Sport.pl

Czy Andrzej Kuchar odda w końcu Lechię Gdańsk? "Czekam na królika"

Żyję wiarą, że wybór Bartosza Sarnowskiego na prezesa Lechii nie jest wcale symbolem nijakości klubu z Gdańska, ale raczej kolejną zapowiedzią oddania go w nowe ręce - pisze Grzegorz Kubicki z "Gazety".
Wtorkowym wyborom nowego prezesa towarzyszył dreszczyk emocji związany z rozważaniami o przyszłości Lechii. Tylko dreszczyk, a nie dreszcz, bo trudno było się spodziewać rewolucyjnych rozwiązań, które uruchomiłyby marzenia o wielkim klubie. Rozdanie kart było niemal oczywiste, ale gdzieś w głębi serca tliła się nadzieja na królika z kapelusza, który kiedy już z niego wyskoczy, wprawi publiczność w osłupienie i napędzi machinę spekulacji, na jak wielkie spektakularne ruchy stać nowego szefa. Królik nie wyskoczyłby oczywiście sam, ale wyciągnęłaby go ręka nowego właściciela, który wprowadzając swojego człowieka do władz klubu, rozpocząłby budowę nowej, znacznie silniejszej Lechii.

Ale na spotkaniu rady nadzorczej magii nie było. Choć fakt, że z funkcji prezesa już po kilku miesiącach zrezygnował (oficjalnie z powodów osobistych) Bogdan Magnowski, czyli wyjątkowo zaufany człowiek właściciela Andrzeja Kuchara, pozwalał na odrobinę fantazji, szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Namaszczenie Sarnowskiego na nowego sternika Lechii jest bowiem wyborem tyle oczywistym, co smutnym.

Miłość i chęci to ciągle mało

Przepraszam, panie prezesie, za brak wiary, ale nie wydaje mi się, że będzie pan postacią, która zaskoczy tłum i wyciągnie nagle asa w postaci nowego, bogatego sponsora, a zaraz potem ogłosi jednocześnie nazwisko prężnego dyrektora sportowego oraz budżet transferowy, jakim będzie gospodarował zimą. A to wszystko po to, by Lechia już w tym sezonie powalczyła o puchary, co w tej kreowanej przez różowe okulary wersji byłoby celem oczywistym. Raczej widzę pana w służalczej roli wobec właściciela, zdominowanego przez pozostałych członków zarządu (ludzi Kuchara), który mimo ogromnej miłości do Lechii i jeszcze większych chęci uczynienia z niej wyjątkowego klubu nic nie będzie mógł zrobić.

Już przed wyborem nowego prezesa zapowiadano, że osoba Sarnowskiego będzie symbolem i zapowiedzią trudnych czasów, zaciskania pasa i wegetacji bez ściśle określonych celów i planów rozwoju. Celem będzie życie w ekstraklasie, szare i nudne, oby z niej nie wypaść. Wybór Sarnowskiego ma być dowodem na to, że Kucharowi na wielkiej Lechii po prostu nie zależy, a nawet jeśli pojawią się chęci, to zabraknie pomysłów i środków na ich zaspokojenie. Sarnowski ma być kolejną przesłanką ku temu, że Lechia Kucharowi coraz bardziej ciąży.

I to, moim zdaniem, daje nadzieję. Pamiętam, że kiedy Kuchar przejmował Lechię, sam dałem się oczarować kwiecistymi i wyjątkowo sprawnie konstruowanymi wizjami o nowej sile w polskiej piłce, która z 50-milionowym budżetem i blisko 30 tys. kibiców na pięknej PGE Arenie będzie żelaznym kandydatem do reprezentowania naszej ligi w Europie. Oczywiście nic z tego nie wyszło, rozmowa z Kucharem o korekcie wielkich wizji jest teraz niemożliwa (dlaczego właściciel klubu się jej boi?), a coraz więcej przesłanek wskazuje na to, że wrocławski biznesmen chce się po prostu Lechii pozbyć. Tylko czeka na dobrą cenę.

Wrócą wizje wielkiej Lechii?

Najnowszą przesłanką ku temu jest właśnie wybór Sarnowskiego, wcześniej były to informacje o chęci skumulowania akcji spółki w jednym miejscu (co ułatwiłoby sprzedaż), ale przede wszystkim spekulacje o tym, kto chce Lechię kupić. Dzięki dotarciu do niemieckiego milionera Josefa Wernze, który był w mediach mocnym kandydatem do przejęcia Lechii, wiemy już na pewno, że temat sprzedaży klubu z Gdańska istnieje, a zainteresowana jest nim - jak to określił Wernze - grupa inwestorów, której potężna firma konsultingowa Niemca tylko doradza.

I ja się właśnie takiej wersji trzymam. Wybór Sarnowskiego to kolejny krok wstecz Kuchara, dalszy etap wychodzenia z klubu, który wkrótce miałaby przejąć tajemnicza "grupa inwestorów". A kiedy to już nastąpi, to bez względu na to, kto to będzie - rosyjski lub niemiecki milioner czy spółka skarbu państwa - w miejsce Sarnowskiego z kapelusza wyskoczy wywoływany wcześniej królik, a kibice z Gdańska na nowo będą mogli rozpocząć burzliwą dyskusję, jaka to ich Lechia będzie wkrótce wielka.

Więcej o: