Sport.pl

Wielkich transferów w Lechii nie będzie. Kiedy gdański klub wskoczy na wyższy finansowy pułap?

Lechia oferowała Abdou Razackowi Traore wielkie pieniądze za przedłużenie kontraktu, ale nie znaczy to, że w Gdańsku powstaje finansowe eldorado. - Wszołek, Teodorczyk, Kokoszka? Wiem, ile kosztuje ich utrzymanie i wiem, że nas na nich nie stać. W chwili obecnej tego typu piłkarze są poza naszym zasięgiem - mówi trener Lechii Bogusław Kaczmarek.
Traore umowy nie przedłużył, choć Lechia oferowała mu ok. 30 tys. euro miesięcznie plus 250 tys. euro za sam podpis na kontrakcie. Piłkarz w jednym z wywiadów zdementował te informacje, twierdząc, że warunki nie były aż tak dobre, wiadomo jednak, że propozycja Lechii jak na polskie warunki była znakomita. Tyle, że wszystko wskazuje na to, że absolutnie nie przełoży się to na dalsze działania klubu na rynku transferowym. Pieniądze przeznaczone dla Traore miały być pewną inwestycją na przyszłość. Właściciel większościowy Andrzej Kuchar dał się przekonać trenerowi Bogusławowi Kaczmarkowi, że jeśli dziś zainwestuje w niego 2 zł, to za rok zarobi złotych 5. I pewnie tak by było. Tej wyobraźni zabrakło kilka miesięcy temu, kiedy Traore po słabym sezonie 2011/12 nie miał mocnej karty przetargowej. Gdyby Lechia wówczas przedłużyła z nim kontrakt (na warunkach dużo dla siebie korzystniejszych niż miało to być obecnie), dziś to ona dyktowałaby warunki i byłaby panem sytuacji. Teraz pozostaje już tylko żal, że klub nie zarobił na Traore ani złotówki.

Gdyby środki zaplanowane na przedłużenie umowy z Traore przeznaczyć w przerwie zimowej na transfery, Lechia stałaby się na polskim rynku mocnym graczem. Z pewnością nie byłoby kłopotu, aby przekonać do powrotu nad morze Sebastiana Milę, a konkretne rozmowy można by prowadzić z takimi piłkarzami jak Paweł Wszołek czy Łukasz Teodorczyk z Polonii Warszawa. Tymczasem póki co poza zasięgiem Lechii jest nawet ich kolega klubowy Adam Kokoszka, o którym ciężko powiedzieć, że jest gwiazdą ekstraklasy.

- Wiem, ile zarabia Kokoszka i zdaję sobie sprawę, że znajduje się na pułapie finansowym nieosiągalnym dla Lechii - mówi trener Kaczmarek. - Oczywiście ze wszystkimi można rozmawiać, ja też w ostatnim czasie kontaktowałem się z wieloma piłkarzami i wiem, że Sebastian Mila czy Paweł Wszołek z chęcią zagraliby w zespole prowadzonym przeze mnie. Jednak reguły rynku są nieubłagane. Ja przede wszystkim muszę szukać piłkarzy tanich, tzw. okazji i nie mam żadnych informacji, jakoby w najbliższym czasie miałoby się to zmienić. Lechia to nie Kuwejt, muszę się z tym pogodzić - zaznacza szkoleniowiec biało-zielonych.

Lechia w poszukiwaniu nowych piłkarzy przeczesuje wszystkie możliwe rynki.

- Mamy na oku sporo piłkarzy z Polski, monitorujemy również ligi zagraniczne - podkreśla Kaczmarek. - Trzymamy rękę na pulsie, robimy już nawet wstępne przymiarki, ale najpierw muszę się dokładnie dowiedzieć, w jakich realiach finansowych będziemy się obracać. Po Nowym Roku powinienem być mądrzejszy - dodaje.

Kaczmarek jest na tyle niepewny, jakimi środkami na wzmocnienia będzie dysponował, że póki co oficjalnie nie chce skreślać żadnego zawodnika z kadry zespołu. Pewniakiem do odpalenia jest tylko Patryk Tuszyński, tyle że on jesienią grał tylko w zespole rezerw. Wolną rękę w szukaniu nowego klubu ma też Vytuatas Andriuskevicius.

- Nie wiem natomiast, skąd pojawiła się informacja, że chcę się pozbyć z zespołu Piotra Grzelczaka. Ja na pewno nic takiego nie powiedziałem. Jeżeli taka sytuacja zaistnieje, to zawodnik dowie się o tym ode mnie, a nie z mediów - zaznacza trener Lechii.

Nie ma się więc co łudzić, że Lechia wskoczy tej zimy na wyższą półkę finansową w ekstraklasie. Wciąż będzie średniakiem czyhającym na okazję, np. taką, jaką dwa i pół roku temu było pozyskanie Traore. Kiedy to się zmieni, ciężko przewidzieć, ale pewnie nie stanie się to, dopóki na czele klubu stoi Andrzej Kuchar.

- Ja jestem cierpliwy, prędzej czy później trzeba będzie stworzyć w Lechii warunki na miarę naszego pięknego stadionu i naszego pięknego miasta - podkreśla trener Kaczmarek. - Co chwilę słyszy się o jakichś nowych potencjalnych inwestorach, ale ja nie bujam w obłokach i przyjmuję te wszystkie informacje ze spokojem. Działam w określonych realiach i staram się to robić, najlepiej jak potrafię. I myślę, że na wiosnę zobaczymy dobry zespół Lechii - podsumowuje szkoleniowiec.

Kiedy Lechię stać będzie na głośne transfery? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: