Sport.pl

Lechia Gdańsk będzie grać trójką napastników?

W meczu z Worskłą Połtawą Lechia wypróbowała dwa warianty taktyczne. W pierwszej połowie biało-zieloni zagrali z jednym klasycznym napastnikiem, którym był Grzeorz Rasiak, z kolei po przerwie z przodu biegali Piotr Wiśniewski, Łukasz Kacprzycki oraz Paweł Buzała. Ofensywa Lechii lepiej funkcjonowała przy tym drugim wariancie.
Przebywający na zgrupowaniu w Turcji piłkarze Lechii Gdańsk rozegrali pierwszy sparing. W meczu z ukraińską Worskłą Połtawa padł bezbramkowy remis, chociaż to biało-zieloni mieli więcej okazji do zdobycia gola.

Dla Lechii był to pierwsze w tym roku spotkanie kontrolne rozegrane na naturalnej murawie i przy plusowej temperaturze. U piłkarzy biało-zielonych widać było jeszcze zmęczenie ciężkimi treningami, gdyż dopiero w dniu meczu zakończyli oni czwarty kolejny mikrocykl treningowy, który miał na celu pracę nad siłą, wytrzymałością i motoryką. Dopiero po meczu z Worskłą akcenty treningowe zaczną się zmieniać i więcej nacisku będzie położone na zajęcia techniczno-taktyczne.

Trener Bogusław Kaczmarek wypróbował w meczu z 13. zespołem ligi ukraińskiej dwa warianty taktyczne. W pierwszej połowie Lechia grała z jednym klasycznym napastnikiem, którym był Grzegorz Rasiak, z kolei po przerwie z przodu biegało trzech piłkarzy, którzy wymieniali się pozycjami. Byli to Piotr Wiśniewski, Łukasz Kacprzycki oraz Paweł Buzała (a po zmianie Kacper Łazaj).

Ofensywa Lechii lepiej funkcjonowała przy drugim wariancie. Szczególną aktywność wykazywał Wiśniewski, który po słabej rundzie jesiennej musi udowodnić, że jego czas w Lechii jeszcze nie minął. "Wiśnia" starał się zarówno uderzać na bramkę, jak i wspomagać kolegów. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego w 75. minucie powstał w ukraińskim polu karnym taki kocioł, że tylko bramkarz Worskły wie, jakim sposobem dopadł do piłki. Niedługo później Wiśniewski miał sytuację sam na sam, ale znów górą był bramkarz rywali. Blisko zdobycia gola był też Łazaj, a w samej końcówce próbowali jeszcze Kacprzycki i znów Wiśniewski. W pierwszej połowie sytuacji było mniej. Dwukrotnie okazję do zdobycia gola miał Rasiak, ale najpierw strzał byłego reprezentanta Polski zablokowali obrońcy, a kolejne uderzenie zdołał obronić bramkarz rywali. Tuż przed przerwą z ponad 20 metrów mocno uderzał jeszcze Marcin Pietrowski, ale piłka minęła bramkę. Ukraińcy w tej części meczu też mieli swoje szanse, ale albo strzelali niecelnie, albo pewnie bronił Michał Buchalik.

Największym pozytywem meczu jest gra całego zespołu w defensywie. - Ukraińcy praktycznie nie zrobili sztycha, naprawdę nie pozwoliliśmy im na wiele - podkreśla trener Kaczmarek. - Byliśmy zespołem pod każdym względem lepszym i powinniśmy wygrać dwoma, trzema bramkami. Jest jednak zalążek tego, co chcemy grać w lidze. Szczególnie w drugiej połowie kilka razy rozmontowaliśmy obronę przeciwnika. Dla mnie to był bardzo pożyteczny sprawdzian - zaznacza szkoleniowiec biało-zielonych.

W meczu zagrało w sumie 18 zawodników. Z powodu urazów zabrakło Rafała Janickiego oraz Mateusza Machaja, wolne dostali też najmłodsi - Przemysław Czerwiński, Przemysław Frankowski, Adam Gołuński oraz Bartłomiej Smuczyński.

- Muszę ostrożnie szafować ich siłami - tłumaczy trener Kaczmarek. - Oni bardzo ładnie pracowali w ostatnich tygodniach, ale ponieważ obciążenia były spore, muszę przede wszystkim zwracać uwagę na to, żeby nie zrobić im krzywdy. Myślę jednak, że w kolejnych sparingach pojawią się na boisku - mówi Bobo.

Następny mecz Lechia rozegra 6 lutego, a jej rywalem będzie inny ukraiński zespół Ilicziwec Mariupol.

Więcej o: