Lechia Gdańsk wygrała z Ruchem Chorzów. Gdańszczanie mistrzami wyjazdów

Piłkarze Lechii Gdańsk pokonali w Chorzowie Ruch 1:0 i było to już piąte wyjazdowe zwycięstwo biało-zielonych w tym sezonie! Złota bramkę zdobył 17-letni Kacper Łazaj
Trener Lechii Gdańsk Bogusław Kaczmarek nie mógł skorzystać w tym meczu aż z dziewięciu kontuzjowanych zawodników, w tym z dwóch filarów zespołu - Sebastiana Madery i Abdou Razacka Traore (ci piłkarze w obecnym sezonie jako jedyni rozpoczynali w podstawowym składzie wszystkie mecze Lechii). Ponadto na ławkę rezerwowych - tu decydowała już słabsza forma - powędrował Rafał Janicki. Szansę dostali za to trzej piłkarze, którzy nie cieszyli się do tej pory zaufaniem szkoleniowca biało-zielonych: Deleu, Krzysztof Bąk oraz Piotr Grzelczak (w sumie dziewięć ligowych występów, w większości epizodycznych).

Mimo tak potężnych osłabień, Lechia od początku spotkania spisywała się nieźle, choć od razu trzeba zaznaczyć, że zadanie miała ułatwione. A to dlatego, że chorzowianie (również wiele absencji, m.in. Marek Zieńczuk, Gabor Straka, Łukasz Janoszka czy Mariusz Malinowski) prezentowali się wręcz koszmarnie słabo. Ich jedynym pomysłem na grę były długie przerzuty w kierunku szkrzydłowych oraz osamotnionego z przodu Grzegorza Kuświka, ale wszystkie "balony" padały łupem pewnie grających Bąka oraz Jarosława "Zorro" Bieniuka (już w nowej, idealnie dopasowanej do kształtu twarzy masce). Na tle archaicznie grającego Ruchu goście momentami wyglądali w pierwszej połowie jak zespół z trochę innej piłkarskiej bajki. Choć brak Traore był jednak bardzo widoczny. Zastępujący go Grzelczak starał się bardzo, szukał gry, ale akurat ten zawodnik pewnych ograniczeń technicznych nie pokona nigdy. Aktywny był także Piotr Wiśniewski, który już w 12. min mógł zgłosić swój akces w konkursie na bramkę kolejki, ale jego strzał z 20 metrów fantastycznie sparował na róg Michal Pesković. Lechia przeważała przez całą pierwszą połowę, jednak w jej akcjach brakowało ostatniego podania, no i Traore.

Po przerwie, poza niezłym początkiem (ładny strzał Wiśniewskiego i dobitka Ricardinho, znów świetnie bronił Pesković), Lechia dostosowała się poziomem gry do fatalnych gospodarzy i wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem. W zespole Ruchu nieco ożywienia wprowadził rekonwalescent Arkadiusz Piech, ale w jego grze więcej było chciejstwa niż realnych możliwości zagrożenia bramce rywali. Lechia obudziła się dopiero w samej końcówce, szczególnie po wejściu na boisko debiutanta Christophera Oualembo, goście mocno się ożywili. Dobrą zmianę dał również Kacper Łazaj, który na początku drugiej połowy wszedł za niebędącego w pełni sił Mateusza Machaja. I to właśnie 17-latek strzelił w 86. minucie zwycięską bramkę dla Lechii. Najpierw na prawej stronie trochę "brazyliany" pokazali Ricardinho oraz Deleu, potem ten drugi płasko dośrodkował na 5. metr, a zupełnie niepilnowany Łazaj bez problemu umieścił piłkę w siatce. Pierwszy gol strzelony w ekstraklasie i pewnie jeden z łatwiejszych w jego krótkiej karierze. W samej końcówce na boisku pojawił się jeszcze jeden debiutant Wojciech Zyska (18 lat), ale trener Kaczmarek jego poczynań już nie obserwował, gdyż ze zdenerwowania udał się przedwcześnie do szatni. Piłkarze zadbali o jego zdrowie i dowieźli zasłużone zwycięstwo do ostatniego gwizdka sędziego.

Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 0:1 (0:0). Bramki: Łazaj (86.). Ruch: Pesković - Djokić, Stawarczyk, Sadlok, Lewczuk - Smektała, Lisowski (52. Starzyński), Panka Ż, Jankowski (56. Piech), Sultes (46. Włodyka) - Kuświk. Lechia: Buchalik - Deleu, Bąk, Bieniuk, Brożek - Ricardinho (90.+1. Zyska), Surma, Pietrowski, Machaj (53. Łazaj), Wiśniewski - Grzelczak (77. Oualembo).

W czym tkwi siła Lechii w meczach wyjazdowych? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »