podkreśla Kacprzycki.

18-letni skrzydłowy Lechii wraz z 17-letnim Kacprem Łazajem otrzymali od trenera biało-zielonych Bogusława Kaczmarka szansę debiutu w ekstraklasie. Do tej dwójki dołączają kolejni młodzi piłkarze, którzy są włączani przez szkoleniowca Lechii do kadry pierwszego zespołu.

- Fajnie, że nas, młodych, jest w pierwszej drużynie coraz więcej. Przez to zwiększa się rywalizacja w zespole, która mobilizuje do jeszcze lepszej gry. W dodatku mamy duże wsparcie od starszych kolegów, którzy pomagają nam i w szatni, i na boisku, więc tylko się cieszyć - przyznaje młody piłkarz gdańskiej drużyny.

Czy Kacprzycki na mecz z Ruchem powinien wyjśc w pierwszym składzie? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »